40% to za mało? Innowacyjna aplikacja dla marki BOLS zrobiła robotę! Freeze the Bottle – case study

Jak z przytupem wprowadzić na rynek nowy produkt bez wydawania fortuny na dodatkową promocję? Zazwyczaj jest to dość ciężki zabieg, jednak przy pomocy odpowiedniej strategii i z wykorzystaniem innowacyjnych rozwiązań wcale nie musi taki być.

Bols angażuje fanów

Dla marki Bols, w związku z wprowadzeniem na rynek limitowanej edycji produktów, zorganizowaliśmy na Facebooku konkurs „Freeze the Bottle”. Marka Bols znacznie wyróżnia się na polskim Facebooku na tle innych marek alkoholowych, której strategia komunikacji opiera się na angażowaniu fanów poprzez atrakcyjne Ambasadorki, znane między innymi z kalendarzy Bols i eventów organizowanych przez markę.

Klucz do sukcesu? Kreacja i innowacja

Pozostając na tych samych torach, w organizowanym przez nas konkursie “Freeze the Bottle” zbudowaliśmy ciekawą wizualnie kreację z wykorzystaniem innowacyjnego mechanizmu przechwytywania poziomu dźwięku z komputerowego mikrofonu. Fanów marki z Facebooka postanowiliśmy zaangażować w dość nietypowy sposób – uczestnicy konkursu mieli zamrozić wirtualną butelkę Bols poprzez dmuchanie do mikrofonu.
Do rywalizacji mogli przystąpić wszyscy fani facebookowego profilu Ambasadorek. Codziennie, wśród osób, którym udało się zamrozić butelkę najbliżej pełnej godziny, wyłanialiśmy 3 zwycięzców, którzy otrzymywali gadżety marki. Ponadto, dodatkowe nagrody zdobyło 8 osób, które zamroziły najwięcej butelek w czasie trwania całego konkursu.
W ciągu jednego dnia każdy uczestnik mógł zagrać tylko 2 razy. Kolejne 5 szans otrzymywał, gdy zaprosił do aplikacji 3 swoich znajomych.

Efekty naszej kampanii

Przez okres dwóch tygodni, bez dodatkowego wsparcia reklamą na Facebooku, czy w innych mediach wykreowana przez nas kampania wygenerowała liczbę 216 068 odsłon przez konkursową aplikację, a profil marki na Facebooku wzbogacił się o 1383 fanów.

Konkurs “Freeze the Bottle” cieszył się ogromną popularnością:

  • Liczba uczestników konkursu – 3 266
  • Liczba zamrożonych butelek – 6 542

A aplikacja konkursowa zebrała bardzo dobre recenzje – w skali 1-5 średnia ocena wyniosła 4.1.

Lead is king, content is queen. Where is prince?

Content marketing a lead generation

W celu pozyskania oraz utrzymania wartościowego leada, wszystkie dobre sposoby są dozwolone, a wręcz – pożądane. Przyjrzymy się dziś, jakie sposoby pozyskiwania leadów  – zarówno przez content marketing jak i nowy format reklam na facebooku, lead ads – oferują nam social media oraz jak mogą je wykorzystywać nowoczesne marki i agencje interaktywne.

We współczesnym e-marketingu jest wiele nowoczesnych metod wspierających pozyskanie klientów firmy. Jednak w podsumowaniu roku 2014, które przygotował Hubspot, jasno przedstawia się statystyki – aż 42% badanych firm jednomyślnie postawiło na inbound marketing (czym jest inbound marketing przeczytacie tutaj) jako główne źródło gromadzenia leada. Wynika z tego, że marketing treści był głównym sposobem dotarcia do odbiorców w przeciwieństwie do outbound marketingu (marketingu bardziej „tradycyjnego”), który skupia się przede wszystkim na komunikatach wychodzących (różnicę pomiędzy jednym i drugim pokazujemy na poniższym schemacie).

inbound

Źródło: wordstream.com

Najnowsze badanie zrealizowane na zlecenie IAB Polska pokazuje wzrost wartości reklamy cyfrowej (+ 15,7% w roku 2015), z której najpopularniejsza jest zdecydowanie reklama graficzna z wideo online (33% udziału w torcie reklamowym). Największe inwestycje w ramach tego przekazu informacyjnego należą do branży motoryzacyjnej, a najmniejsze do marek związanych z chemią gospodarczą. Zmienia się dziś rola królowej (contentu), która wychodzi poza obszar marketingu treści w zdobywaniu króla (leada), korzystając z innych, angażujących metod.

Czy to znaczy, że content jest już nieistotny? Oczywiście, że nie. Jest ważny, ale zmienia się jego przeznaczenie. Marketerzy wiedzą doskonale, że e-booki czy poradniki, do których sięgają czytelnicy, to przykładowe źródła lead nurturingu (dojrzewania leadów), prowadzące do wyodrębnienia określonej, skupionej wokół przekazu, społeczności przyszłych klientów. Taki użytkownik, zanim zainteresuje się marką, musi najpierw oswoić się z produktem czy usługą i sprawdzić ich potencjał. Podobnie facebook oferuje nowy format reklamowy, którego celem nie jest website clicks czy też zaangażowanie pod postem, ale właśnie sprzedaż. Idea opiera się na Lead Generation (generowaniu leadów), a sam format Lead Ads ma pomóc markom w gromadzeniu adresów e-mail i numerów telefonów osób zainteresowanych produktem lub usługą komunikacji – wysyłką wiadomości czy dedykowanym mailingiem na szeroką skalę.

Odpowiednio zaplanowana strategia, pokonanie niezliczonego tłumu poddanych i dotarcie odpowiedniego leada, czyli naszego króla, to prawdziwe wyzwanie. Jednak nawet to nie gwarantuje pełnego sukcesu. Sztuką jest, aby Twój „lead” czyli subskrybent został wiernym klientem. Dlatego warto przemyśleć zaproponowany przez agencję OX Media dekalog działań, które będą eksplorowane w praktyce:

  1. Nie rozdrabniaj się na kilka kanałów – wybierz te, które są najbliższe Twojej grupie docelowej.
  2. Wyznacz jasny cel i odpowiednie do jego osiągnięcia narzędzia.
  3. Nie powielaj treści na Facebooku, G+ i Twitterze – Twoi odbiorcy oczekują unikatowości.
  4. Monitoruj i sprawdzaj leady. Używaj narzędzi analitycznych – wbudowanych w dane medium społecznościowe lub zewnętrze, takie jak HootSuite czy Sprout Social.
  5. Social media to nie bagno i nie są celem samym w sobie – nie wrzucaj tu wszystkiego, wybierz najbardziej wartościowe treści.
  6. Nie usuwaj negatywnych opinii – odpowiadaj na nie rzeczowo.
  7. Nie wstydź się prosić o opinię, polubienie czy retweeta. Każdy ruch buduje społeczność wokół Twojej marki, pozwala lepiej ją wyszukać i pozycjonować.
  8. Bądź cierpliwy – zaangażowanie wymaga poświęcenia, a efekty czasu.
  9. Aktywizuj odbiorcę w każdy przekaz, który tworzysz. Zadając pytania, wymagaj odpowiedzi.
  10. Bądź otwarty. Mów o tym, czego się uczysz, co/kto jest dla Ciebie inspiracją w działaniu. Szczerość buduje wiarygodność przekazu (szczególnie na LinkedIn).

Mimo różnego przeznaczenia kanałów medialnych, mają one cechę wspólną: budują określoną społeczność, wokół której poruszają się potencjalni klienci.

Agencja interaktywna OX Media prezentuje nowoczesny system dotarcia do odbiorcy, który dostaje spersonalizowany i wyselekcjonowany przekaz. Social Hub to miejsce skupiające w sobie kanały komunikacji społecznej marki oraz ich uczestników. Co najważniejsze – platformy te nie przeszkadzają sobie wzajemnie (jak to często bywa w sieci), ale uzupełniają bazę informacji o produkcie czy usłudze. Social Hub w nowoczesny sposób zbiera insighty, które następnie są kierowane na stronę Twojej marki. Stanowi bardziej uniwersalną formę przekazu informacji, która, dzięki praktycznemu zastosowaniu połączenia strony sprzedaży i treści, umożliwia Ci nieustanny monitoring swoich odbiorców! Dla nas istotne jest nawiązanie długotrwałej, efektywnej relacji z klientem, dlatego Social Hub agreguje różnorodne treści także z platform ściśle wizerunkowych, jak vlogi czy youtube. Ważne jest przede wszystkim, aby zrozumieć różnicę między platformą treści, jaką jest Social Hub, a stałą stroną firmową. Połączenie tych dwóch rozwiązań przynosi oczekiwane rezultaty nie tylko wizerunkowe marki, ale przede wszystkim sprzedażowe, zwiększając aktywność i zaangażowanie użytkowników oraz konwersję. Odwołując się do idei artykułu – Social Hub jest jak spotkanie towarzyskie królowych (contentów), których celem jest wzajemna integracja.

 

socialhub

Źródło: OX Media

Czas na odpowiedź – where is prince? Księciem w tej historii jest nic innego, jak nawiązana relacja z odbiorcą. Właściwa i efektywna. To owoc dobrego przekazu (królowej/contentu) w stronę wartościowego klienta (króla/leada).

W tworzeniu odpowiedniej strategii pozyskania odbiorcy pamiętamy, że ciekawy temat to nie wszystko. Musi być podany we właściwy sposób. Sposób, który zapewni trwały, obustronny dialog. Komunikacja b2b czy b2c to przede wszystkim rozmowa z klientem, który pierwszy kontakt z marką nawiązuje poprzez ciekawe, angażujące i wartościowe treści Twojej marki. A jeśli spotka je wszystkie w jednym miejscu, jakim jest Social Hub, to jesteś zwycięzcą!

Jestem tu nowy! Czyli wprowadzanie nowego produktu w Social Media

Social Media Marketing

Jak skutecznie wprowadzić nowy produkt w Social Media? Przebicie się przez tzw. „banner blindness” jest trudne, co nie znaczy – niewykonalne. Nie od dziś wiadomo, że klikamy ( i angażujemy się) głównie w to, co znamy już i lubimy. Znane i lubiane firmy, tzw. „love brandy” mają zadanie prostsze, bo posiadają zasoby które im to ułatwiają – influencerów, subskrybentów listy mailingowej, subskrybentów naszego profilu wideo czy też po prostu wiernych fanów. Ale jak wprowadzić na rynek nowy produkt tak, by wzbudził on zainteresowanie oraz – co najważniejsze – zgadzała się sprzedaż i dodatni ROI? Oto kilka działań, które stosują najlepsze agencje Social Media, w tym także OX Media.

Badania i strategia

Przede wszystkim musisz zastanowić się, do kogo chcesz trafić z nowym produktem. Warto przeprowadzić badania (np. obserwację) grupy docelowej i ustalić odpowiednią jej segmentację, tak, by produkt był atrakcyjny dla danej grupy. Bo – jak czytamy w „Strategii Marketingowej” Macieja Tesławskiego „najbardziej zmarnowane pieniądze w marketingu to próba zmiany czyjegoś zdania”. Nie marnujmy więc pieniędzy celując w bardzo szeroki target. Stwórzmy strategię, która będzie swoistym drogowskazem – gdzie, komu, z jaką konkurencją oraz czym i za ile? Konstruując strategię marketingową, warto pamiętać o tym, że powinna ona dać nam odpowiedź na pytanie, jak pozycjonować swój produkt względem konkurencji.

 

Gra na czas

3-4 tygodnie przed wprowadzeniem danego produktu warto poświęcić czas na zrobienie pozytywnego buzzu i nastroju wyczekiwania. Zapowiedzi wideo, opinie użytkowników z „elitarnego grona”, którzy testowali już produkt czy też odliczanie w formie postów – w ten sposób można zachęcić potencjalnych klientów. Co więcej, działa tutaj też element psychologiczny, który widzimy w przypadku nowych modeli iPhone’ów lub kolejnych książek z serii Harry Potter. Im głośniej i częściej mówi się o czymś w kontekście premiery, tym więcej osób skłonnych jest do kupna w momencie ukazania się produktu.

 

 Rozmawiaj

Wyobraź sobie, że jesteś na jakimś wydarzeniu i rozmawiasz z paroma poznanymi osobami. Wymieniacie się wizytówkami, idziecie razem na kawę i rozmawiacie również o sprawach mniej zawodowych. Pozostałych uczestników eventu nie zapamiętasz pewnie w ogóle. Pytanie: komu bardziej zaufasz – znanym Tobie osobom czy ekspertom, których ledwie kojarzysz z widzenia? No właśnie. Podobnie jest w przypadku produktów. Zabrzmi to dość górnolotnie, ale naprawdę warto rozmawiać jako marka, a media społecznościowe są tutaj najlepszym kanałem dialogu. Za przykład mogą uchodzić dyskusje moderatorów z fanami na profila SMS Audio czy też Serca i Rozumu. Fani na obu profilach pytanie o produkty otrzymywali odpowiedzi w stylu odbiorcy – często były one zabawne, zachęcające odbiorcę do dalszego angażowania w konwersacje. Dzięki temu fan na pewno zapamięta markę jako tę, która prowadziła z nim swobodny dialog.

 

Baw!

Pokaż, że oprócz produktu chcesz dać swoim odbiorcom sporo rozrywki i zastrzyku pozytywnych emocji. Konkurs, gra w Social Media czy dedykowana aplikacja – to wszystko powoduje pozytywne postrzeganie nie tylko nowego produktu, ale i samej marki. Dzięki takiemu sprzężeniu zyskujemy podwójnie, wizerunkowo i sprzedażowo. Mechanizm tego typu zastosowano w przypadku premiery samochodu Volkswagen „up!”. Połączono wtedy grę na Facebooku (która potem – z powodu ogromnego zainteresowania – miała również wersję mobilną) z konkursem. Co ciekawe gra, która zaangażowała tysiące użytkowników polegała m.in. na pakowaniu bagażnika czy parkowaniu. Szkoda, że w prawdziwym życiu „nagrodą” za parkowanie jest ewentualnie…Mandat 😉

 

Wyróżniaj się!

Istotnym elementem wprowadzenia na rynek produktu jest odpowiednie wyróżnienie go w danym segmencie. Jednym z bardziej znanych przykładów jest mocno nastawiona na niekonwencjonalne sposoby komunikacji kampania Heyah. Ambient, ciekawe spoty czy też luźna forma komunikacji w tamtych czasach były na rynku czymś kompletnie nowym. Podobnie jak kampania dla limitowanej edycji wódki Bols, w której to wykorzystana została aplikacja konkursowa z innowacyjnym mechanizmem przechwytywania dźwięku z komputera. Polegało to na zamrożeniu dźwiękiem z mikrofonu butelki Bolsa. Efekt? Ponad 216 tysięcy odsłon aplikacji przy budżecie na jej promocję równym…0 zł!

 

Informuj

Zabrzmij to banalnie, ale dobrze jest poświęcić chwilę na stworzeniu wartościowego contentu, który nie tylko przedstawi zalety produktu, ale zaciekawi samego odbiorcę. Warto przy tym pamiętać, że niekiedy mniej znaczy więcej. Unikajmy zatem stwierdzeń typy „nowa jakość”, „najlepszy na rynku” czy „oczekiwana premiera”. Warto po prostu podać interesujące statystyki, zalety czy osiągi naszego produktu. Podczas premiery najnowszego Golfa GTI stworzono dla Volkswagena dedykowany content oraz infografikę przedstawiającą zalety najnowszego modelu. Prędkość, waga czy też osiągi silnika – to są cechy które warto eksponować. Te mówiące o tym, że jest to przełom w dziedzinie motoryzacji – już mniej.

 

Trafiaj w target
Dla marketera nie ma nic bardziej denerwującego, niż przepalony budżet na osoby niebędące grupą docelową. Bo jeśli nawet nie zniechęcisz użytkowników do swojego nowego produktu, to na pewno spotkasz się z obojętnością. A płacić za obojętność nie ma większego sensu. Dlatego warto korzystać z rozwiązań, które pozwolą na odpowiednie trafnie z przekazem. W Social Media najlepiej korzystać z custom audiences, geotargetowania, remarketingu czy też narzędzi zewnętrznych (np. FastTony) pozwalających zawężać target danej grupy docelowej. Tak jak w przypadku contentu – niekiedy mniej naprawdę znaczy więcej.

 

7 przedstawionych powyżej rad to tak naprawdę ułamek procesu wprowadzania nowego produktu w mediach społecznościowych. Najważniejsze jednak jest to, byśmy potrafi „wczuć się” w naszego przyszłego odbiorcę. Czego oczekuje? O czym myśli? Co może go zainteresować? Gdzie i jak go znaleźć? – to tylko niektóre pytania, które warto zadać sobie przed premierą w mediach społecznościowych. Następnie dobrać strategię, mieć dobry pomysł, kreację, egzekucję i ….ciągle optymalizować działania, co jest niekiedy ważniejsze niż sama promocja.

Banki Polskiej Społeczności

Działania w mediach społecznościowych stają się coraz droższą formą działań marketingowych, jednak tworzą rozległe pole do uzyskania zadowalających rezultatów, których osiągnięcie za pomocą mediów tradycyjnych byłoby nieco utrudnione. Nic dziwnego, że taka forma komunikacji zyskuje coraz większe uznanie również wśród wysoko wyspecjalizowanych podmiotów, jakimi są banki. Przy całym zachwycie mediami społecznościowymi należy jednak pamiętać, że obecność w nich niektórych branż, może być zarówno szansą na wygraną, jak i źródłem poważnego kryzysu.

Czytaj dalej Banki Polskiej Społeczności

Social media w służbie konsumentom i dłużnikom!

Windykacja, wierzytelność, zadłużenie – te słowa zazwyczaj niosą ze sobą negatywne skojarzenia. To tematy drażliwe i trudne, zwłaszcza, kiedy społeczeństwo wciąż odczuwa skutki kryzysu finansowego. Instytucje zajmujące się rejestrowaniem dłużników oraz tworzeniem ich płatniczych historii pojawiają się także w social media. Czy ten kanał komunikacji jest dla nich odpowiedni? Postanowiliśmy sprawdzić to na przykładzie kilku fan page’y, które poświęcone są tej tematyce.

Czytaj dalej Social media w służbie konsumentom i dłużnikom!

Siła hashtagów

Hashtagi w social media

Wydawałoby się, że w porównaniu z gigantem jakim jest Facebook, nowo powstające serwisy nie mają szans. Wyglądało na to, że serwis taki jak Twitter, w którym mamy ograniczenie wpisywanej wiadomości do 140 znaków nie stanowi dla niego zagrożenia. Podobnie w przypadku Pinterest skupiającego się głównie na zdjęciach lub obrazkach. Kiedy pojawił się Instagram również wydawało się, że będzie on służył głównie temu, by pochwalić się wśród znajomych tym co zjedliśmy na obiad, gdzie byliśmy na kawie czy jakie ciasto dzisiaj upiekliśmy. Tymczasem wymienione serwisy rosną w siłę, zwiększają zasięg i pokazują nam, że mogą być wykorzystane marketingowo równie dobrze jak Facebook. Wszystko za pomocą jednego znaczka: #hashtagu.

Co to jest hashtag?

Hashtagi możemy nazwać fenomenem social media. To nic innego jak proste słowa kluczowe poprzedzone symbolem („#”). Zapoczątkowane na Twitterze pomagają użytkownikom pogrupować posty o wspólnej tematyce, co tym samym pozwoli odnaleźć nam wszystkie wpisy z danym znacznikiem. Hashtag stał się znakiem rozpoznawalnym Twittera, a z czasem zaczął być używany przez inne serwisy i wykorzystywany podczas budowania strategii marketingowych. Jest to rozwiązanie znacznie wygodniejsze gdyż zamiast linku zawierającego stronę, firmy czy marki mogą umieszczać ten właśnie krótki zwrot podczas swoich działań promocyjnych w internecie. Inteligentnie wykorzystane skupiają użytkowników wokół danej marki, produktu czy kampanii. Istnieje wiele przypadków używania hashtagów podczas akcji konkursowych. Co nam to daje? Po pierwsze wzmacnia przekaz, synchronizuje dyskusje, umożliwia natychmiastowy dostęp do zdefiniowanej tematyki. Jako przykład podać możemy zwykłe publikowanie zdjęć na Instagramie – hashtag dodany do naszej fotografii sprawi, że zostanie ona udostępniona milionom użytkowników tego serwisu. W przypadku, kiedy zdjęcia nie zostaną oznaczone będą dostępne tylko i wyłącznie dla naszych followersów.

 

2

Jak poprawnie stosować hashtagi?
Po pierwsze powinniśmy się starać, aby nasz hashtag nie był dla odbiorcy zbyt skomplikowany i w miarę możliwości prosty do zapamiętania. Ważne, żeby skupić się na najważniejszych informacjach lub cechach, które chcemy przekazać i umieścić je najlepiej w jednym zwrocie. Wystarczy spojrzeć, że zwrot #najnowszapromocjawnaszymsklepiezapraszamy nie jest przyjazny dla oka i niełatwo go zapamiętać. Z kolei rozbicie go na kilka zwrotów #najlepsza #promocja #w #naszym #sklepie traci sens, ponieważ pod każdą z tym fraz znajdować się mogą informacje i wątki niezwiązane z naszą marką ani informacją, którą chcemy przekazać. Czyż nie prościej napisać po prostu #PromocjaDlaFanow. Istotne również jest to, aby hashtagowane zwroty były zrozumiałe przez odbiorów – czasami oczywiste dla nas skróty mogą zostać źle odebrane przez innych.
Aby zapobiec wpadkom niezbędna jest dogłębna analiza w celu sprawdzenia czy dany zwrot nie jest już wykorzystany. W innym wypadku nasz przekaz może „zmieszać się” z komunikatem kogoś innego. Kiedy już przejdziemy do działań promocyjnych zadbajmy o to, aby hashtag pojawił się wszędzie – w materiałach reklamowych, mailach, a nawet wizytówkach. Zasada jest prosta – jeśli pojawią się one w większej liczbie miejsc, odbiorcy lepiej je zapamiętają. Oczywiście nie mam tu na myśli umieszczania na wizytówkach czy stopce mailowej hashtagów wykorzystywanych okazjonalnie – w celu przeprowadzenia akcji lub konkursu. W tym wypadku obecność hashtagu powinna obowiązkowo znaleźć się w informacjach promujących daną akcję. Gdy będziemy posiadać już własny i oryginalny hash pozostaje nam tylko zachęcenie naszych klientów do korzystania z niego.
Co jeszcze dają nam hashtagi?
Ułatwiają monitoring dyskusji w interesującej nas grupie – dzięki nim na bieżąco możemy śledzić przebieg konwersacji wyłapując istotne dla nas informacje. Szukając poparcia w danej sprawie, akcji czy przedsięwzięciu, za pomocą hashtagów łatwo możemy skupić wokół niej grupę osób zainteresowanych. Dzięki zwykłemu wydawałoby się krzyżykowi, możemy stworzyć „kącik” informacyjny, pomocny w odpowiedziach na zapytania klientów.
Mimo, że większość z nas kojarzy hashtagi głównie z Twitterem, znacznik ten stał się popularny w innych serwisach – Google+, Facebook, Instagram, Pinterest czy YouTube, dlatego planując kampanię z wykorzystaniem hashtagów warto pomyśleć o zintegrowaniu jej z wszystkimi kanałami. Cóż, nie pozostaje nam więc nic innego jak #działanie.

HR w social media

HR w social media

Poszukiwanie pracy w obecnych czasach nie należy do prostych, zarówno przez rosnące bezrobocie, jak i ogromną konkurencję na rynku pracy. W związku z tym, że również w tej dziedzinie rządzi internet, to właśnie tam przeglądamy oferty w specjalnie do tego przeznaczonych serwisach, tworzymy swoje wirtualne CV, sprawdzamy statusy naszych aplikacji. Czy to wystarcza? Kiedy dobrze się rozejrzymy zauważymy, że zgłoszeń podobnych do naszych są setki. Jak w takim razie sprawić, aby pracodawca wybrał właśnie nas?

Wyróżnić się i być obecnym!

Od czego zacząć? Wydawałoby się, że najlepszym rozwiązaniem będą portale specjalistyczne, jednak zanim się na nich pojawimy, warto „zrobić porządki” na stronach używanych przez nas na co dzień, takich jak choćby Facebook. Wiele osób posiada na nim profil głównie dla rozrywki, czy utrzymywania kontaktów ze znajomymi. Należy pamiętać, że jest to jeden z wielu kanałów, którymi może dotrzeć do nas przyszły pracodawca. Jeśli tylko będzie miał taką okazję, z pewnością zajrzy na nasz profil.  Jak w takim razie poprzez profil społecznościowy pokazać, że jesteśmy osobą zasługującą na wybrane stanowisko? Bardzo przydatne może być w tym wypadku udostępnianie oraz tworzenie treści związanych z interesującą nas branżą, komentowanie wartościowych artykułów oraz wpisów, co dodatkowo wpłynie pozytywnie na nasz wizerunek. Nasza aktywność może zostać zauważona przez osoby z branży, dzięki czemu zyskamy interesujące kontakty, które w przyszłości zaowocować mogą współpracą. Być może niewiele osób jest tego świadomych, ale przez zmiany wprowadzone na Facebooku (choćby nawet pojawienie się Timeline’a), profil użytkownika stał się jego CV. Uzupełniony o istotne informacje, takie jak wykształcenie, dotychczasowe doświadczenie czy zainteresowania jest bardzo wartościowym źródłem informacji dla rekrutujących. Oczywiście jeśli nie mamy ochoty na to, aby doprowadzać nasz profil do porządku, lepiej pomyśleć o zablokowaniu i uniemożliwieniu jego oglądania.

Kolejny krok? Serwis specjalistyczny!

Tego typu serwisów jest coraz więcej. To właśnie tam użytkownik ma możliwość stworzenia swojego profilu zawodowego, który będzie wyświetlany potencjalnemu pracodawcy. W obecnych czasach, obecność na nich to obowiązek, bo nieważne czy to Facebook, czy też portal dla profesjonalistów, przebywanie na nich jest dowodem naszego istnienia w sieci. Pracuj.pl, Profeo, GoldenLine, Biznes.net i Ogniwo.net, czy zagraniczny LinkedIn – jeśli nie ma Cię na żadnym z nich, to ostatni moment, aby coś z tym zrobić.

Najbardziej cieszący się popularnością w naszym kraju jest GoldenLine, liczący ponad milion polskich użytkowników. To idealne miejsce nie tylko na przebieranie w zamieszczanych tam ofertach pracy. GoldenLine daje nam możliwość do zaprezentowania swojej osoby oraz nawiązanie relacji niezwykle ważnych w naszej przyszłej karierze. Dodatkowo dzięki przynależności do grup dyskusyjnych i częstemu wypowiadaniu się na dane tematy, mamy szansę zostać zauważonym przez pracodawcę. Kolejnym plusem serwisu, są cenne referencje, wystawiane przez byłych i obecnych współpracowników, stanowiące świetne źródło informacji dla osób rekrutujących. Nie zapominajmy również o tym, że w bazie serwisu znajduje się liczne grono headhunterów oraz pracowników działów HR, którzy zapraszając do nas do kontaktu budują bazę potencjalnych kandydatów. Należy pamiętać, że już od dłuższego czasu na serwisie poza użytkownikami obecne są tez profile firm, co służy ich promocji, a nam daje możliwość kontaktu z firmą.

Tymczasem za granicą…

Zagranicznym odpowiednikiem GoldenLine oraz świetnym miejscem na odnalezienie pracownika lub partnera biznesowego jest LindedIn, który od początku ubiegłego roku dostępny także w wersji polskiej. Serwis niedawno przekroczył 200 milionów użytkowników, natomiast jak wynika z danych Socialbakers, w naszym kraju korzysta z niego 600 tysięcy internautów. Mimo znacznej przewagi naszego rodzimego serwisu, LinkedIn daje więcej możliwości dzięki obecnym na nim firmom zagranicznym i bardziej rozbudowanym funkcjom. Dla osób szukających pracy w międzynarodowych korporacjach lub planujących kontynuację kariery za granicą, wybór tego serwisu daje znacznie szersze perspektywy. Również ten serwis zawiera wiele użytecznych opcji, takich jak udzielanie rekomendacji, grupy tematyczne czy też wprowadzoną niedawno ocenę kompetencji. Szersze spectrum możliwości dają nam dostępne w serwisie płatne pakiety, posiadające szereg różnych ciekawych funkcji zarówno dla rekrutujących jak i poszukujących pracy. Pomogą nam one między innymi rozszerzyć listę wyświetlanych profili, zapisać wyniki wyszukiwania, zachować i posegregować ważne kontakty, a nawet dodać szczegółowe notatki do każdego z nich. Miejsca takie jak GoldenLine czy LinkedIn są również świetnym sposobem na utrzymanie kontaktów, które nawiązaliśmy na ważnych spotkaniach, szkoleniach czy imprezach branżowych. Pielęgnowanie takich kontaktów może być przydatne w przyszłości, kiedy będziemy poszukiwać pracy lub współpracownika.

Co jeszcze?

Jeśli branża, z którą wiążemy swoją przyszłość wyjątkowo nas interesuje i możemy mówić o niej jako naszym hobby, mamy kolejną okazję do stworzenia świetnej bazy pod CV – własnego bloga.  Jest to idealny sposób nie tylko na podzielenie się swoją wiedzą z innymi, ale również ukazania siebie jako specjalisty w danej dziedzinie. Nie trzeba dodawać, że dzięki temu możemy zyskać dodatkowe punkty u naszego potencjalnego pracodawcy, a regularnie i sumiennie prowadzony może w przyszłości przynieść dodatkowe profity.

Podobnie jak zwykłe CV, nasze wirtualne profile nie powinny być zaniedbane i powinniśmy pamiętać o ich aktualizowaniu, mając na uwadze fakt, że im więcej szczegółów w nich zamieścimy, tym lepiej będziemy postrzegani w oczach pracodawcy. We wszystkich przypadkach musimy pamiętać, że mamy do czynienia z serwisami społecznościowymi, które z założenia opierają się na nawiązywaniu znajomości i podtrzymywaniu tych relacji. W związku z tym, największa wartość, którą niosą za sobą wszelkie tego typu serwisy to sieci kontaktów niezwykle przydatnych zarówno podczas poszukiwania pracy jak i w naszej przyszłej karierze. Korzyści jednak są obopólne – zarówno dla kandydatów jak i pracodawców, którzy decydując się na rekrutację w sieci mogą zredukować jej koszty, a zasięg tych portali daje im większe szanse dotarcia do osób posiadających wymagane przez nich doświadczenie. Jeśli więc jesteś na etapie poszukiwania pracy, w pierwszej kolejności koniecznie zaktualizuj swoje CV.

 

Social Media Convent już za nami

Social Media Marketing

„Jeden dzień, aby wszystkich spotkać. Jeden, by wszystkich socialowców odnaleźć.

Jeden, by wszystkich zgromadzić i social-myślą na konwencie związać.

W Krainie Gdańsk, gdzie zaległy social-prelegenty.”

 

Jeden dzień to za mało, żeby opisać co nowego w Internetach, ale wystarczająco, aby podsumować to, co działo się w ubiegłym roku w mediach społecznościowych. Social Media Convent udowodnił, że właśnie w ciągu jednego dnia można omówić trendy, przedstawić najlepsze case study i zorganizować prze-imprezę branżową.

Co mógłbyś właściwie robić będąc na Social Media Convent?

  • Dowiedzieć się, że oczywiste wcale oczywiste być nie musi, w każdym razie nie dla wszystkich. W szczególności jeśli chodzi o content. W wielu prezentacjach pojawił się wątek quality contentu, czyli komunikowania nawiązującego do wartości marki i cech produktu. Jak pokazały przykłady na fan page’ach także znanych marek można doświadczyć komunikowania ‘za pomocą kotów’, czy utartych memów. Nie oznacza to, jak powiedział Michał Górecki rezygnacji z fun/LOL contentu, ale zaniechania kopiowania treści i próby połączenia wyróżników brandu z np. nośnym motywem. Wszystko po to, aby uniknąć pułapki pustego zasięgu i zaangażowania oraz, aby uwiarygodnić statystyki i zwiększyć konwersję.
  • Zobaczyć, jak należy urządzić nowoczesne miejsce biznesu, które sprzyja powstawaniu kreatywnych idei. Gdański Inkubator Przedsiębiorczości jest świetnie do tego przystosowany. Zamiast garniturowej sterylności znajdziemy tam chociażby crazy room, czyli pokój do odważnych przemyśleń porośnięty trawą z olbrzymim krzesłem, wygodnymi pufami i zakręconymi jak wiszące obrotowe huśtawki ludzi: http://www.viddy.com/video/f5ea75d1-5bdc-44bf-a8ad-9075e7a89cfa
  • Spotkać się i porozmawiać twarzą w twarz z Natalią Hatalską, Maciejem Budzichem, Michałem Góreckim, Janem Zającem, Michałem Sadowskim i innymi inspirującymi ludźmi z branży… a z każdą taką konferencją lista staje się coraz dłuższa
  • Nie zdążyć zasnąć. Formuła ciągłych i krótkich(max.20min) prezentacji ożywia atmosferę, którą dodatkowo podkręcał Lasse Chor, znany jako Happiest Man Alive i mentor start-upowców
  • Porównać podejścia do promocji marki w mediach społecznościowych podczas prezentacji konkursowych. Zobaczyć co najwyżej oceniają autorytety branży i dostać wartościową informację zwrotną dotyczącą swoich pomysłów

Co jeszcze mógłbyś zrobić będąc na SMC?

– wygrać koszulkę albo dwie otrzymując miano Social Media Superstar

– przetańczyć całą noc do ‘Internety robię’

– zostać uwiecznionym na zdjęciach z kultowej imprezy i stać się memem

– naładować się pozytywną energią

– przyjechać na kolejny taki convent i przeżyć to samemu zamiast siedzieć w tym biurze i kalkulować ROI

Jeden taki convent.

Nowoczesność w służbie kampanii wyborczej (USA 2012)

Kampania prezydencka USA

Kiedy Ameryka wybierała prezydenta, niemal cały świat spoglądał w jej stronę. Robiliśmy to również my. Ze szczególną uwagą obserwowaliśmy to, w jaki sposób używano w trakcie tej politycznej bitwy na najwyższym szczeblu mediów społecznościowych oraz najnowszych technologii. Nadszedł czas na podsumowanie.

Pisaliśmy już o tym, że w 2008 roku Barack Obama wprowadził nową jakość do kampanii wyborczej, prowadząc ją m.in. za pośrednictwem Social Media. Wiele się jednak od tego czasu zmieniło. Dzisiaj wirtualna przestrzeń zajmuje o wiele ważniejsze miejsce w naszej codzienności. Działania za pomocą internetu nie są już ekstra dodatkiem do kampanii wyborczej – ale koniecznością. Nic dziwnego, że obaj kandydaci na prezydenta próbowali dotrzeć do potencjalnych wyborców za pomocą wielu kanałów społecznościowych. Ponadto z pełnym impetem weszli w erę mobile. Czy z sukcesem?

Sztaby wyborcze obu kandydatów zainwestowały miliony dolarów m.in. w systemy, które miały przechylić szalę zwycięstwa na ich stronę. Flagowym okrętem sztabu Mitt’a Romney’a został Project Orca, dzięki któremu doradcy kandydata mieli w dniu wyborów na bieżąco śledzić sytuację w lokalach wyborczych. Założenie było proste: armia tysięcy przeszkolonych wolontariusz uzbrojona w smartfony monitoruje  sytuację w kluczowych stanach i dzięki specjalnej aplikacji, na bieżąco przesyła raport do sztabu Romneya w Bostonie. Tam 800 wyposażonych w telefony i komputery osób koordynuje terenowe siły i w  przypadku gdy w danym regionie frekwencja republikańskich wyborców jest nie wystarczająca, przydziela wsparcie wolontariuszy.

W dniu wyborów okazało się jednak, że „Orka leży na plaży i zdycha”, jak wyrazić się miał jeden z republikańskich sztabowców. Klęska okazała się tym bardziej dotkliwa, że niepowodzenie Orki mogło zaważyć na losie wyborów. Sztab Romney'a niemal do końca był przekonany o przewadze w tej największej z bitew na froncie amerykańskiej polityki. Cóż takiego wydarzyło się, że system, na który tak bardzo liczono poniósł wyjątkowo spektakularną porażkę? Zawiodła technologia – aplikacja okazała się niedostatecznie przetestowana, a cały system koło godziny 16:00 przestał działać całkowicie. Sztabowcy republikańskiego kandydata zostali więc z niczym i opierali się m.in. na danych podawanych przez CNN oraz własnych przypuszczeniach. Zawiódł także czynnik ludzki – wolontariusze nie zostali wystarczająco przeszkoleni, a materiały informacyjne odpowiednio przygotowane. Wielu z nich, na skutek braku odpowiednich dokumentów, nie zostało w ogóle dopuszczonych do lokali wyborczych.

Podobny system przygotowany przez sztab Baracka Obamy działał bez zarzutu. Bezcenne okazało się doświadczenie z 2008 r., kiedy przygotowano jego pierwszą wersję. Również ona wtedy zawiodła i przestała działać w kluczowym momencie. Tym razem było jednak inaczej. Internetowy system koordynacji wolontariuszy Dashboard  jest nową wersją serwisu mybarackObama.com i pozwolił sztabowcom Obamy na śledzenie w czasie rzeczywistym sytuacji w trakcie kampanii oraz wyborów. Został on zintegrowany z odświeżaną na żywo bazą danych wyborców, poza tym przypominał nieco Facebooka – zalogowany użytkownik mógł m.in. dołączyć do grupy wolontariuszy z danej okolicy, stworzyć wydarzenie oraz śledzić stream aktywności znajomych. System posiadał także wersję mobilną ułatwiającą pracę w terenie.

Polska rzeczywistość jest od amerykańskiej diametralnie inna. Inna jest ordynacja, inny styl działania nie wszystkie rozwiązania zza Oceanu będą więc przydatne. Truizmem jest jednak stwierdzenie, że nowoczesność coraz śmielej wkracza w naszą przestrzeń polityczną. Jak myślicie, jak będą w Polsce wyglądały przyszłe kampanie i jakie będzie miejsce agencji interaktywnych w ich trakcie?

#Sport i social media

Sport i social media

W ostatnim czasie, w związku z coraz powszechniejszym dostępem do internetu i urządzeń mobilnych, znaczenia nabiera zjawisko zwane e-kibicowaniem. W wielkim skrócie e-kibic, to osoba, która wykorzystuje nowoczesne technologie do pogłębiania swoich sportowych zainteresowań. Do głównych aspektów tego zjawiska zaliczyć można poszukiwanie informacji wokół widowisk sportowych oraz oglądanie wydarzeń na tzw. „dwa ekrany”.

Poszukiwanie informacji

Kibice już dawno porzucili tradycyjne media w poszukiwaniu newsów na temat swoich ulubionych drużyn, zawodników, czy wydarzeń sportowych. Na znaczeniu tracą też portale, czy serwisy tematyczne. Wolimy śledzić treści agregowane przez najpopularniejsze media społecznościowe, które serwują nam informacje z ulubionych źródeł oraz znajomych w jednym miejscu. Jak pokazują dane GR Marketing, aż 81 procent kibiców w Stanach Zjednoczonych jako główne źródło informacji o sporcie czerpie z Facebooka i Twittera, a 40 procent ze stron internetowych.  Tradycyjne media wskazało znacznie mniej osób – telewizję 13 procent, a radio tylko 4 procent. Jak pokazuje raport Socialbakers.com, to właśnie sport jest też najbardziej popularną kategorią stron na Facebooku pod względem średniej liczby fanów (prawie 1,7 mln), wyprzedzając branże modową, FMCG, czy nawet rozrywkową.

Mecz na dwa ekrany

Zmienia się nasz sposób oglądania widowisk sportowych. Nie chcemy być biernymi odbiorcami obserwowanych wydarzeń. Ludzie mają naturalną skłonność do dzielenia się emocjami i opiniami. Nie wystarcza już rozmowa z kumplami w pubie i wspólne przeżywanie. Social media są doskonałym kanałem pozwalającym na współuczestniczenie w ramach odbywającego się meczu, czy innej sportowej imprezy. Jak wynika z danych KT Tape, aż 83 procent kibiców w USA, śledzi i komentuje sportowe rozgrywki na żywo dzięki serwisom społecznościowym, a 63 procent robi to przy użyciu urządzeń mobilnych, będąc na stadionie, czy w hali.

O sile zjawiska świadczy fakt, że spośród 16 wydarzeń, które były najczęściej komentowane na Twitterze (pod względem liczby przesłanych tweetów), aż 6 dotyczy sportu. Żeby przybliżyć skalę, wystarczy wspomnieć, że finałowy mecz EURO 2012 Hiszpania – Włochy, to aż 15 358 tweetów na sekundę, a ostatnie minuty Super Bowl XVLI – 10 245 tweetów.

Zjawisko jest też widoczne coraz bardziej w Polsce, zwłaszcza przy okazji ważnych sportowych wydarzeń. Wystarczy wziąć pod uwagę, chociażby Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Bardzo ciekawy raport, przygotowany przez Brand24 pokazuje m.in. liczbę, czas, wydźwięk emocjonalny, miejsca i sposób zamieszczania treści związanych z turniejem w mediach społecznościowych.

Kolejny przykład jest sprzed kilku dni. TVN24 wykorzystał Twittera do zbierania opinii internautów na temat wyborów nowego prezesa PZPN. Stacja publikowała najciekawsze tweety, które opatrzone były hashtagiem #PZPNwybiera. Pasek na ekranie telewizora z listą najpopularniejszych wpisów w mediach społecznościowych komentujących dane wydarzenie, czy możliwość przełączenia się do ekranu najciekawszych memów (patrz mecz Polska – Anglia), to pewnie jedne z bardziej podstawowych nowinek jakie czekają nas wkrótce. Wydaje się, że w przyszłości widzowie będą mieli spore możliwości wyboru, odnośnie tego, jak chcą odbierać widowiska sportowe dzięki telewizji internetowej.

Łakomy kąsek dla marek

Jak pokazało badanie TNS Polska i NK.pl oczekiwania oraz aspiracje grupy konsumenckiej skupiającej e-kibiców są nieco wyższe niż przeciętnie. To statystycznie nieco młodsza, bardziej zamożna, lepiej wykształcona, bardziej otwarta i chętna do wymiany opinii i emocji grupa od „zwykłych” kibiców. Sprawia to, że są oni bardziej atrakcyjni dla marek. Jak zatem najlepiej wykorzystać nowe media w dotarciu do tych osób?

Kibice kochają rywalizację

Według ogólnie przyjętej definicji, grywalizacja to wykorzystanie mechaniki znanej z gier do modyfikowania zachowań ludzi w sytuacjach niebędących grami, w celu zwiększenia ich zaangażowania. Technikę tę można skutecznie wykorzystać m.in. w marketingu, a w przypadku organizacji związanych ze sportem jest to tym łatwiejsze, że ciężko chyba znaleźć grupę, która bardziej kocha rywalizację niż kibice.

Przykładami działań, które zachęcają do rywalizacji i angażują odbiorców, są np. konkursy na Facebooku, gdzie należy wytypować wyniki meczów, udzielić odpowiedzi na pytania związane z drużyną, czy zawodnikami. Są to także bardziej zaawansowane gry społecznościowe, czy aplikacje, w których wcielamy się w postać menedżera drużyny sportowej i rywalizujemy z innymi użytkownikami. Poza Facebookiem świetną zabawę gwarantują aplikacje mobilne, takie jak OneUpPrePlayFanCake, czy Football Meister, dzięki którym możemy przewidywać przebieg wydarzeń na boisku i otrzymywać za to punkty i odznaki. Aplikacje są zsynchronizowane z transmisją telewizyjną meczu, więc można typować na bieżąco, co wzmaga tylko emocje. Co ważne, oprócz świetnej zabawy i zdobywania odznak i wirtualnych trofeów, można wygrywać także realne nagrody od partnerów i sponsorów.

[youtube]zUNFWXvrmpA[/youtube]

Sportowcy bliżej fanów

Social media pozwalają skracać dystans między sportowcami, a kibicami. To wielkie gwiazdy przyciągają ludzi na stadiony. Największe osobistości sportu mają w kontrakty wpisaną aktywność na Twitterze, czy Facebooku. Posty Cristiano Ronaldo, Loe Messiego, czy Kaki, śledzi od kilkunastu do kilkudziesięciu milionów osób na całym świecie. Dzięki Google+ i funkcji Hangouts, czyli „Spotkań na żywo”, można zorganizować rozmowy online ze sportowcami, tak jak robił to przed EURO2012, PZPN na stronie Łączy nas piłka. Daje to kibicom możliwość niemal bezpośredniego obcowania ze swoimi ulubieńcami i zadawanie im interesujących ich pytań. Z kolei aplikacje takie jak Tout pozwalają na szybkie umieszczanie krótkich filmów zrobionych smarfonem w wybranych serwisach społecznościowych. Sportowcy, czy osoby obsługujące organizacje sportowe w social media, mogą za pomocą kilku kliknięć udostępniać dzięki nim, np. krótkie fragmenty treningów, przedmeczowych odpraw, czy wyjazdów na zgrupowania.

Geolokalizacja

Dzięki wykorzystaniu geolokalizacji zyskać mogą zarówno marki, jak i klienci. Ci pierwsi dostają cenną informację o położeniu swoich obecnych i potencjalnych klientów, a dzięki takim narzędziom jak foursquare, czy Yelp mogą organizować promocje i zdobywać dzięki temu rekomendacje użytkowników oraz lojalizować klientów. Fani mogą otrzymać w zamian specjalne oferty i zniżki. Bardziej zaawansowanym narzędziem bazującym na geolokalizacji, jest m.in. stadium VIP. Aplikacja mobilna pozwala na zamawianie napojów i jedzenia bezpośrednio na stadionie, bez konieczności ruszania się z miejsca (usługodawca sam dostarczy nam zamówienie na miejsce).

Zbieranie insightów                     

Media społecznościowe są doskonałym narzędziem do zbierania insightów konsumenckich. Serwisy takie jak Facebook, Twitter, Pinterest, czy Google+ generują sporą liczbę danych o użytkownikach.  To właśnie gromadzenie opinii, sugestii, informacji o zainteresowaniach społeczności pozwala skuteczniej modyfikować nasze działania i strategię marketingową, aby czerpać z nich większe zyski. Do zbierania opinii internautów pomocne są specjalne narzędzia, takie jak Wayin, czy ankiety konsumenckie Google. Te drugie dostępne są, póki co dla firm ze Stanów Zjednoczonych.

Najlepsze z najlepszych

Serwis The Next Web wyróżnił w maju organizacje sportowe, które wzorowo wykorzystują poszczególne platformy społecznościowe do własnej promocji. Na liście znaleźli się:

Chicago Bulls – Bulls Connect, to platforma, która łączy w jednym miejscu fanów drużyny z całego świata i pozwala im na wymianę opinii, komentarzy, zdjęć, czy filmów. Można prowadzić własnego bloga oraz dołączać do poszczególnych grup. Rejestracja przebiega w ciągu kilku sekund za pomocą Facebook Connect.

McLaren – Twitter. Profil teamu Formuły 1 na Twitterze jest miejscem, w którym publikowane są informacje zarówno oficjalne, jak i mniej formalne. Dużą zaletą dla fanów są newsy ze stajni Jensona Buttona i Lewisa Hamiltona „z pierwszej” ręki, o których dowiadują się szybciej od pozostałych osób.

FC Barcelona – Facebook. Strona Barcy na Facebooku skupia ponad 36 mln fanów, a wpisy są umieszczane w trzech językach (angielskim, katalońskim i hiszpańskim). Dużą zaletą jest atrakcyjny wizualnie kontent i spora liczba angażujących aplikacji.

Dallas Cowboys – Google+. Jedna z czołowych drużyn NFL (amerykańskiej ligi futbolu amerykańskiego) słynie z wykorzystywania nowych mediów w komunikacji z fanami. Jako jedna pierwszych w ubiegłym roku przeprowadziła na Google+ tzw. Hangout, czyli spotkanie na żywo z 9 fanami drużyny z zawodnikiem DeMarcusem Ware.

Boston Celtics – Instagram. 17 krotni mistrzowie NBA byli pierwszą profesjonalną organizacją sportową, która postanowiła skorzystać z Instagrama i dzięki umieszczaniu ekskluzywnych i efektownych zdjęć z meczów, treningów, czy z szatni, dociera do 280 tysięcy swoich zwolenników na całym świecie, niezależnie od miejsca, gdzie aktualnie się znajdują. 

Pittsburgh Penguins – Pinterest. Aby przyciągnąć większą liczbę przedstawicielek płci pięknej, marketerzy drużyny NHL korzystają z Pinteresta. Oprócz contentu typowo sportowego, na profilu drużyny znaleźć można także obrazki skierowane do głównej grupy docelowej, aktywnej w tym serwisie, a więc kobiet. Nazwy tablic A Great Snack for HockeyWedding on IceBeyond the Rink, czy Penguins Art, mówią same za siebie.

Chelsea Londyn – YouTube. Oficjalny kanał tegorocznego zwycięzcy Ligi Mistrzów jest rozszerzeniem płatnej telewizji Chelsea TV i gromadzi 140 tysięcy widzów. Ekskluzywne materiały wideo, takie jak np. wywiad z Fernando Torresem tuż po podpisaniu przez niego kontraktu z klubem, cieszą się sporym zainteresowaniem fanów.

Na sam koniec zapraszam do obejrzenia case study świetnej kampanii, która zdobyła w tym roku nagrodę Złotego Lwa na Międzynarodowym Festiwalu Reklamy w Cannes w kategorii Branded Content & Entertainment.

[youtube]etmzOOtNCIk[/youtube]

Znacie inne chlubne przykłady wykorzystania social media przez marki sportowe? Zapraszam do komentowania.