Łukasz Jakóbiak: Chcę zarażać ludzi pragnieniem walki o swoją przyszłość

Wywiad z Łukaszem Jakóbiakiem

Jak podążać drogą sukcesu i kontrolować swoją motywację? Czy kreatywność to sztuka dostępna dla wybranych? W poszukiwaniu odpowiedzi na te pytania spotkaliśmy się z Łukaszem Jakóbiakiem – człowiekiem, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych, autorem jednego z pierwszych talk show internetowych w Polsce, aktorem reklamowym, menadżerem, twórcą dziesiątek kreatywnych projektów i od niedawna – mówcą motywacyjnym. Zapraszamy do lektury wywiadu!

GR: Z 20m2 kawalerki przeniosłeś część aktywności na sale konferencyjne, a planowane 20 wykładów Łukasza przerodziło się w listę ponad 50 wystąpień. Jaka była Twoja motywacja by zacząć motywować innych? Skąd ten pomysł?

ŁJ: Poznałem świat, który istnieje po zrealizowaniu marzeń. Do tego, aby je zrealizować często potrzebna jest motywacja. Doceniam każdy dzień, który nastaje, doceniam każdą chwilę, czuję się szczęśliwy. Znam też świat bez radości każdego dnia i to okropne uczucie. Chcę zarażać ludzi optymizmem, chęcią walki o swoją przyszłość.

GR: Motywacja i inspiracja to tytuł Twoich wykładów. Chcieć znaczy móc? Sądzisz, że dla każdego?

ŁJ: Pytanie kto chce zmiany? Znam ludzi, którzy zarabiają 1500 netto i są szczęśliwi. Każdy żyje jak chce. Są ludzie, którzy chcą podróżować, poznawać świat, szkolić się, a do tego są potrzebne fundusze. Jeżeli ktoś bardzo tego chce i poczuje siłę zrealizowanego marzenia, to może to osiągnąć.

GR: Jaka jest Twoja recepta na utrzymanie motywacji? Znasz jakieś nietypowe, skuteczne metody?

ŁJ: Nie ma tak dobrze. Nawet w najlepszych okresach nadchodzi dzień, w którym będzie nam gorzej. Musimy o to dbać. Musimy się z tym oswoić. Zapoznać z tym uczuciem. Przeanalizować takie sytuacje. Dla mnie podstawą jest pisanie pamiętnika przyszłości. Opisywanie marzenia tak, jak byśmy już je zrealizowali, a także wszystkiego tego, co jest z tym związane.

GR: Podczas wykładów omawiasz mnóstwo zwariowanych projektów, które wymyśliłeś i zrealizowałeś w swoim życiu. Skąd czerpiesz inspiracje dla swoich pomysłów i energię do ich realizacji pomimo trudności?

ŁJ: Inspiracja pojawia się w zależności od danego wyzwania. Nie odczuwam barier, w związku z tym zazwyczaj jest to mało standardowa realizacja i prawie zawsze w takich sytuacjach ludzie dziwnie na mnie patrzą. Dla przykładu musiałem wytłumaczyć moim sąsiadom, że chciałbym użyczyć ich balkonów do wywieszenia olbrzymiego banneru na powitanie magika z Wielkiej Brytanii, który będzie udzielał w moim programie wywiadu. Wymagało to ode mnie dużego wysiłku, musiałem zawiadomić o akcji większość mieszkańców. Zrobiłem coś bardzo prostego, tłumaczę to szerzej na wykładach. Poprosiłem o pomoc sąsiadkę z którą dobrze żyję, a ona zna większość mieszkańców. Poszło dużo łatwiej. Energię biorę z wizualizacji efektu.

GR: Żarówkę wynaleziono kilkadziesiąt razy, ale dopiero o Edisonie uczymy się z podręczników. 20m2 Łukasza uznawanych jest za pierwszy talk show internetowy w Polsce, choć przed nim wielu próbowało swoich sił w sieci. Co według Ciebie świadczy o sile pomysłu, jeśli nie nowość?

ŁJ: Z projektami jest jak z obrazem, musi mieć to „coś”. Ja najpierw wyobrażam sobie efekt, jaki dany projekt ma przynieść, a następnie dokładam, wymieniam w nim składowe, które ten efekt zapewnią.

GR: Sądzisz, że kreatywne myślenie to sztuka dostępna dla wybranych, czy zwykła umiejętność wymagająca praktyki?

ŁJ: Sądzę, że w pewnym stopniu można ją zdobyć. W moim przypadku to są schematy. Często patrzę oczami osoby dla której dany projekt jest tworzony. Ułatwia mi to wymyślenie czegoś kreatywnego.

GR: Mnóstwo pomysłów udało Ci się już zrealizować z sukcesem i na dużą skalę. Co jest według Ciebie miarą kreatywnego projektu, szczególnie w polskich realiach?

ŁJ: Innowacyjność, oddanie, systematyczność.

GR: Jak sądzisz, w jakim kierunku rozwinie się komunikacja reklamowa w nowych mediach w najbliższych kilku latach?

ŁJ: Budżety wielkich korporacji w większym stopniu przekierowywane są do nowych mediów. To tendencja wzrostowa. Zaczyna być tego tak dużo, że sukces będą odnosiły tylko świetnie przygotowane akcje, bardzo innowacyjne, zaskakujące. Takie o których będzie się chciało mówić. Na inne nie będzie miejsca. Chciałbym tylko w takich brać udział. Dla przykładu miałem przyjemność współpracować z marką alkoholową Ciroc. To był olbrzymi projekt Ciroc Celebration. Świętowaliśmy drugie urodziny programu w warszawskim klubie podczas których swoje sety muzyczne zagrała Patricia Kazadi, Czesław Mozil i ja. Tydzień później razem z Ciroc i moimi przyjaciółmi wylecieliśmy wysłuchać najlepszej muzyki klubowej na Ibizie. Częścią tego projektu był napis o powierzchni 2000m2 „I’m happy” przygotowany przeze mnie i rozłożony na ziemi, a czytany z lotu samolotu w drodze na Ibizie. Wysokość jednej litery miała 20 metrów.

GR: Na Twoim fan page’u oprócz selfie pojawiają się również kilkunastosekundowe filmiki z Tobą w towarzystwie gwiazd. Sądzisz, że krótkie formaty video staną się dominującym nośnikiem informacji w nowych mediach?

ŁJ: Sądzę, że zdjęcia mają i będą miały większą popularność, ale filmy umożliwiają nam szersze pole do działania.

GR: W październiku odbył się Twój ostatni wykład motywacyjny w tej serii. Czego Ty nauczyłeś się dzięki temu doświadczeniu?

ŁJ: Tego, że motywacja przekazywana na wykładach może działać. Nie musi, ale może. To kwestia osoby, uwagi, nastawienia. Dostaję olbrzymie ilości informacji o powstałych nowych projektach po moich wykładach, co jest dla mnie najlepszym podziękowaniem.

GR: W przyszły roku zobaczymy kolejną odsłonę wykładów motywacyjnych, czy może zupełnie nowy projekt Twojego autorstwa?

Przede wszystkim jako jeden z nie wielu Polaków będę miał przyjemność wystąpić przed Nickiem Vuicicem dla ok 40 000 osób na stadionie w Poznaniu 30 kwietnia 2015 roku. Historia Nicka, który jest bez rąk i bez nóg pokazuje jak motywacja może nam pomóc. Jest dla mnie olbrzymim wyróżnieniem możliwość wygłoszenia części mojego wykładu na tym wydarzeniu. Więcej informacji na http://www.zyciebezograniczen.pl/.

Dziękujemy za rozmowę i życzymy sukcesów!

Wywiad przeprowadziła: Gabriela Rakowska

Banki Polskiej Społeczności

Działania w mediach społecznościowych stają się coraz droższą formą działań marketingowych, jednak tworzą rozległe pole do uzyskania zadowalających rezultatów, których osiągnięcie za pomocą mediów tradycyjnych byłoby nieco utrudnione. Nic dziwnego, że taka forma komunikacji zyskuje coraz większe uznanie również wśród wysoko wyspecjalizowanych podmiotów, jakimi są banki. Przy całym zachwycie mediami społecznościowymi należy jednak pamiętać, że obecność w nich niektórych branż, może być zarówno szansą na wygraną, jak i źródłem poważnego kryzysu.

Czytaj dalej Banki Polskiej Społeczności

Social media w służbie konsumentom i dłużnikom!

Windykacja, wierzytelność, zadłużenie – te słowa zazwyczaj niosą ze sobą negatywne skojarzenia. To tematy drażliwe i trudne, zwłaszcza, kiedy społeczeństwo wciąż odczuwa skutki kryzysu finansowego. Instytucje zajmujące się rejestrowaniem dłużników oraz tworzeniem ich płatniczych historii pojawiają się także w social media. Czy ten kanał komunikacji jest dla nich odpowiedni? Postanowiliśmy sprawdzić to na przykładzie kilku fan page’y, które poświęcone są tej tematyce.

Czytaj dalej Social media w służbie konsumentom i dłużnikom!

Siła Facebooka, czyli jak media społecznościowe zmieniają otaczającą nas rzeczywistość.

Social Media a zmiana rzeczywistości

Zdawać by się mogło, że rzeczywistość wirtualna to alternatywa dla świata realnego – przestrzeń, w której można się zanurzyć, a w dowolnym momencie łatwo się z niej wyrwać. Kiedy poczujemy się zagrożeni lub zaniepokojeni, jednym przyciskiem możemy wyłączyć komputer i znaleźć się z powrotem za biurkiem w bezpiecznym domu. Tymczasem internet to medium, za pomocą którego można wpływać na rzeczywistość. Nie chodzi tu tylko o oddziaływanie światopoglądowe czy kreowanie postaw konsumenckich. Internet, a tym samym media społecznościowe, mogą zostać wykorzystane w o wiele bardziej zauważalny sposób. 

Urodziny z rozmachem

Nieroztropne korzystanie z Facebooka może skończyć się poważnymi kłopotami. O sile tego serwisu przekonała się w czerwcu 2011 r. nastolatka z Hamburga, która chciała za jego pośrednictwem zaprosić znajomych na przyjęcie urodzinowe. Ponieważ nie zadbała o odpowiednie ustawienia prywatności, chęć wzięcia udziału w wydarzeniu wyraziło aż 15 tysięcy użytkowników Facebooka. Choć impreza została oficjalne odwołana, w okolicach domu niefortunnej jubilatki zjawiło się ok. 1600 (nie)proszonych gości. Wielu z nich było odpowiednio przygotowanych na ten moment – pojawiło się w koszulkach ze zdjęciem dziewczyny. Na szczęście obeszło się bez większych zamieszek – kilku imprezowiczów zostało aresztowanych, jeden z policjantów odniósł lekkie obrażenia.

Bardziej gwałtowny przebieg miały urodziny 16-latki z Holandii, która podobnie jak dziewczyna z Hamburga chciała zaprosić znajomych na przyjęcie ignorując ustawienia prywatności. W wyniku tego błędu wiadomość o urodzinach dotarła do 30 tys. osób. Wieść o imprezie rozeszła się błyskawicznie, także w innych serwisach społecznościowych. Ogromna rzesza osób zadeklarowała udział w wydarzeniu. W celu zapobieżenia potencjalnym rozruchom w mieście powołano sztab kryzysowy, rodzina nastolatki na czas planowanego przyjęcia wyjechała poza miasto, a ulica przy której znajduje się jej dom zamknięta. Lokalne władze oficjalnie informowały, że żadna impreza się nie odbędzie. Mimo to, 21 września 2012 r. w liczącym 18 000 mieszkańców spokojnym miasteczku Haren zjawiło się ok. 3 tys. osób. Wiele z nich miało alkohol. Pomimo przedsięwziętych środków  bezpieczeństwa, sytuacja wymknęła się spod kontroli. Ulice stały się plenerową dyskoteką, a zgromadzenie w końcu przerodziło się w zamieszki. Doszło do bójek, splądrowano miejscowy supermarket, niszczono samochody i rowery. Kilkadziesiąt osób zostało rannych.

Melanż u Sandry

Podobne wydarzenie miało miejsce na naszym polskim podwórku. Na rzekomych 18 urodzinach 14-latki z Tomaszowa Lubelskiego zjawiło się kilkuset gości. O imprezie, nazwanej „Melanżem u Sandry”, dowiedzieli się, także w tym przypadku, za pośrednictwem konta nastolatki na Facebooku. Mimo, że sama dziewczyna wycofała się z zaproszenia, internauci podchwycili temat. Powstał m.in. fan page „Wielki melanż u Sandry” za pomocą którego wiadomość rozchodziła się w dalszym ciągu.

Melanż u Sandry

O planowanym zgromadzeniu dowiedziała się mama dziewczyny, która poinformowała policję. Wg relacji Jerzego Rusina, rzecznika tomaszowskie policji, zarządzono pełną mobilizację. Do akcji skierowano wszystkie sekcje: prewencji, drogówki, dochodzeniówki, a nawet przestęp gospodarczych, psy oraz 20 radiowozów. Osiedlowa ulica, przy której znajduje się dom Sandry, została zablokowana dla ruchu kołowego. Wg szacunków policji, w piątek 23 listopada 2012 r. przed domem nastolatki zgromadziło się jednorazowo pół tysiąca osób. Burmistrz Tomaszowa Wojciech Żukowski uważa, że przez cały wieczór przewinęło się nawet 2000 osób. Zgromadzeni zaczęli pić na ulicy alkohol i wulgarnie się zachowywać. Tłum wywoływał z domu Sandrę i skandował „Sto lat”.  Choć obyło się bez większych zamieszek, mandatami ukaranych zostało ok. 60 osób.

Facebook obala rządy

Jako najbardziej spektakularne wydarzenie, w którym znaczącą rolę odegrał Facebook i inne portale społecznościowe, można przywołać Arabską Wiosnę czyli szereg gwałtownych protestów społecznych, które wstrząsnęły krajami Północnej Afryki oraz Bliskiego Wschodu. Seria niepokojów rozpoczęła się 17 grudnia 2012 r. i miała swoje źródło w niezadowoleniu płynącym z pogarszających się warunków życiowych: bezrobocia, rosnących cen żywności, korupcji, nepotyzmu. W niektórych krajach konflikt przerodził się w prawdziwą wojnę domową, m.in. w Libii, gdzie obalono długoletniego dyktatora Muammar al-Kaddafiego. Swoje stanowisko stracił także egipski prezydent Hosni Mubarak oraz prezydent Tunezji Zin Al-Abidin Ben Ali. W Syrii do dziś trwa wojna domowa, która pochłonęła już dziesiątki tysięcy istnień ludzkich. Komentatorzy podkreślają, że wydarzenia miały miejsce m.in. dzięki coraz bardziej powszechnemu dostępowi do Internetu oraz urządzeń mobilnych. To za ich pośrednictwem młodzi ludzie (którzy w dużej mierze byli inicjatorami rozruchów) mogli konfrontować sytuację w swoim kraju z tym, co dzieje się w rozwiniętej części świata, wymieniać się opiniami, wreszcie przekazywać sobie informacje o planowanych protestach. To także niejednokrotnie tą drogą informacje z centrum wydarzeń płynęły na cały świat.

Wpłynąć na rzeczywistość

Próby wpłynięcia na politykę (na mniejszą skalę, tym razem pokojowe i organizowane w granicach prawa) możemy obserwować również w Polsce. Przykładem jest inicjatywa Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców, której celem jest zebranie 500 000 podpisów pod wnioskiem o zwołanie ogólnopolskiego referendum edukacyjnego, a w rezultacie ostateczne odwołanie przez rząd reformy obniżenia wieku szkolnego. Chodzi także udzielenie społeczeństwu możliwości wyrażenia opinii w innych ważnych tematach edukacyjnych. Osią działań jest fan page Stowarzyszenia, na którym na bieżąco prowadzony jest dialog z rodzicami (bo oni są współorganizatorami akcji) na temat przebiegu zbiórki: publikowane są na bieżąco informacje o liczbie zebranych podpisów oraz działaniach, które zostały podjęte w celu uzyskania wymaganej liczby.

rzecznik praw

Również za pośrednictwem tego fan page’a została ogłoszona zbiórka pieniędzy na społeczny spot będący odpowiedzią na oficjalny spot ministerstwa zachęcający do posyłania sześciolatków do szkół. Organizatorzy apelowali o zebranie 10 tys. zł, otrzymali ponad 19 tys. Warto śledzić wydarzenia, żeby przekonać się czy klip powstanie i czy uda się zebrać wymagane pół mln podpisów.

Skąd ta siła?

Co sprawiło, że Facebook i inne media internetowe mają tak dużą siłę w oddziaływaniu na rzeczywistość? Po pierwsze popularność i łatwość komunikacji za ich pośrednictwem, także z osobami spoza grona realnych znajomych. Poza tym aspektem oczywistym już od  dawna, media społecznościowe pozwalają na łączenie się w grupy z wyjątkową łatwością. Nie trudno znaleźć osoby o podobnych zainteresowaniach lub przekonaniach, a narzędzia jakie dostarcza np. Facebook pozwalają na zgromadzenie ich w krótkim czasie w jednym miejscu. Ponadto specyfika sieci polega na tym, że w sieci widzimy tylko tyle, ile inna osoba ujawni nam o sobie, łatwiej jest ją zaakceptować i uznać „za swoją”, co pozwala na jeszcze poczucie jeszcze większej więzi. W przypadku młodzieży, która charakteryzuje się dużą spontanicznością, nie trzeba wiele, żeby poczuć, że w siła i przejść do działania. Jak widać, często w sposób nieprzemyślany. We współczesnym świecie nie można już więc ignorować siły internetu. Rękę na pulsie muszą trzymać nie tylko marketingowcy i specjaliści od PR, ale także rządy państw, opozycjoniści tychże, służby porządkowe oraz, oczywiście, rodzice. Nie można oddzielać od siebie rzeczywistości wirtualnej i realnej, ponieważ obie są ze sobą coraz bardziej złączone.

Sprzedaż na Facebooku? To możliwe!

Sprzedaż na facebooku

Pytanie “Czy z tego będą klienci?” w kontekście działań na Facebooku pojawia się w zasadzie za każdym razem, gdy mowa o inwestowaniu nakładów (czasu i środków) w komunikację w mediach społecznościowych. Opinie na temat potencjału sprzedażowego najpopularniejszego serwisu społecznościowego świata są podzielone, jednak jedno jest pewne – dobrze opracowana strategia może – pod pewnymi warunkami – przynieść bardzo zadowalające efekty, bezpośrednio przekładające się na wyniki sprzedażowe.

Facebook to nie supermarket

Minęły już czasy, kiedy zachwyceni zasięgiem i możliwościami tworzenia aplikacji marketerzy zakładali kolejne sklepy na Facebooku. Rozumiany w sposób dosłowny f-commerce nie sprawdził się, a kolejne tego typu inicjatywy upadały szybciej, niż udało im się naprawdę zaistnieć na tej platformie. Użytkownicy nie kupili (nomen omen) takiego rozwiązania. Jak pokazują badania – Facebook nie jest dla nich miejscem kojarzonym z zakupami, ale sposobem na kontakt ze znajomymi, zabijaczem czasu czy miejscem, w którym mogą poczytać wyselekcjonowane przez przyjaciół i marki informacje (zastępując tym samym kanały RSS). Chęć robienia zakupów w tego typu zestawieniach pojawia się rzadko albo wcale.

Powiedzmy to z całą stanowczością – Facebook jest narzędziem do komunikacji bardziej z pogranicza public relations i marketingu. Toteż bezpośrednia, prosta sprzedaż typu “kup produkt na Facebooku” nigdy nie będzie miała racji bytu. To nie stoisko w sklepie, na którym możemy wyłożyć towar i czekać, aż ktoś się nim zainteresuje. Za to nic nie stoi na przeszkodzie, by opracować taki model działań, który wspomoże sprzedaż i skłoni klientów do zakupów – nie wprost. Jak to zrobić?

Zbuduj zasięg

Zwolennicy twardych danych na pewno oprotestują takie “miękkie” działania, jak “budowanie bazy fanów” czy “angażowanie społeczności”. Tymczasem tak samo, jak nawet najlepszy sklep nie jest w stanie utrzymać się bez klientów, tak i działania na Facebooku nie przyniosą efektów, jeśli nie będzie komu opowiadać o produkcie. Toteż zanim zaczniesz myśleć o reklamie i sprzedaży, musisz pomyśleć o tym, by Twój profil (w dowolnym społecznościowym kanale) był atrakcyjny dla klienta końcowego, by ten czuł się na nim dobrze i by chciał pozostać na nim na dłużej. A to oznacza, że najpierw należy zając się wizerunkiem, zanim zajmiesz się sprzedażą.

Nie są to tylko puste słowa. Jak wynika z badań firmy Reuters, nieustająca, angażująca, aktywna obecność firm i marek w mediach społecznościowych miała zauważalny wpływ na decyzje zakupowe klientów. Fani, którzy widzieli komunikaty marki, o 19% częściej i chętniej kupowali jej produkty od tych, do których informacje nie docierały.

Podobne wyniki dają badania przeprowadzone przez Forrester Research – w porównaniu do osób nie śledzących marki na Facebooku, fani byli o kilkanaście-kilkadziesiąt procent bardziej skłonni do zakupu i rekomendowania marki znajomym.

Angażuj!

Duża ilość fanów to jeszcze nie wszystko. Równie ważne jak zdobycie zasięgu jest zaangażowanie społeczności w dialog z marką. Nie chodzi wyłącznie o tak miękkie wskaźniki sukcesu, jak “wzrost świadomości marki” czy “nawiązanie osobistego kontaktu z klientem”. Bądź praktyczny: im częściej użytkownik wchodzi w interakcję z twoją stroną, tym większa szansa, że w przyszłości informacje o produkcie pojawią się na jego tablicy wyżej, a Twoje posty promocyjne będą bardziej widoczne. Tak zwany mechanizm Edge Rank to coś, z czym na co dzień ścierają się community managerowie, a którego wysokie wskaźniki można osiągnąć wyłącznie angażującą komunikacją. Więcej na temat algorytmu edge rank przeczytać można między innymi tutaj.

Nie zapominajmy, że zaangażowani, aktywni fani są też o wiele bardziej skłonni do polecania produktów i usług firm, które śledzą w serwisie Facebook. Tworząca się społeczność ewangelistów to sytuacja dla marki wręcz idealna – klienci bowiem sami przekazują sobie informację “z ust do ust”, bez angażowania zasobów i środków samej firmy.

Informuj o produktach i usługach

Choć może się to wydawać oczywiste, to jednak wiele firm zajmujących się komunikacją w serwisie Facebook, zapomina o najważniejszej rzeczy – żeby produkt był znany i chętnie kupowany, należy o nim informować. Nawet najbardziej angażujące wpisy i dyskusje z fanami, jeśli nie są poparte solidnie przygotowaną i ciekawą komunikacją produktową, nigdy nie zrealizują celów sprzedażowych. Po raz kolejny potwierdzają to badania – ankiety przeprowadzone wśród użytkowników Facebooka przez Constant Contact pokazują, że ponad ⅓ osób chce otrzymywać jako pierwsza informacje na temat marki, a prawie 60% zostaje fanem, ponieważ liczy na specjalne oferty i promocje.

Nie koncentruj się tylko na marketingu

Działania na Facebooku mogą wspierać sprzedaż w najrozmaitszy sposób – ograniczeniem jest w zasadzie wyłącznie wyobraźnia marketera. Wykorzystanie geolokalizacji do informowania o produktach, wychowywanie ambasadorów marki, wsparcie sprzedaży poprzez kupony i bony rabatowe, wykorzystanie grywalizacji czy materiałów wideo – to tylko niektóre z ciekawych przykładów wsparcia i rozwinięcia idei f-commerce. Zainteresowanym polecam szczególnie świetny tekst Marcina Niewęgłowskiego na temat trendów sprzedaży w social media na blogu Socjomania.pl.

[youtube]K4qdNb6FvGY[/youtube]

Wykorzystaj facebookowe oferty

A skoro już o nowych narzędziach mowa – wszystkim, którzy w potencjał sprzedażowy Facebooka nie wierzą, oręż z ręki wytrąca sam gigant, wprowadzając zaledwie kilkanaście dni temu funkcjonalność “Oferty”. Dostępne dla stron, które mają powyżej 400 fanów, umożliwiają stworzenie i wypromowanie własnej oferty dostępnej w sklepie internetowym, w sklepie stacjonarnym lub w obu jednoczęsnie. Ciekawym rozwiązaniem jest konieczność udostępnienia takiej promocji na własnej Tablicy, jeśli chce się poznać jej szczegóły – co jest doskonałym (choć nieco nachalnym) wykorzystaniem potencjału rekomendacyjnego społeczności, a także sygnałem, że i sam gigant wychodzi naprzeciw tym, którzy na Facebooku chcą sprzedawać – i kupować.

[youtube]B60eo6HcFJg[/youtube]

Sprzedaż bardziej social

Social Commerce

Artykuł ukazał się w Marketingu w Praktyce (9/2012 – wrzesień).

Czyniąc nasz sklep bardziej społecznościowym rozszerzamy nasz marketing mix o kolejne elementy – people, procces, pleasure (inni ludzie, lepszy proces, większa przyjemność). Dla firmy korzyść jest nieoceniona…

Zanim przejdę do analizy działań branży odzieżowej w social media, przyjrzyjmy się kilku istotnym danym dotyczącym całego rynku e-commerce w Polsce, który według raportu eCommerce Index, wzrósł w ostatnim roku o ponad 32 proc. i wart jest ok. 18 mld zł.

Najpopularniejszymi i najbardziej skutecznymi formami marketingu internetowego, stosowanymi przez właścicieli e-sklepów wciąż pozostają reklamy w wyszukiwarkach, pozycjonowanie oraz obecność w porównywarkach cenowych. Wraz z boomem na social media coraz więcej firm zauważyło potrzebę zwrócenia się z komunikacją marketingową do klientów obecnych w najbardziej popularnych serwisach społecznościowych. Według ostatniego raportu eCommerce Internet Standard, w 2010 roku zrobiło tak 31,2 proc. firm (podobne wyniki osiągnęła reklama wizualna, programy lojalnościowe i działania PR). 77 proc. firm sprzedających w sieci deklarowało także budowanie wokół siebie wirtualnej społeczności, kreowanej w głównej mierze przez newslettery (45,9 proc.), możliwość oceny i opiniowania produktów (44,7 proc.) oraz istniejące kanały social media (38,4 proc.). Jednak tylko 7,12 proc. właścicieli sklepów internetowych uznało marketing w mediach społecznościowych jako jeden z najskuteczniejszych środków promocji. Dlaczego tylko tyle?

Możliwości social commerce

Wyobraź sobie witrynę sklepu, której ekspozycja zmienia się w zależności od tego, jaki klient do niej podchodzi. Wczoraj wspomnieliśmy komuś o potrzebie zakupu butów danego rodzaju i konkretnej marki, a już dziś na wystawie widzimy propozycje dla siebie. Buty, o jakich myśleliśmy, a także inne, polecane przez znajome osoby. Przy propozycjach są zdjęcia właścicieli tych butów i wystawione przez nich recenzje. W świecie realnym taka sytuacja jest niemożliwa. Ale w przypadku sklepów internetowych…

Działania w mediach społecznościowych w przypadku sklepów internetowych podzielić można na dwie główne kategorie.

Firma przychodzi do klienta

Firma prowadzi aktywność marketingową w miejscach, gdzie obecna jest jej grupa docelowa. Tymi działaniami w przypadku social media mogą być: komunikacja ze społecznością na Facebooku, NK.pl, Twitterze, kanał na YouTube, współpraca z blogerami, czy marketing na forach internetowych. Na Facebooku można przeprowadzać konkursy dzięki ciekawym i wirusowym aplikacjom, prezentować katalogi produktów, angażować społeczność w dyskusję o świecie marki i jej produktach, umożliwić zakup asortymentu z poziomu serwisu, a nawet reklamować produkty w grach społecznościowych. Ważne jest także, aby dać realną korzyść użytkownikom z zostania fanem strony firmowej. Mogą to być specjalne zniżki, czy chociażby pierwszeństwo w informowaniu o promocjach i wyprzedażach.

Klient przychodzi do firmy

W momencie, gdy klient odwiedza nasz sklep internetowy, na skutek działań opisanych powyżej, a także dzięki innym formom promocji, należy dać mu jak najwięcej możliwości i powodów do dzielenia się treścią dostępną na stronie ze znajomymi w różnych serwisach, w których posiada konto. Można to zrobić przede wszystkim poprzez implementację na stronie odpowiednich  widgetów społecznościowych. Daje to korzyść użytkownikom – social media to głównie rozrywka (kontakt ze znajomymi, dodawanie i komentowanie zdjęć, gry). Jeśli połączymy zakupy z przyjemnością – możliwością pytania znajomych o opinie, dzielenia się (i chwalenia) zakupionymi przedmiotami, klienci chętniej korzystać będą z naszego sklepu, aniżeli ze sklepu konkurencyjnej firmy. Według badania Oneupweb, Revolutionizing Website Design: The New Rules of Usability w 2010 r., aż 22,7 procent użytkowników wskazało integrację z mediami społecznościowymi, jako element wpływający na decyzje zakupowe. Większe uspołecznienie sklepu może rozwiązać także trudności z logowaniem, które 10 procent badanych przez TNS OBOP w październiku 2011, wskazało jako jeden z najczęstszych problemów podczas zakupów w internecie.

Problem ten jest łatwy do ominięcia, jeśli tylko umożliwimy zalogowanie się do sklepu poprzez połączenie z kontem na Facebooku, Google, czy Twitterze. Liczba kliknięć zostaje w takim przypadku ograniczona do zaledwie 2-3. Jeśli dodatkowo użytkownik udostępni nam swój adres e-mail, zyskujemy możliwość przesyłania mu newsletterów bez konieczności zapisywania się przez niego do specjalnego formularza. Czyniąc nasz sklep bardziej społecznościowym rozszerzamy nasz marketing mix o kolejne elementy – people, procces, pleasure (inni ludzie, lepszy proces, większa przyjemność). Dla firmy korzyść jest nieoceniona – o sklepie i produktach dowiaduje się coraz więcej osób, które tym samym generować mogą więcej wejść na naszą stronę, co w ostatecznym rozrachunku przełożyć się może także na wzrost sprzedaży.

Polskie e-sklepy branży odzieżowej w SM

Jeśli przyjrzeć się bliżej aktywności polskich e-sklepów na polu SM, w oczy rzuca się słabe wykorzystanie dostępnych narzędzi promocyjnych i niedostateczne zrozumienie idei mediów społecznościowych. Żeby bardziej to unaocznić, postanowiłem przeprowadzić małe badanie. Pod lupę wziąłem branżę odzieżową, która z udziałem prawie 17 procent zajmuje drugie miejsce pod względem liczby sklepów, które sprzedają swoje produkty przez internet (badanie Internet Standard na próbie prawie 400 sklepów internetowych, raport eCommerce 2011]. Branża ta jest również bardzo popularna na Facebooku, zarówno jeśli chodzi o średnią liczbę fanów (drugie miejsce po FMCG według raportu Socialbakers.com) – oraz średni wskaźnik ich zaangażowania (piąte miejsce). Dodatkowo, jak wynika z danych takich serwisów, jak Okazje.info i IAI-Shop.com, spośród wszystkich nowo powstających sklepów internetowych, najbardziej dominuje kategoria odzież i obuwie (17,1 procent).

W badaniu wzięły udział największe firmy branży modowej działające na rynku e-commerce w Polsce pod względem przychodów w 2010 r. (według raportu eCommerce, Internet Standard z 2011r.) oraz najlepsze polskie sklepy internetowe w rankingu Money.pl, Gazety Wyborczej i wyborcza.biz (rok 2011) – w sumie 14 e-sklepów.

Spośród nich swoje strony na Facebooku ma zdecydowana większość (13). Dużym zainteresowaniem cieszy się także Twitter (64 procent), oraz YouTube i blogi internetowe (57 procent). Jeśli chodzi o szersze wykorzystanie dostępnych narzędzi, jest już jednak zdecydowanie gorzej.

Co prawda, w aż 85 proc. przypadków można „polubić” e-sklep, czy konkretny produkt dzięki odpowiedniemu przyciskowi Facebooka, to jednak możliwość rejestracji/zalogowania do sklepu poprzez konta społecznościowe udostępniają tylko dwie firmy. Pięć e-sklepów daje odwiedzającym realną korzyść z zostania fanem (w tym przypadku były to konkursy z nagrodami oraz informacja o zniżkach i promocjach). Nie ma jednak możliwości w przypadku żadnego sklepu uzyskania rabatu, czy innego bonusu za polecenia produktów innym osobom w obszarze social media. O takich funkcjach, jak własna strona, gdzie widoczne są komentarze użytkownika dotyczące produktów i możliwość umieszczania dłuższych wpisów (własny blog), czy zapraszanie do sklepu znajomych, można tylko pomarzyć.

E-sklep bardziej społecznościowy

Social Media A.D. 2012 dają dużo większe możliwości niż tylko założenie strony w popularnym serwisie i dodawanie wpisów. Łącząc nasz e-sklep z Facebookiem, a ściślej mówiąc – odwiedzających stronę z ich kontem w tym serwisie, możemy zyskać szereg bezcennych informacji. Pozwoli to nam personalizować ofertę jaką przedstawiamy odwiedzającym nasz sklep w oparciu o takie dane, jak ulubione zajęcia, strony które lubią, zmiany statusu, czy datę urodzin. Co więcej możemy zyskać dostęp do takich samych danych także ich znajomych. Daje to niesamowite możliwości – nie tylko prezentacji produktów, ale także umieszczania przez klientów rekomendacji, informacji o zakupach i produktach, które chcieliby mieć –  w odpowiednich, przeznaczonych do tego miejscach witryny. Dzięki wykorzystaniu Open Grapha Facebooka, wszystkie te informacje mogą być również widoczne w Osiach czasu użytkowników, co zapewni firmie dodatkową promocję.

Z kolei dzięki zastosowaniu odpowiednich modułów, możemy także dać klientom możliwość zaproszenia do sklepu znajomych z różnych sieci społecznosciowych. Będą oni mogli pytać ich o opinie, prowadzić własnego bloga, śledzić nowości od ulubionych przez nich marek, czy subskrybować najciekawsze wpisy popularnych blogerek modowych.

Dynamika przemian w obszarze social media, pojawiające się nowe serwisy, rosnąca ciągle liczba ich użytkowników oraz możliwość rozprzestrzeniania się informacji w sposób wirusowy, zmuszają właścicieli sklepów internetowych do bliższego przyjrzenia się mechanizmom, które w dużym stopniu mogą przyczynić się do zwiększenia ruchu na ich stronie, pozyskania nowych klientów i w konsekwencji zwiększenia sprzedaży. Toteż zacząć należy od bliższego przyjrzenia się możliwościom jakie dają poszczególne serwisy i ich API (interfejsy programowania aplikacji). Większe uspołecznienie sklepów to jednak tylko pierwszy etap. Żeby wygrać z konkurencją, trzeba postarać się o zapewnienie odwiedzającym maksymalnego komfortu korzystania ze strony.

Kryzys w social media – jak sobie z nim radzić?

Każdy, kto śledzi działania marek w social media wie, że od czasu do czasu mają w nich miejsce mniejsze lub większe sytuacje kryzysowe. Bez względu na to, czy kryzys dotyka małej firmy czy wielkiej korporacji, dzieje się w Polsce czy też za granicą, aby skutecznie z nim walczyć, ważne jest podjęcie odpowiednich kroków i zastosowanie właściwych procedur. Niestety, nie wszystkie firmy mają takie procedury opracowane. Najczęściej nie wiedząc jak zareagować, w panice popełniają wiele błędów, które tym bardziej zaogniają złą sytuację. Aby uniknąć zbyt dużego, negatywnego rozgłosu, kryzysową sytuację najlepiej jest zdusić w zarodku. Potwierdzają to statystyki. Według Jeremiah Owyang of Altimeter Group, aż 76% kryzysowych przypadków w mediach społecznościowych można uniknąć dzięki wcześniejszemu prawidłowemu rozplanowaniu działań antykryzysowych.

Czym jest kryzys i jak go rozpoznać?

Kryzys może zostać wywołany nawet jednym negatywnym postem. Wystarczy niezadowolony użytkownik, który publicznie wyleje swoje żale, aby posypała się lawina negatywnych komentarzy, które zwiększą jego zasięg, w związku z czym kryzysowy „snow ball” będzie się powiększać i docierać coraz dalej. Oczywiście, nie każdy negatywny post jest postem kryzysowym. Patrząc na polskie realia i znając mentalność naszych rodaków, powinniśmy się przyzwyczaić do tego, że narzekanie mamy we krwi. Bezpodstawne, negatywne komentarze zdarzają się często, a większość  użytkowników jest na tyle inteligentna, że nie będzie przytakiwać każdej niepochlebnej wypowiedzi. Gorzej, kiedy publikowany post zawiera konkretne powody niezadowolenia z usług czy też błędy popełnione przez firmę lub administratora strony.

Skąd wziął się negatywny post?

Negatywne posty i komentarze, które w konsekwencji mogą przemienić się w sytuację kryzysową mogą mieć różne pochodzenie. Możemy podzielić je na te, które zostały spowodowane działaniami spoza obszaru social media, oraz te, które powstały w innym miejscu w Internecie. Pierwsze, to komentarze niezadowolonych klientów niezadowolonych z usług czy produktów danej firmy i wylewających swoje frustracje poprzez kanał, który akurat mają pod ręką. W takich sytuacjach bardzo istotny jest kontakt i współpraca z agencją administrującą stroną, w celu wspólnego odnalezienia przyczyn i ustalenia działań. Nie warto tutaj działać w pojedynkę, a ustalić jeden wspólny plan.

Inne sytuacje, w wyniku których użytkownik może rozpętać burzę mogą być związane z nieprawidłowym administrowaniem stroną, niefachowo przygotowaną aplikacją, problemami z konkursem czy też nieprzemyślanym postem. Pamiętamy wpadki takich marek jak Nikon, na stronie której pojawiło się stwierdzenie, że „Fotograf jest tak dobry jak jego sprzęt”, co spowodowało oburzenie wielu użytkowników, czy też niefortunne pytanie od Orange, które wyjątkowo aktywnie zaangażowało zarówno fanów jak i anty-fanów marki.

Oczywiście, nigdy nie uda się przewidzieć zachowań fanów, ale zanim umieścimy jakąkolwiek treść na naszej tablicy, warto przemyśleć jej następstwa. Podobnie podczas tworzenia konkursów, oraz wszelkich działań z nimi związanych. Nieścisłości w regulaminie, niejasne zasady, niedziałająca aplikacja czy też mechanizm pozwalający na oszustwo i tzw. „nabijanie głosów”,  mogą zdenerwować uczestników, którzy w konsekwencji zbojkotują naszą stronę.

Co robić?

Najistotniejsze jest stworzenie wspominanego na samym początku scenariusza antykryzysowego, najlepiej już w fazie przygotowań ogólnej strategii komunikacji. Pomimo, iż na tym etapie może wydawać się nam, że kryzys nas nie dotyczy, warto założyć, że wcześniej czy później może się nam przytrafić, a dzięki przygotowanym procedurom poradzimy sobie z nim szybciej i sprawniej. Podobnie jak w przypadku kryzysu w PR, istotne jest określenie osób odpowiedzialnych za komunikację. To, która osoba będzie wypowiadać się w sytuacji kryzysowej zależy od jego skali.

Kiedy jednak dojdzie już do tak niechcianej przez nas sytuacji,  warto przestrzegać kilku kryzysowych przykazań:

  1. Monitoruj! – monitoring to podstawa działań w kryzysie. Dzięki stałej obserwacji sytuacji na naszej stronie, wiadomość o kryzysie nie tylko nam nie umknie, ale wcześniejsza obserwacja aktywności użytkowników pomoże nam znacznie lepiej przygotować się na jego rozwiązanie. Przydatne mogą okazać się więc wszelakie narzędzia do monitorowania, dostarczające raporty na temat aktywności użytkowników oraz ich opinii na temat naszej marki. Znajomość opinii i ogólnej sytuacji pomoże nam w wygenerowaniu odpowiedniego komunikatu zwrotnego.
  2. Nie czekaj! Działaj! – szybka reakcja to jeden z najważniejszych  kroków, jakie powinniśmy podjąć w walce z kryzysem. Im szybciej podejmiemy działania, tym mniejsze szanse na to, aby  kryzys się rozwinął. Istotne jest również szybkie ustalenie jednego źródła, z konkretnym komunikatem, do którego będziemy kierować osoby zainteresowane.
  3. Nie milcz! – nie ignoruj postów, udziel odpowiedzi najszybciej jak to możliwe. W miarę rozwoju sytuacji może się pojawiać coraz więcej negatywnych komentarzy, warto je monitorować oraz co jakiś czas udzielać odpowiedzi osobom zainteresowanym. W takich sytuacjach nigdy nie powinniśmy odwracać się od klientów.
  4. Nie usuwaj publikacji! – usunięcie niewygodnej publikacji, być może jest najprostszym rozwiązaniem, jednak równocześnie jest jednym z najgorszych posunięć jakie możemy podjąć. Co sprytniejsi internauci oraz osoby zainteresowane, umieszczając publikację, mają na uwadze możliwość jej usunięcia przez administratora strony, więc na dowód zamieszczenia postu wystarczy zrobienie print screena, którego następnie mogą rozpowszechnić znacznie szerzej. Skutek: efekt Straisand, czyli sytuacja, w której pomimo prób usunięcia czy ocenzurowania danej odpowiedzi w celu uspokojenia sytuacji,  efekt wraca do nas z podwójną mocą.
  5. Słuchaj! –  wiadomo, że w sytuacjach kryzysowych działamy pod wpływem chwili, jednak mimo wszystko warto zachować spokój i nie działać impulsywnie. Starajmy się słuchać fanów,  udzielając im przemyślanych odpowiedzi. Zbyt pochopne odpowiedzi lub udzielanie szablonowych informacji nie jest dobrym pomysłem. Nie dajmy się również wyprowadzić z równowagi: słuchajmy i odpowiadajmy, nie wdając się w wojny. Przyznanie się do błędu, zostanie lepiej odebrane przez fanów niż usilne go ukrywanie. Pokażmy, że zależy nam na rozwiązaniu problemu. Fani zwrócą na to uwagę i w końcu ich emocje opadną.

Opanowanie, spokój i solidnie przygotowane komunikaty zwrotne, pozwolą nam wyjść z sytuacji kryzysowej z podniesioną głową.

Promuj firmę dzięki Foursquare

Najpopularniejszy społecznościowy serwis geolokalizacyjny zaprezentował kilka tygodni temu swoją nową aplikację mobilną, z entuzjazmem przyjętą przez użytkowników, których liczbę szacuje się na około 20 milionów. Choć w Polsce mało jeszcze popularny, z racji ciągle niewielkiej liczby posiadaczy smartfonów, foursquare daje ciekawe możliwości na promocję dla firm, szczególnie z takich kategorii, jak restauracje, kawiarnie, bary, czy sklepy.

Zarządzanie swoim miejscem na foursquare oraz organizowanie promocji jest bezpłatne, a dzięki wprowadzonej niedawno funkcji, tzw. „Lokalnych Aktualizacji”, marketerzy dostali możliwość na jeszcze lepszą komunikację z ich obecnymi klientami. Lokalne Aktualizacje polegają na przesyłaniu powiadomień np. o promocjach, wydarzeniach, czy nowym menu osobom, które są w pobliżu owego miejsca. Komunikaty te są jednak widoczne tylko dla użytkowników, którzy meldowali się w danym miejscu okresloną liczbę razy lub meldowali się tam ich znajomi. Przypominają pod tym względem komunikaty otrzymywane od marki na Facebooku, czy Twitterze, którą wcześniej należy zacząć subskrybować.

[youtube]HYDybx0wC5g[/youtube]

Kolejną nową funkcją będą płatne już tzw. „Promowane Aktualizacje”, które działać będą jak zwykłe reklamy i które pokazywać się będą w zakładce Explore (czyli tam gdzie użytkownicy szukają atrakcyjnych miejsc i firm w najbliższej okolicy) jako „wpisy promowane”, czyli na samej górze. Funkcja jest na razie testowana w Stanach Zjednoczonych przez 20 firm. Twórcy foursquare zapewniają, że reklamy będą zawierać spersonalizowane rekomendacje, biorąc pod uwagę historię zameldowań użytkowników – odnośnie konkretnych miejsc, kategorii, dni tygodnia i pór dnia, w których użytkownik melduje się najczęściej oraz miejsc w których meldują się jego znajomi. Ma to spowodować, że użytkownicy nie będą traktować ich jak zwykłych reklam i chętnie będą korzystać z promowanych ofert.

Można przewidywać, że w przypadku gdy więcej firm z danego obszaru zapragnie skorzystać z „Promowanych Aktualizacji”, foursquare, aby chronić użytkowników przed zalewem reklam zastosuje również coś na zasadzie licytacji znanej z Google AdWords. Model płatności będzie działał na zasadzie Cost Per Action, znanego z programów partnerskich, gdzie firmy płacić będą tylko za konkretne czynności wykonane przez użytkowników. Takimi czynnościami będą np. zameldowania, korzystanie z ofert specjalnych, czy synchronizacje karty kredytowej z foursquare i dokonywanie w ten sposób opłat. Firmy same wybiorą za jakie działania klientów chcą płacić.

Jeśli testy zakończą się sukcesem, z nowej funkcji będzie mogło korzystać prawie milion firm obecnych na foursqare z calego świata. W przypadku, gdy ten model reklamowy spodoba się przedsiębiorcom, możemy oczekiwać, że serwis wyceniany obecnie na ok. 600 milionów dolarów zacznie w końcu mocniej zarabiać na swojej aplikacji.

Jak być skutecznym w natłoku reklamy w social media?

Artykuł ukazał się w Marketingu w Praktyce (7/2012 – lipiec).

Na Facebooku jest już 70 tysięcy polskich firm. Co ciekawe, prawie 50% kampanii w social media nie jest dostrzeganych przez odbiorców. Jak więc wyróżnić markę, aby nasze działania były widoczne, a przede wszystkim … skuteczne?

Termin ad blindness (advertising blindness) jest powszechnie znany w branży marketingowej. Do tej pory dotyczył głównie mediów tradycyjnych jak również reklam display’owych. Dochodzimy jednak do punktu, w którym podobne teorie przypisywane są działaniom w mediach społecznościowych.

Badania TNS, obejmujące także Polskę potwierdziły, że prawie 50% kampanii prowadzonych w social media nie jest zauważanych przez odbiorców (Digital Life 2012, TNS, 2011). Biorąc pod uwagę fakt, iż social media są w Polsce stosunkowo nowym narzędziem marketingowym, można śmiało stwierdzić, że współcześni internauci są bardziej wymagający i szybko nudzą się powielanymi treściami. W obliczu coraz większej popularności Internetu, tworzenia stron www, konsumpcji mediów społecznościowych skala informacji, które codziennie trafiają do internautów zaczyna przekraczać ich możliwości percepcyjne.

Internauci są otwarci na to, co nowe

Prowadząc działania w mediach społecznościowych musimy zdawać sobie sprawę z tego, do kogo tak naprawdę trafiamy. Nie chodzi tu jednak o naszą bezpośrednią grupę docelową (o niej trochę później). Na początek popatrzmy na aspekt komunikacji w trochę szerszym zakresie.

Przede wszystkim należy pamiętać, że trafiamy do Generacji Y – pokolenia wyżu demograficznego z lat 1980 – 1995, nazywanego często „pokoleniem klapek i iPodów”. Co cechuje ludzi urodzonych w tym okresie? Jak podaje Wikipedia – są wykształceni, pewni siebie, ważne jest dla nich doświadczenie i jakość życia. Najważniejszy jest jednak jeden punkt (z niezrozumiałych dla mnie względów wymieniony dopiero na samym końcu) są tolerancyjni i otwarci na to, co nowe.

Facebook receptą na wszystko?

Wiele marek, które wkraczają dopiero do świata social media chce w bardzo szybkim tempie zbudować społeczność wokół swojego profilu. Nie byłoby w tym nic złego gdyby obok celów zasięgowych i ilościowych mocno skupiano się także na budowaniu wizerunku, zaangażowania oraz przywiązania do marki, a działania zasięgowe rozłożone były w czasie. Krótkofalowe strategie działań w mediach społecznościowych przyczyniają się do pozyskania nieaktywnych, nieutożsamiających się z marką fanów. Dzieje się tak również w momencie, w którym budujemy społeczność na konkursach i rozdawnictwie, a utworzona strategia nie zawiera jasno postawionych celów (oprócz magicznej wartości określającej ilość „lubiących”). Użytkownicy w wielu przypadkach nie są jakkolwiek  zainteresowani dialogiem z naszą marką lecz tylko i wyłącznie podjęciem jednorazowej aktywności (na przykład zdobyciem nagrody).

Jeśli chcemy prowadzić działania, które skutecznie zrealizują nasze cele (przez cele nie rozumiemy tutaj pozyskania w szybki sposób 100k fanów), musimy pamiętać o tym, aby przede wszystkim skupić się na trafianiu do naszej grupy docelowej i tworzeniu interesującego dla niej kontentu.

Pamiętajmy także, że social media to nie tylko Facebook. Marki są często przekonane, że kluczem do sukcesu jest posiadanie strony w tym serwisie. Nic bardziej mylnego.

Facebook może być idealny do realizacji celów marki A, ale nie znaczy to, że tak samo sprawdzi się w realizacji innych celów marki B. Marka A może posiadać inny produkt, niż marka B, może różnić się od niej także postrzeganiem przez konsumentów, grupą docelową, kategorią cenową czy nawet otwartością marketerów na dane rozwiązania.

Dodatkowo ważne jest to, że pionierska kampania nie jest już taka pionierska, jeśli skopiujemy ją od konkurencji. Nie wywoła tego samego efektu, a wręcz przeciwnie – może negatywnie wpłynąć na odbiór marki. Inspirowanie się ciekawymi kampaniami – szczególnie z zagranicy – może pomóc, jednak trzeba w tym wszystkim zachować umiar dokładając do pomysłu swoją własną koncepcję kreatywną, aby zyskać miano innowatorów, a nie odtwórców.

W dobie mediów społecznościowych jest z czego wybierać: blogi, mikroblogi, marketing wideo, serwisy graficzne i wiele, wiele innych. Musimy zastanowić się nad tym, które z narzędzi będzie dla nas odpowiednie i jak właściwie z nich skorzystać.

EdgeRank na Facebooku nadal rządzi

Mimo rosnącej świadomości dotyczącej marketingu w mediach społecznościowych wiele osób w dalszym ciągu mierzy sukces na Facebooku liczbą fanów. Mało kto wie, że posiadanie 10 000 „lubiących” nie oznacza wcale, że 10 000 osób widzi wpisy, które umieszczamy na naszym fanpage’u. Wszystko za sprawą tajemniczego algorytmu Facebooka, który determinuje jakie wpisy będą pojawiać się na tablicy użytkownika. Jeśli na przykład polubimy dany fanpage lecz później nie wejdziemy w żadną interakcję z marką (nie polubimy wpisu, nie skomentujemy etc.) to nie będziemy widzieć wpisów, które będą się na nim pojawiać.

Korelacja (Affinity) to jednak nie jedyny czynnik, który wpływa na widoczność postów. Ważna jest również Wartość postów (Weight) (w tym wypadku pamiętajmy, że posty posiadające materiały multimedialne mają większą wartość niż sam tekst), a także Świeżość informacji (Time decay). Wyróżnia ona posty najnowsze, starsze spychając na dalsze pozycje, dlatego też należy testować najlepsze godziny komunikacji z fanami marki, aby dostarczać im świeżych informacji w godzinach, w których przebywają na Facebooku i mogą odpowiedzieć na nasz post.

Wyróżnij się, albo zgiń

Ogromna ilość kampanii pojawiających się w sieci doprowadza powoli do sytuacji, w której coraz częściej słyszymy, że w internecie, na Facebooku – zrobiono już wszystko. Agencje realizujące kampanie w social media, często stają na głowach, aby zaproponować coś innowacyjnego, świeżego. Kampanię, która w wirusowym tempie rozprzestrzeni się w sieci i zyska pozytywny feedback. Na szczęście najlepsze zespoły strategiczne zawsze chętnie podchodzą do tworzenia ciekawych koncepcji. Przecież – cytując nową bohaterkę branżową Facebooka  –  „sky is the limit”.

Inspiracji warto szukać w zagranicznych kampaniach social media. Często samo przeglądanie ciekawych case’ów może sprawić, że przyjdzie nam do głowy pomysł na świetną kampanię. Pamiętajmy, że w wielu przypadkach siła tkwi w prostocie.

Przykładem może być tutaj aplikacja przygotowana przez markę BOLS (profil Ambasadorki), która skupiona była na promocji limitowanej edycji produktu. Zadaniem użytkowników było zamrożenie butelki poprzez dmuchanie w mikrofon w komputerze. Proste, ale równocześnie – biorąc pod uwagę rynek Polski – innowacyjne.

Branded Content

Aplikacje to jednak nie jedyny sposób na wyróżnienie się z tłumu. Marki zapominają często o tym, że warto poruszać w społecznościach nie tylko temat samej firmy, produktu czy usługi. Powinniśmy iść o krok dalej. Utarte stwierdzenie „content is a king” nie jest w tym przypadku bez znaczenia.

Branded content to tematy związane ze środowiskiem, w którym obraca się marka. Istotnym elementem jest fakt, że nie reklamuje on bezpośrednio brandu lecz stanowi element kształtowania wizerunku, dotarcia do grupy docelowej. Często podkreśla przydatność usługi lub produktu, czy też w ciekawy, wirusowy sposób dostarcza użytkownikom rozrywki. Najprostszy przykład – blog banku, który dotyczy finansów i oszczędzania, fanpage firmy meblarskiej poświęcony wystrojowi wnętrz.

Przykłady wykorzystania branded content w mediach społecznościowych odnoszą się do tworzenia dedykowanych materiałów multimedialnych – zdjęć czy filmów (które w wirusowym tempie rozprzestrzeniają się w internecie i przyczyniają się do zwiększenia zasięgu marki), kreatywnego, wywołującego emocje copy, czy też budowania wizerunku bohaterów marki.

Sztandarowym przykładem działań tego typu jest na pewno kampania „Serce i Rozum”, dzięki której marka, będąca wcześniej raczej negatywnie postrzeganą, zyskała na popularności i ociepliła swój wizerunek. Bohaterowie zabawnych spotów mają już ponad 1 000 000 fanów na Facebooku. Jest to pierwsza, polska, komercyjna marka, która przekroczyła ten magiczny próg utrzymując przy tym wysoki poziom zaangażowania użytkowników!

Marka powinna być pomocna

Media społecznościowe pełnią wiele funkcji. Komunikujemy się za ich pomocą ze znajomymi, pozyskujemy informacje, spędzamy wolny czas, korzystamy z rozrywki, którą oferują. Jeśli jednak mielibyśmy wyróżnić dwa główne powody, dla których „lubimy” fanpage danej marki, czytamy blogi czy też oglądamy materiały wideo na YouTube, śmiało możemy wymienić tutaj rozrywkę oraz przydatność kontentu.

O dostarczaniu użytkownikom ciekawych, angażujących treści, które umilą im czas i którymi będą chcieli dzielić się z innymi nie trzeba pisać wiele. Każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego, że rozrywka jest jednym z najbardziej nośnych tematów. Co jednak, jeśli chodzi o przydatność informacji?

W dzisiejszych czasach każdy z nas dąży do tego, aby jak najbardziej ułatwiać sobie życie. Z pomocą przychodzą nam nowe technologie. Dzięki nim możemy w łatwy sposób odnaleźć najbliższy sklep, zamówić taksówkę w nieznanym nam mieście, wyszukać nasz samochód na parkingu, czy wirtualnie przymierzyć ubrania – bez wychodzenia z domu.

Aplikacje tego typu wykorzystują często technologię augmented reality (AR, rozszerzona rzeczywistość), która posiada ogromny potencjał – w szczególności w branży w e-commerce.  Może być ona receptą na bolączkę internautów, dotyczącą nabywania produktów online, które zazwyczaj trzeba przed zakupem po prostu przymierzyć. Dzięki AR możemy zrobić to przed ekranem swojego komputera! Przykładem może być tutaj kampania marki Ray Ban czy też Tissot.

W ostatnim czasie aplikacje użytkowe znacznie rozszerzyły swój zasięg, dzięki rosnącej popularności smartfonów. Według danych udostępnionych przez GfK Polonia penetracja tych urządzeń w Polsce wyniosła w 2011 roku aż 27,1%. Dla porównania w roku 2010 wynosiła 11,5%. Tak szybki wzrost pokazuje, że należy wykorzystywać ich potencjał właśnie teraz, kiedy bariera wejścia i przebicia się z pomysłem jest w tym momencie znacznie mniejsza.

Coraz większa popularność mediów społecznościowych oraz powolne wypieranie mediów tradycyjnych przez nowe technologie sprawi, iż zjawisko clutter będzie się pogłębiać. Warto więc już teraz wprowadzić do strategii marki tych kilka ważnych punktów, dzięki którym nie zginiemy w gąszczu reklam, a nasz produkt czy usługa na długo zapiszą się w umysłach odbiorców. Należy pamiętać o tym, czego oczekują nasi użytkownicy. Bazujmy na obserwacjach, dokładnej analizie grupy docelowej, a także bieżącym monitoringu potrzeb internautów. Dzięki dostarczaniu im pożytecznego contentu zyskamy ich zaufanie i przyczynimy się do pozyskania stałego, wiernego grona odbiorców naszych produktów i usług. Nie pozwólmy, aby się nudzili!

Jak wprowadzić politykę social media do firmy?

Dziś, gdy media społecznościowe są w zasadzie naszym drugim, wirtualnym domem, polityka dotycząca korzystania z social media stała się nie tylko fanaberią dużych korporacji, ale koniecznością dla każdej z firm, w której pracownicy aktywnie korzystają z sieci – w pracy i poza nią. Budując własne, wirtualne “ja” nie sposób bowiem nie dotykać spraw pracowniczych.

Dlaczego warto wprowadzić politykę social media?

Przenikanie się świata wirtualnego i realnego to już nie science-ficion, ale rzeczywistość z którą poradzić sobie musi dzisiaj każdy pracodawca. Na Facebooku, blogach czy Youtube opowiada się o sobie, o pasjach, życiu i pracy. Często internauci czują się bezkarni, uważając, że w przepastnej wirtualnej sieci pozostają anonimowi. Tymczasem jest zupełnie odwrotnie – to, co dzieje się w sieci monitorowane jest przez potencjalnych pracodawców, kontrahentów, współpracowników czy nawet konkurencję.

Pieczołowicie tworzona strategia komunikacji firmy może w jednej chwili runąć, gdy pracownik opublikuje kompromitujące zdjęcia z miejsca pracy czy zdradzi informacje objęte tajemnicą handlową. Wystarczy przypomnieć sobie chociażby kryzys związany z Domino’s Pizza, by zrozumieć, z jakim zagrożeniem trzeba się zmierzyć.

Polityka social media w firmie powinna być więc dokumentem spełniającym dwie podstawowe funkcje. Po pierwsze, powinna określać ramowo zasady korzystania z mediów społecznościowych w trakcie pracy oraz aktywności poza nią (jeśli osoba która prowadzi taką aktywność ujawnia własne powiązania z pracodawcą lub może być jako pracownik danej firmy rozpoznana). Po drugie, powinna spełniać funkcję edukacyjną, uświadamiając pracownikowi jak wiele z tego, co robi i pokazuje w sieci jest widoczne dla innych.

Jak powinna wyglądać dobrze skonstruowana polityka social media w firmie?

Co firma, to polityka. Zasady wypowiadania się i korzystania z mediów społecznościowych są tak różne, jak różne są przedsiębiorstwa, które je ustalają. Istotnym jest, by posiadały kilka wspólnych cech:

1. Określ, kogo dotyczą zasady

Z zasady polityka social media dotyczy każdego, kto w jakikolwiek sposób ujawnia swoją tożsamość w sieci, podpisując się własnym imieniem i nazwiskiem czy umieszczając zdjęcie – nawet, jeśli w swojej internetowej aktywności nie ujawnia powiązań z firmą. Mimo to, warto w dokumencie zawrzeć dokładną informację na ten temat. Szczególnie należy zwrócić uwagę na osoby, które w sieci działają aktywnie – prowadzą blogi/vlogi, udzielają się na forach internetowych, mają własne strony internetowe itp. Te osoby będą miały największy wpływ na wizerunek firmy czy produktu. Określ, na jakich zasadach (i czy w ogóle) mogą wypowiadać się w imieniu firmy. Wskaż osoby i stanowiska (dział PR, marketing, stanowiska kierownicze), których działania będą szczególnie monitorowane.

2. Wyjaśnij, jaki wpływ na wizerunek firmy ma aktywność w social media

Nie każdy pracownik zdaje sobie sprawę, jak bardzo to, co robi w sieci wpływa na postrzeganie firmy, w której pracuje. Dobrze skonstruowana polityka social media powinna tłumaczyć tę zależność, pokazując, że każdy z zatrudnionych jest jej ambasadorem, a opinie i komentarze – szczególnie te związane z branżą, w której firma działa – mogą być uznawane za stanowisko całej firmy. Jednocześnie zachęcać powinna do aktywnego korzystania z tego kanału w celu budowania profesjonalnego wizerunku w sieci oraz reagowania na wszystkie ataki w kierunku firmy, które mają miejsce w sieci.

3. Edukuj pracownika w kwestii budowania wizerunku online

Jako że w mediach społecznościowych przenikają się dwie sfery – prywatna i zawodowa, dobrze jest również naprowadzić pracownika na zasady prawidłowego zachowania w sieci – od podstawowych zasad netykiety (kultura wypowiedzi, brak wypowiedzi dyskryminujących kogokolwiek ze względu na płeć, wiek, rasę czy religię) po publikowane zdjęcia i opinie. Warto podkreślić, że sieć jest miejscem, w którym nic nie ginie, a zamieszczone w niej informacje i materiały jeszcze długo mogą działać na (nie)korzyść pracownika. Jednocześnie warto zachęcić do pozytywnej aktywności w internecie – pisania na temat pasji, prowadzenia branżowych czy hobbystycznych blogów, wszak takie działania dobrze wpłyną nie tylko na wizerunek pracownika, ale i pozytywny wizerunek całej firmy.

4. Wyraźnie zaznacz, jakie informacje na temat firmy mogą być publikowane, a jakie nie

W trakcie codziennej pracy pojawia się mnóstwo różnej wagi informacji – często mało istotnych z punktu widzenia pracownika (np. na jakim etapie jest projekt, w którym on bezpośrednio nie uczestniczy lub informacja na temat planów marketingowych innego działu), za to niezwykle istotnych jeśli chodzi o budowanie przewagi konkurencyjnej samej firmy. Aby uniknąć nieporozumień, dokładnie określ jakie wewnątrz firmowe informacje można przekazywać dalej. Nie chodzi o to, byś stworzył barierę informacyjną – jeśli coś (na przykład informacja o nowym kliencie) może zostać ujawnione, ale pod pewnymi warunkami, zaznacz to w dokumencie lub zaleć konsultację z przełożonym czy działem PR/marketing.

5. Ustosunkuj się do kwestii korzystania z social media w pracy

Polityka social media nie może się obejść bez najważniejszej informacji – czy korzystanie z portali społecznościowych lub blogów jest w pracy dozwolone, czy zabronione. Nie ma na to reguły – część firm kategorycznie zabrania, inne nie widzą w tym przeszkód, uważając że w ciągu dnia każdemu pracownikowi należy się odrobina odprężenia. Niezależnie od tego, którą z opcji wybierzesz, wskaż ją wyraźnie. Pamiętaj, że aktywność w social media w trakcie pracy (w szczególności związana z branżą) może przynieść o wiele więcej korzyści niż kompletne embargo.

6. Nie każ, wskazuj drogę

Czy polityka social media powinna zawierać sankcje? Absolutnie nie! Oczywiście, celowe działanie na niekorzyść firmy musi być karane, ale w większości przypadków wystarczy nakierowanie pracownika na właściwą drogę, wskazanie błędów jakie popełnił. Należy pamiętać, że w mediach społecznościowych pracownik jest przede wszystkim sobą, a dopiero potem naszym podwładnym – stąd wszystkie surowe kary za przewinienia w sieci odbierać może jako atak na własną prywatność.

Jak polityka social media powinna zostać udostępniona pracownikom? Najlepszy będzie pisemny dokument, podpisany osobiście przez pracownika, choć nie ma na to reguły – mogą to być po prostu zasady wywieszone w widocznym miejscu w pracy czy firmowym intranecie albo kilka wskazówek udzielonych przy przyjmowaniu nowego pracownika do pracy. Ważne, by były zawsze publicznie dostępne i dokładnie wyjaśniały, w jaki sposób chcemy budować wizerunek pracowników i całej firmy w sieci.