Content marketing przyciąga konsumentów

Content marketing

Artykuł ukazał się w Marketingu w Praktyce (12/2012 – grudzień)

Użytkownicy powinni chcieć rozmawiać na serwowane tematy – komentować, dyskutować na forum, wysyłać e-maile. Nadmierna informacja o marce jest zbędna.

Branded content – najgorętszy dziś termin w marketingu A.D. 2012. Jego ranga jest już tak duża, że na ostatnim festiwalu reklamy w Cannes po raz pierwszy przyznano nagrody w kategorii Branded Content & Entertainment. Czym tak naprawdę jest, jakie są jego główne zalety i dlaczego powinniśmy zaimplementować go do własnej strategii komunikacji w internecie?

Branded content to działania mające na celu raczej przedstawienie wartości reprezentowanych przez markę i zbudowanie zaufania, aniżeli bezpośrednie promowanie produktów czy usług i konwertowanie użytkowników na klientów. Blogi, podcasty, e-booki, infografiki, przewodniki, filmy, aplikacje mobilne, książki, gry wideo. W zależności od celów i budżetu możemy oferować odbiorcom pożądane przez nich treści w różnej formie. Pamiętać tutaj należy, że tworząc markowy przekaz, jesteśmy bardziej wydawcami aniżeli reklamodawcami. Jakie są z tym związane konsekwencje? Będąc wydawcą, trzeba bardziej dbać o to, aby nasz przekaz był atrakcyjny i niósł realną korzyść dla klientów. W przeciwnym razie użytkownicy mogą nigdy do nas nie wrócić. W pierwszej kolejności należy jednak przyciągnąć ich uwagę. W tym celu, zamiast skupiać się na marce, powinniśmy zwrócić uwagę na ich potrzeby.

Marketing XXI wieku

Branded content łączy rozrywkę z reklamą, przekazując tę drugą w sposób, który jest akceptowany, wręcz pożądany przez konsumentów. Absolutnym mistrzem w tej kategorii jest Red Bull, który oferując odbiorcom dobrą jakościowo treść, na dodatek wpisującą się idealnie w wartości marki, wzbudza emocje i sprawia, że użytkownicy chcą dzielić się nią z innymi. Skok Felixa Baumgartnera jest najlepszym ukonorowaniem wieloletnich działań marki w zakresie content marketingu. Jednak to nie treść jest tutaj królem, lecz korzyść niesiona klientom przez nią samą. I nie trzeba wcale dysponować wielomilionowym budżetem, żeby wzbudzić zainteresowanie. Koncern Johnson & Johnson, oferujący m.in. artykuły dla niemowląt, stworzył strony babycenter.com, baby.compregnancy.com. Są to miejsca, gdzie można dowiedzieć się niemal wszystkiego o ciąży i wychowaniu dzieci aż do 9. roku życia. Po co to zrobiono? Na stronie skupiona jest społeczność mam i kobiet w ciąży – potencjalnych klientek, z którymi można nawiązać relacje. Doświadczenie z przekazem firmy jest dodatkowo pogłębione dzięki aplikacjom mobilnym, a firma skutecznie wykorzystuje także social media, skupiając na Facebooku prawie 800 tys. fanów. Warto zwrócić uwagę, jak mało jest na stronie informacji bezpośrednio o samej marce czy jej produktach. To nie ona ma tutaj odgrywać najważniejszą rolę, a właśnie wartości, z którymi chętnie utożsamiają się młode mamy.

Ekosystem marki

W Polsce tak spektakularne działania należą cały czas do rzadkości. Warto jednak zwrócić uwagę na ciekawy projekt oparty na branded content realizowany od jakiegoś czasu przez Knorra. Marka jest sponsorem portalu przepisy.pl oraz całej jego nadbudowy (profilu na Facebooku, kanału na YouTube, aplikacji mobilnej). Główną platformą gromadzącą treści jest rozbudowany, lecz bardzo intuicyjny w użytkowaniu serwis, na którym znaleźć można przepisy w formie tekstowej i wideo, ciekawe artykuły czy porady, np. „ABC Gotowania”. Użytkownik ma możliwość założenia konta w serwisie, dodawania własnych przepisów, komentowania, tworzenia list zakupów czy zapisania się do newslettera. Dzięki połączeniu z Facebookiem jego aktywność widoczna jest również na osi czasu. Marka współpracuje także z blogerami kulinarnymi, rozszerzając tym samym zasięg swojej komunikacji.

Sądząc tylko po liczbach, śmiało można stwierdzić, że takie działania są bardzo efektywne. Strona na Facebooku skupia 281 tys. fanów, a więcej treści generowanej jest na niej przez samych użytkowników niż przez markę. Wszystkie filmy zamieszczone na YouTube zostały wyświetlone ponad 5 mln razy, a aplikacja mobilna w ostatnim miesiącu miała od 50 tys. do 100 tys. instalacji.

Buduj zaufanie, nie sprzedawaj

Aby treść tworzona przez marki pozwalała realizować zakładane cele, musi spełniać kilka istotnych warunków. Przede wszystkim ma się wyróżniać spośród komunikacji innych konkurencyjnych marek. Dobry kontent to taki, którego szukają sami użytkownicy, powinien więc wzbudzać emocje i koncentrować się na pragnieniach, motywacjach, zainteresowaniach i potrzebach naszej grupy docelowej. Swoją treścią należy odpowiadać na problemy klientów, co pozwoli zbudować zaufanie i lojalność do firmy. Użytkownicy powinni chcieć rozmawiać na serwowane tematy – komentować, dyskutować na forum, wysyłać e-maile. Nadmierna informacja o marce jest zbędna. Klienci sami bardzo szybko dostrzegą korzyść, jaką otrzymują od organizacji, i odwdzięczą się przy pierwszej możliwej okazji. Dzięki marketingowi treści łatwiej jest budować i pielęgnować relacje z odbiorcami, a także gromadzić wokół marki społeczność, a nawet ambasadorów.

Skuteczniejsza dystrybucja

Najważniejszymi dla marketerów zaletami social mediów są zasięg, wirusowość i możliwość interakcji. Warto to wykorzystać do rozprzestrzeniania naszego kontentu. Możemy w tym celu użyć najpopularniejszych mediów społecznościowych, takich jak Facebook, YouTube oraz tych, które mogą skupiać naszą grupę docelową. Jeśli zapewnimy odbiorcom ciekawe informacje, chętniej będą chcieli dzielić się nimi ze swoimi znajomymi. Nie trzeba będzie nawet ich o to prosić – atrakcyjny materiał broni się sam.

Kolejną ważną cechą social mediów jest możliwość łatwego tworzenia treści (w tym treści o marce) przez samych użytkowników. Wystarczy tylko dać im do tego powód i odpowiednie miejsce (takie, jak dedykowany serwis społecznościowy czy aplikacja konkursowa). Oprócz dystrybucji w społecznościówkach content marketing zapewni także lepszą widoczność w wyszukiwarce.

Mierz, optymalizuj i reaguj na zmiany

Bez odpowiedniego pomiaru nie jesteśmy w stanie ocenić, czy nasze działania przynoszą pozytywne rezultaty. Jak zatem mierzyć efektywność działań związanych z marketingiem treści? Przede wszystkim należy ustalić KPI (kluczowe wskaźniki efektywności). W social mediach mogą to być: zasięg (np. liczba odwiedzin strony, liczba odsłon stron, liczba unikalnych użytkowników na stronie i takich, do których udało się dotrzeć z przekazem) oraz zaangażowanie (np. liczba komentarzy, udostępnień, kliknięć „Lubię to!”, wysłania zaproszeń, wzięcia udziału w konkursie, oddanych głosów, liczba instalacji aplikacji). Oferując odbiorcom własne treści w postaci bloga z poradami czy serwisu społecznościowego, jesteśmy w stanie łatwo dowiedzieć się, które tematy są dla nich najbardziej interesujące. Analizując zachowanie użytkowników na stronie czy słowa kluczowe, po których trafili na nią z wyszukiwarki, możemy zyskać bezcenne dane na temat popularności danych tematów czy kategorii (filmy, grafiki, przewodniki, tekst) informacji. Branded content daje możliwość eksperymentowania z różnymi kanałami oraz wybór tych, które są najbardziej efektywne dla firmy oraz najbardziej pożądane dla klientów.

#Sport i social media

Sport i social media

W ostatnim czasie, w związku z coraz powszechniejszym dostępem do internetu i urządzeń mobilnych, znaczenia nabiera zjawisko zwane e-kibicowaniem. W wielkim skrócie e-kibic, to osoba, która wykorzystuje nowoczesne technologie do pogłębiania swoich sportowych zainteresowań. Do głównych aspektów tego zjawiska zaliczyć można poszukiwanie informacji wokół widowisk sportowych oraz oglądanie wydarzeń na tzw. „dwa ekrany”.

Poszukiwanie informacji

Kibice już dawno porzucili tradycyjne media w poszukiwaniu newsów na temat swoich ulubionych drużyn, zawodników, czy wydarzeń sportowych. Na znaczeniu tracą też portale, czy serwisy tematyczne. Wolimy śledzić treści agregowane przez najpopularniejsze media społecznościowe, które serwują nam informacje z ulubionych źródeł oraz znajomych w jednym miejscu. Jak pokazują dane GR Marketing, aż 81 procent kibiców w Stanach Zjednoczonych jako główne źródło informacji o sporcie czerpie z Facebooka i Twittera, a 40 procent ze stron internetowych.  Tradycyjne media wskazało znacznie mniej osób – telewizję 13 procent, a radio tylko 4 procent. Jak pokazuje raport Socialbakers.com, to właśnie sport jest też najbardziej popularną kategorią stron na Facebooku pod względem średniej liczby fanów (prawie 1,7 mln), wyprzedzając branże modową, FMCG, czy nawet rozrywkową.

Mecz na dwa ekrany

Zmienia się nasz sposób oglądania widowisk sportowych. Nie chcemy być biernymi odbiorcami obserwowanych wydarzeń. Ludzie mają naturalną skłonność do dzielenia się emocjami i opiniami. Nie wystarcza już rozmowa z kumplami w pubie i wspólne przeżywanie. Social media są doskonałym kanałem pozwalającym na współuczestniczenie w ramach odbywającego się meczu, czy innej sportowej imprezy. Jak wynika z danych KT Tape, aż 83 procent kibiców w USA, śledzi i komentuje sportowe rozgrywki na żywo dzięki serwisom społecznościowym, a 63 procent robi to przy użyciu urządzeń mobilnych, będąc na stadionie, czy w hali.

O sile zjawiska świadczy fakt, że spośród 16 wydarzeń, które były najczęściej komentowane na Twitterze (pod względem liczby przesłanych tweetów), aż 6 dotyczy sportu. Żeby przybliżyć skalę, wystarczy wspomnieć, że finałowy mecz EURO 2012 Hiszpania – Włochy, to aż 15 358 tweetów na sekundę, a ostatnie minuty Super Bowl XVLI – 10 245 tweetów.

Zjawisko jest też widoczne coraz bardziej w Polsce, zwłaszcza przy okazji ważnych sportowych wydarzeń. Wystarczy wziąć pod uwagę, chociażby Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Bardzo ciekawy raport, przygotowany przez Brand24 pokazuje m.in. liczbę, czas, wydźwięk emocjonalny, miejsca i sposób zamieszczania treści związanych z turniejem w mediach społecznościowych.

Kolejny przykład jest sprzed kilku dni. TVN24 wykorzystał Twittera do zbierania opinii internautów na temat wyborów nowego prezesa PZPN. Stacja publikowała najciekawsze tweety, które opatrzone były hashtagiem #PZPNwybiera. Pasek na ekranie telewizora z listą najpopularniejszych wpisów w mediach społecznościowych komentujących dane wydarzenie, czy możliwość przełączenia się do ekranu najciekawszych memów (patrz mecz Polska – Anglia), to pewnie jedne z bardziej podstawowych nowinek jakie czekają nas wkrótce. Wydaje się, że w przyszłości widzowie będą mieli spore możliwości wyboru, odnośnie tego, jak chcą odbierać widowiska sportowe dzięki telewizji internetowej.

Łakomy kąsek dla marek

Jak pokazało badanie TNS Polska i NK.pl oczekiwania oraz aspiracje grupy konsumenckiej skupiającej e-kibiców są nieco wyższe niż przeciętnie. To statystycznie nieco młodsza, bardziej zamożna, lepiej wykształcona, bardziej otwarta i chętna do wymiany opinii i emocji grupa od „zwykłych” kibiców. Sprawia to, że są oni bardziej atrakcyjni dla marek. Jak zatem najlepiej wykorzystać nowe media w dotarciu do tych osób?

Kibice kochają rywalizację

Według ogólnie przyjętej definicji, grywalizacja to wykorzystanie mechaniki znanej z gier do modyfikowania zachowań ludzi w sytuacjach niebędących grami, w celu zwiększenia ich zaangażowania. Technikę tę można skutecznie wykorzystać m.in. w marketingu, a w przypadku organizacji związanych ze sportem jest to tym łatwiejsze, że ciężko chyba znaleźć grupę, która bardziej kocha rywalizację niż kibice.

Przykładami działań, które zachęcają do rywalizacji i angażują odbiorców, są np. konkursy na Facebooku, gdzie należy wytypować wyniki meczów, udzielić odpowiedzi na pytania związane z drużyną, czy zawodnikami. Są to także bardziej zaawansowane gry społecznościowe, czy aplikacje, w których wcielamy się w postać menedżera drużyny sportowej i rywalizujemy z innymi użytkownikami. Poza Facebookiem świetną zabawę gwarantują aplikacje mobilne, takie jak OneUpPrePlayFanCake, czy Football Meister, dzięki którym możemy przewidywać przebieg wydarzeń na boisku i otrzymywać za to punkty i odznaki. Aplikacje są zsynchronizowane z transmisją telewizyjną meczu, więc można typować na bieżąco, co wzmaga tylko emocje. Co ważne, oprócz świetnej zabawy i zdobywania odznak i wirtualnych trofeów, można wygrywać także realne nagrody od partnerów i sponsorów.

[youtube]zUNFWXvrmpA[/youtube]

Sportowcy bliżej fanów

Social media pozwalają skracać dystans między sportowcami, a kibicami. To wielkie gwiazdy przyciągają ludzi na stadiony. Największe osobistości sportu mają w kontrakty wpisaną aktywność na Twitterze, czy Facebooku. Posty Cristiano Ronaldo, Loe Messiego, czy Kaki, śledzi od kilkunastu do kilkudziesięciu milionów osób na całym świecie. Dzięki Google+ i funkcji Hangouts, czyli „Spotkań na żywo”, można zorganizować rozmowy online ze sportowcami, tak jak robił to przed EURO2012, PZPN na stronie Łączy nas piłka. Daje to kibicom możliwość niemal bezpośredniego obcowania ze swoimi ulubieńcami i zadawanie im interesujących ich pytań. Z kolei aplikacje takie jak Tout pozwalają na szybkie umieszczanie krótkich filmów zrobionych smarfonem w wybranych serwisach społecznościowych. Sportowcy, czy osoby obsługujące organizacje sportowe w social media, mogą za pomocą kilku kliknięć udostępniać dzięki nim, np. krótkie fragmenty treningów, przedmeczowych odpraw, czy wyjazdów na zgrupowania.

Geolokalizacja

Dzięki wykorzystaniu geolokalizacji zyskać mogą zarówno marki, jak i klienci. Ci pierwsi dostają cenną informację o położeniu swoich obecnych i potencjalnych klientów, a dzięki takim narzędziom jak foursquare, czy Yelp mogą organizować promocje i zdobywać dzięki temu rekomendacje użytkowników oraz lojalizować klientów. Fani mogą otrzymać w zamian specjalne oferty i zniżki. Bardziej zaawansowanym narzędziem bazującym na geolokalizacji, jest m.in. stadium VIP. Aplikacja mobilna pozwala na zamawianie napojów i jedzenia bezpośrednio na stadionie, bez konieczności ruszania się z miejsca (usługodawca sam dostarczy nam zamówienie na miejsce).

Zbieranie insightów                     

Media społecznościowe są doskonałym narzędziem do zbierania insightów konsumenckich. Serwisy takie jak Facebook, Twitter, Pinterest, czy Google+ generują sporą liczbę danych o użytkownikach.  To właśnie gromadzenie opinii, sugestii, informacji o zainteresowaniach społeczności pozwala skuteczniej modyfikować nasze działania i strategię marketingową, aby czerpać z nich większe zyski. Do zbierania opinii internautów pomocne są specjalne narzędzia, takie jak Wayin, czy ankiety konsumenckie Google. Te drugie dostępne są, póki co dla firm ze Stanów Zjednoczonych.

Najlepsze z najlepszych

Serwis The Next Web wyróżnił w maju organizacje sportowe, które wzorowo wykorzystują poszczególne platformy społecznościowe do własnej promocji. Na liście znaleźli się:

Chicago Bulls – Bulls Connect, to platforma, która łączy w jednym miejscu fanów drużyny z całego świata i pozwala im na wymianę opinii, komentarzy, zdjęć, czy filmów. Można prowadzić własnego bloga oraz dołączać do poszczególnych grup. Rejestracja przebiega w ciągu kilku sekund za pomocą Facebook Connect.

McLaren – Twitter. Profil teamu Formuły 1 na Twitterze jest miejscem, w którym publikowane są informacje zarówno oficjalne, jak i mniej formalne. Dużą zaletą dla fanów są newsy ze stajni Jensona Buttona i Lewisa Hamiltona „z pierwszej” ręki, o których dowiadują się szybciej od pozostałych osób.

FC Barcelona – Facebook. Strona Barcy na Facebooku skupia ponad 36 mln fanów, a wpisy są umieszczane w trzech językach (angielskim, katalońskim i hiszpańskim). Dużą zaletą jest atrakcyjny wizualnie kontent i spora liczba angażujących aplikacji.

Dallas Cowboys – Google+. Jedna z czołowych drużyn NFL (amerykańskiej ligi futbolu amerykańskiego) słynie z wykorzystywania nowych mediów w komunikacji z fanami. Jako jedna pierwszych w ubiegłym roku przeprowadziła na Google+ tzw. Hangout, czyli spotkanie na żywo z 9 fanami drużyny z zawodnikiem DeMarcusem Ware.

Boston Celtics – Instagram. 17 krotni mistrzowie NBA byli pierwszą profesjonalną organizacją sportową, która postanowiła skorzystać z Instagrama i dzięki umieszczaniu ekskluzywnych i efektownych zdjęć z meczów, treningów, czy z szatni, dociera do 280 tysięcy swoich zwolenników na całym świecie, niezależnie od miejsca, gdzie aktualnie się znajdują. 

Pittsburgh Penguins – Pinterest. Aby przyciągnąć większą liczbę przedstawicielek płci pięknej, marketerzy drużyny NHL korzystają z Pinteresta. Oprócz contentu typowo sportowego, na profilu drużyny znaleźć można także obrazki skierowane do głównej grupy docelowej, aktywnej w tym serwisie, a więc kobiet. Nazwy tablic A Great Snack for HockeyWedding on IceBeyond the Rink, czy Penguins Art, mówią same za siebie.

Chelsea Londyn – YouTube. Oficjalny kanał tegorocznego zwycięzcy Ligi Mistrzów jest rozszerzeniem płatnej telewizji Chelsea TV i gromadzi 140 tysięcy widzów. Ekskluzywne materiały wideo, takie jak np. wywiad z Fernando Torresem tuż po podpisaniu przez niego kontraktu z klubem, cieszą się sporym zainteresowaniem fanów.

Na sam koniec zapraszam do obejrzenia case study świetnej kampanii, która zdobyła w tym roku nagrodę Złotego Lwa na Międzynarodowym Festiwalu Reklamy w Cannes w kategorii Branded Content & Entertainment.

[youtube]etmzOOtNCIk[/youtube]

Znacie inne chlubne przykłady wykorzystania social media przez marki sportowe? Zapraszam do komentowania.

Gotowanie ze smartfonem

Gotowanie ze smartfonem

Przyciągają kolorowym interfejsem, pięknymi zdjęciami i oczywiście – ciekawymi przepisami. Innowacyjne i intrygujące, są niezbędne dla każdego nowoczesnego kucharza. Aplikacje mobilne o tematyce kulinarnej, bo o nich mowa, są bardzo popularne zarówno jeśli chodzi o panie domu, zawodowych kucharzy, jak i osoby, które tylko od czasu do czasu lubią przyrządzać potrawy w domowym zaciszu.

Serwis Bloggerspath.com stworzył kilka miesięcy temu ranking, w którym umieszczono 5 aplikacji mobilnych o tematyce kulinarnej, bazując na ich przydatności dla kucharzy. Postanowiliśmy sprawdzić, czy rzeczywiście są aż tak dobre i warte uwagi.

1. In the kitchen (3,9*)

Pierwsze miejsce zajmuje aplikacja  In the kitchen, firmowana przez Food Network. Mimo, że jest płatna (w Polsce 6,29 zł), jej funkcjonalność sprawiła, że pobrano ją ponad 50.000 razy. Zawiera wiele standardowych opcji, jak timer online i offline, strefa zdrowego jedzenia czy udostępnianie przepisów; pod tym względem nie wyróżnia się zbytnio spośród innych aplikacji kulinarnych.

Jej podstawowa funkcja jest jednak dużo bardziej innowacyjna i naprawdę przydatna. In the kitchen jest zbiorem przepisów pochodzących nie od zwykłych użytkowników, ale od ulubionych szefów kuchni Ameryki. Pomysł jest genialny w swojej prostocie. Zanim nastąpiła era powszechnego dostępu do Internetu, bodaj każdy miłośnik programów kulinarnych spędzał czas przed telewizorem, z nieodłączną kartką i długopisem. Te prehistoryczne metody były potrzebne, aby zapisać składniki potrzebne do przygotowania dania oraz całą procedurę jego powstawania. Kiedy twórcy programów kulinarnych zaczęli wychodzić użytkownikom naprzeciw, tworząc dedykowane strony internetowe, sprawa stała się łatwiejsza. Czyżby? Załóżmy, że oglądając program kulinarny zachwycimy się jakimś przepisem. Ewa Wachowicz, czy Pascal oczywiście informują nas, że wszystkie przepisy znajdziemy na stronie. Jestem jednak pewna, że w natłoku codziennych obowiązków… w ogóle zapomnimy, że oglądaliśmy program ze świetnym przepisem. Co to właściwie było? Mufiny z płynnym wnętrzem czy pierś kurczaka pod kołderką z sera brie? Makłowicz, czy Wachowicz? No właśnie. Z In the kitchen sprawy mają się prościej, ponieważ aplikacja pozwala od razu wyszukać pożądany przepis, umożliwia także wybór konkretnego szefa kuchni, jak również dzielenie się ulubionymi przepisami z innymi użytkownikami. Ten pomysł naprawdę załuguje na 5+.

2. Cuts of Beef & Steak (3,4)

Kolejna aplikacja to Cuts of Beef & Steak. Myślę, że na polski grunt mogłaby się z powodzeniem przenieść wtedy, gdyby dotyczyła np. drobiu. W końcu nie każdy z nas potrafi sprawić czy wyluzować kurczaka. Ale ponieważ Amerykanie są stekowymi purystami, tematyka aplikacji przeznaczonej na tamten rynek jest jak najbardziej zrozumiała. Wszak trudno się dziwić, bo przyrządzenie dobrego steka wymaga wprawy – w końcu posiada on sześć podstawowych stopni wysmażenia i nie jest to mięso dla kulinarnych laików.

Aplikacja przeznaczona jest dla ambitnych kucharzy, rzeźników, a także szefów kuchni, którzy chcieliby uzyskać więcej informacji na wspomniany temat. Ot, taka podręczna wołowinowa encyklopedia. Znaleźć tam można amerykańskie normy IMPS, nazwy steków i odmiany, klasy jakości wołowiny, ale również podstawowe informacje, jej dotyczące. Dzięki tej aplikacji przyrządzenie dowolnego przepisu z całego ich spektrum, nie będzie stanowiło problemu. Aplikacja zawiera również filmiki instruktażowe, pokazujące jak wykroić odpowiedni kawałek mięsa na New York Strip czy T-bone. Zdecydowasnie dla ambitnych kucharzy oraz profesjonalistów, chcących poszerzyć swoją wiedzę.

3. Chef helper (4,6*)

Trzecie miejsce w zestawieniu przyznano darmowej aplikacji Chef helper (+10 000 pobrań). Jest to aplikacja o bardzo przejrzystym interfejsie, w moim odczuciu mającym nawiązywać do papierowej torby na zakupy, postawionej na kuchennym blacie. Na panelu mamy do wyboru trzy opcje: Listę zakupów, Książkę kucharską i Wyszukiwarkę przepisów.

Każda z kategorii – po jej wybraniu – daje nam trzy kolejne opcje. Na liście zakupów mamy miejsce na wpisanie produktów, ale też na notatki i przepisy. Myślę, że w tym przypadku niepotrzebnie skomplikowano prostą czynność sporządzania listy. Dużo lepiej wygląda Książka kucharskamożemy posegregować tam przepisy według trzech kategorii. Pierwszą z nich jest Kuchniamożemy odnaleźć przepisy kuchni amerykańskiej, francuskiej, greckiej, włoskiej, meksykańśkiej i tajskiej. Nie jest to zbyt szeroki wybór, pozostaje mieć nadzieję że lista ta zostanie w przyszłości rozbudowana przez twórców, lub umożliwi się to użytkownikom. Podobno Anglicy nie mają swojej prawdziwej narodowej kuchni (fasolka w sosie pomidorowym, jajka na bekonie i herbata to chyba trochę za mało), ale brak kuchni takich, jak hinduska, chińska czy japońska to już spore przewinienie. Druga możliwość to wybór według Kategorii  tj. śniadanie, deser czy przystawka. Trzecia możliwość – wybieramy danego użytkownika i widzimy zamieszczone przez niego przepisy. W Wyszukiwarce przepisów wpisujemy składnik lub nazwę dania, możemy również zaznaczyć, że żądamy wyłącznie wyników ilustrowanych fotografiami. Możemy również zawęzić wybór za pomocą dwóch przewijanych list – z kuchniami świata i kategoriami. Na plus należy zaliczyć fakt, że w tym miejscu wybór jest znacznie większy, niż wspomniane 6 kuchni – holenderska, filipińska, jamajska czy rosyjska to tylko niektóre przykłady (brak niestety kuchni polskiej). Na tej samej liście, zaprzeczając nieco logice, umieszczono również kuchnię fusion, nouvelle cuisine, wegańską czy wegetariańską. Przydatną, acz popularną funkcją są również timery – równocześnie można ustalić kilka czasów gotowania dla niezależnych produktów.

4. epicurious (3,6*)

Czwarte miejsce to darmowa aplikacja epicurious (+500.000 pobrań), której porównaniu do Chef helper, również porzeznaczonej dla amatorów, interfejs wygląda dużo bardziej zachęcająco.

Z przewijanej listy możemy wybrać jedną spośród aż 26 kategorii: Zdrowe śniadania, Weekendowy brunch, Lunche, które pokochają dzieci, Halloweenowe psikusy, Dania niskotłuszczowe, Weekendowe kolacje czy bardzo zabawne – Gotuję jak mistrz i Ledwo gotuję. Każda z kategorii po naciśnięciu rozwija nam osobną listę, z której można wybrać przepis. Można również skorzystać z wyszukiwarki przepisów, dodać danie do ulubionych czy sporządzić listę zakupów – to już bardzo sztampowe opcje. W gruncie rzeczy epicurious jest po prostu książką kucharską z ładnym interfejsem, dostosowaną oczywiście do gustów amerykańskich użytkowników.

5. AllRecipes (4,2*)

Na ostatniej pozycji w rankingu plasuje się AllRecipes z ponad milionem pobrań. Sama strona allrecipes.com rzeczywiście jest bardzo rozbudowana. Jej główną zaletą, jaką dostrzeże każdy nowy użytkownik, jest zakładka dla początkujących, która przeprowadzi nas przez proces zapoznawania się ze stroną. Ale na tym kończy się optymizm, bo ocenie ma przecież podlegać aplikacja.

Darmowa wersja aplikacji (istnieje również wersja rozszerzona Allrecipes DinnerSpinner Pro w cenie 9,46 zł) nie może zachwycać. Ale po kolei. Po włączeniu aplikacji nie mamy żadnego wprowadzenia, poza komunikatem Potrząśnij, żeby zakręcić. Świadczy to oczywiście o ogromnej prostocie samej aplikacji – praktycznie bez żadnej instrukcji jesteśmy w stanie się nią posługiwać. Możemy więc potrząsnąć telefonem aby wybrać losowe połączenie, lub zrobić to ręcznie. Mamy do wyboru trzy kategorie: Rodzaj dania, Składniki, Czas przygotowania. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to niezbyt starannie wybrane podkategorie. Przykładowo, na Rodzaj dania składają się Zupa czy Przystawka, ale też Kanapki (choć jest również Śniadanie), a nawet… Ciasteczka (mimo że istnieje kategoria Deser). Nie inaczej jest w drugiej kategorii (przykładowo wszystkie Owoce zebrane w jedna podkategorię, osobno Wołowina, Wieprzowina czy Czekolada). Tę kategorię ratuje nieco możliwość dodania swojego składnika. Ostatnia kategoria bez zarzutu – prócz określonych czasów przygotowania, możemy również wybrać Dowolny czas. Nie jest zaskoczeniem, że aplikacja nie potrafi podać nam żadnego deseru z użyciem ryby, jednak dlaczego nie działa kombinacja Ciasteczka + Makaron? Ciastka z makaronu ryżowego to przecież azjatycki przysmak… Przysłowiowym gwoździem do trumny (choć tu lepiej pasowałoby określenie włosem w zupie) jest opcja Zakręć, która sama wybiera kategorie. Szkoda tylko, że nie zawsze potrafi znaleźć przepisy z nimi związane… (wylosowała Deser + Owoce morza, a to jak najbardziej prawidłowa kombinacja – przykładem są choćby krewetki z avocado na słodko).

Poza wymienionymi w rankingu aplikacjami, są takie, które zawierają inne interesujące opcje. Dzięki Food Planner możemy zarządzać zawartością naszej spiżarni, OpenTable służy do rezerwowania stolików w restauracjach, Serious eats traktuje jedzenie na żarty, a GrubWithus pozwoli odnaleźć się w nowym miejscu zamieszkania, poprzez spożycie posiłku z nieznanymi nam osobami. Ciekawe? Bardziej interesujące jest, kiedy doczekamy się jednej superaplikacji, zbierającej wszystkie wspaniałe cechy.

* średnia ocena w Google Play