Jak ustawić animowane ikony zakładek na Facebooku?

Animowane ikony na facebooku

Jak w banalny sposób urozmaicić wygląd swojej strony na Facebooku? Okazuje się, że cover photo, awatar, aplikacje i atrakcyjne grafiki umieszczane we wpisach nie wyczerpują tematu. Możemy zwrócić uwagę odwiedzających naszą stronę także w inny sposób – poprzez animację ikon naszych zakładek. W artykule opiszemy krok po kroku, jak to zrobić.

1. W programie Adobe Photoshop tworzymy nowy obraz ustawiając rozmiar na 111 x 74 pikseli (standardowy rozmiar ikon zakładek).

2. Aby stworzyć animowaną ikonkę, tworzymy przynajmniej dwie warstwy. Na każdej z nich umieszczamy inne obrazki. Powielamy każdą z warstw kilka razy. Prędkość z jaką zmieniać się będą obrazki naszej ikony zależy od liczby warstw. Warstwy stanowią klatki naszej animacji, prędkość ich zmieniania to 12 klatek na sekundę.

3. Przy utworzeniu nowego dokumentu najprawdopodobniej została stworzona zablokowana warstwa nazwana jako: Background (Tło), która należy usunąć, zostawiając tylko warstwy stworzone przez nas.

4. Zapisujemy plik z rozszerzeniem PSD.

5. Na Osi czasu wybieramy zakładkę, której ikonę chcemy zmienić (Edytuj ustawienia à Zmień). Facebook informuje, że można umieszczać jedynie pliki w formatach JPG, GIF lub PNG, jednak jak się okazuje możliwe jest wgranie również pliku PSD.

7. Po umieszczeniu pliku widzimy animowaną ikonę zakładki.

Przykład: https://www.facebook.com/VolkswagenPolska

 

UPDATE:

Facebook kilkanaście dni po oblikowaniu naszego tekstu niestety zablokował możliwość uploadowania plików PSD. 

Content marketing przyciąga konsumentów

Content marketing

Artykuł ukazał się w Marketingu w Praktyce (12/2012 – grudzień)

Użytkownicy powinni chcieć rozmawiać na serwowane tematy – komentować, dyskutować na forum, wysyłać e-maile. Nadmierna informacja o marce jest zbędna.

Branded content – najgorętszy dziś termin w marketingu A.D. 2012. Jego ranga jest już tak duża, że na ostatnim festiwalu reklamy w Cannes po raz pierwszy przyznano nagrody w kategorii Branded Content & Entertainment. Czym tak naprawdę jest, jakie są jego główne zalety i dlaczego powinniśmy zaimplementować go do własnej strategii komunikacji w internecie?

Branded content to działania mające na celu raczej przedstawienie wartości reprezentowanych przez markę i zbudowanie zaufania, aniżeli bezpośrednie promowanie produktów czy usług i konwertowanie użytkowników na klientów. Blogi, podcasty, e-booki, infografiki, przewodniki, filmy, aplikacje mobilne, książki, gry wideo. W zależności od celów i budżetu możemy oferować odbiorcom pożądane przez nich treści w różnej formie. Pamiętać tutaj należy, że tworząc markowy przekaz, jesteśmy bardziej wydawcami aniżeli reklamodawcami. Jakie są z tym związane konsekwencje? Będąc wydawcą, trzeba bardziej dbać o to, aby nasz przekaz był atrakcyjny i niósł realną korzyść dla klientów. W przeciwnym razie użytkownicy mogą nigdy do nas nie wrócić. W pierwszej kolejności należy jednak przyciągnąć ich uwagę. W tym celu, zamiast skupiać się na marce, powinniśmy zwrócić uwagę na ich potrzeby.

Marketing XXI wieku

Branded content łączy rozrywkę z reklamą, przekazując tę drugą w sposób, który jest akceptowany, wręcz pożądany przez konsumentów. Absolutnym mistrzem w tej kategorii jest Red Bull, który oferując odbiorcom dobrą jakościowo treść, na dodatek wpisującą się idealnie w wartości marki, wzbudza emocje i sprawia, że użytkownicy chcą dzielić się nią z innymi. Skok Felixa Baumgartnera jest najlepszym ukonorowaniem wieloletnich działań marki w zakresie content marketingu. Jednak to nie treść jest tutaj królem, lecz korzyść niesiona klientom przez nią samą. I nie trzeba wcale dysponować wielomilionowym budżetem, żeby wzbudzić zainteresowanie. Koncern Johnson & Johnson, oferujący m.in. artykuły dla niemowląt, stworzył strony babycenter.com, baby.compregnancy.com. Są to miejsca, gdzie można dowiedzieć się niemal wszystkiego o ciąży i wychowaniu dzieci aż do 9. roku życia. Po co to zrobiono? Na stronie skupiona jest społeczność mam i kobiet w ciąży – potencjalnych klientek, z którymi można nawiązać relacje. Doświadczenie z przekazem firmy jest dodatkowo pogłębione dzięki aplikacjom mobilnym, a firma skutecznie wykorzystuje także social media, skupiając na Facebooku prawie 800 tys. fanów. Warto zwrócić uwagę, jak mało jest na stronie informacji bezpośrednio o samej marce czy jej produktach. To nie ona ma tutaj odgrywać najważniejszą rolę, a właśnie wartości, z którymi chętnie utożsamiają się młode mamy.

Ekosystem marki

W Polsce tak spektakularne działania należą cały czas do rzadkości. Warto jednak zwrócić uwagę na ciekawy projekt oparty na branded content realizowany od jakiegoś czasu przez Knorra. Marka jest sponsorem portalu przepisy.pl oraz całej jego nadbudowy (profilu na Facebooku, kanału na YouTube, aplikacji mobilnej). Główną platformą gromadzącą treści jest rozbudowany, lecz bardzo intuicyjny w użytkowaniu serwis, na którym znaleźć można przepisy w formie tekstowej i wideo, ciekawe artykuły czy porady, np. „ABC Gotowania”. Użytkownik ma możliwość założenia konta w serwisie, dodawania własnych przepisów, komentowania, tworzenia list zakupów czy zapisania się do newslettera. Dzięki połączeniu z Facebookiem jego aktywność widoczna jest również na osi czasu. Marka współpracuje także z blogerami kulinarnymi, rozszerzając tym samym zasięg swojej komunikacji.

Sądząc tylko po liczbach, śmiało można stwierdzić, że takie działania są bardzo efektywne. Strona na Facebooku skupia 281 tys. fanów, a więcej treści generowanej jest na niej przez samych użytkowników niż przez markę. Wszystkie filmy zamieszczone na YouTube zostały wyświetlone ponad 5 mln razy, a aplikacja mobilna w ostatnim miesiącu miała od 50 tys. do 100 tys. instalacji.

Buduj zaufanie, nie sprzedawaj

Aby treść tworzona przez marki pozwalała realizować zakładane cele, musi spełniać kilka istotnych warunków. Przede wszystkim ma się wyróżniać spośród komunikacji innych konkurencyjnych marek. Dobry kontent to taki, którego szukają sami użytkownicy, powinien więc wzbudzać emocje i koncentrować się na pragnieniach, motywacjach, zainteresowaniach i potrzebach naszej grupy docelowej. Swoją treścią należy odpowiadać na problemy klientów, co pozwoli zbudować zaufanie i lojalność do firmy. Użytkownicy powinni chcieć rozmawiać na serwowane tematy – komentować, dyskutować na forum, wysyłać e-maile. Nadmierna informacja o marce jest zbędna. Klienci sami bardzo szybko dostrzegą korzyść, jaką otrzymują od organizacji, i odwdzięczą się przy pierwszej możliwej okazji. Dzięki marketingowi treści łatwiej jest budować i pielęgnować relacje z odbiorcami, a także gromadzić wokół marki społeczność, a nawet ambasadorów.

Skuteczniejsza dystrybucja

Najważniejszymi dla marketerów zaletami social mediów są zasięg, wirusowość i możliwość interakcji. Warto to wykorzystać do rozprzestrzeniania naszego kontentu. Możemy w tym celu użyć najpopularniejszych mediów społecznościowych, takich jak Facebook, YouTube oraz tych, które mogą skupiać naszą grupę docelową. Jeśli zapewnimy odbiorcom ciekawe informacje, chętniej będą chcieli dzielić się nimi ze swoimi znajomymi. Nie trzeba będzie nawet ich o to prosić – atrakcyjny materiał broni się sam.

Kolejną ważną cechą social mediów jest możliwość łatwego tworzenia treści (w tym treści o marce) przez samych użytkowników. Wystarczy tylko dać im do tego powód i odpowiednie miejsce (takie, jak dedykowany serwis społecznościowy czy aplikacja konkursowa). Oprócz dystrybucji w społecznościówkach content marketing zapewni także lepszą widoczność w wyszukiwarce.

Mierz, optymalizuj i reaguj na zmiany

Bez odpowiedniego pomiaru nie jesteśmy w stanie ocenić, czy nasze działania przynoszą pozytywne rezultaty. Jak zatem mierzyć efektywność działań związanych z marketingiem treści? Przede wszystkim należy ustalić KPI (kluczowe wskaźniki efektywności). W social mediach mogą to być: zasięg (np. liczba odwiedzin strony, liczba odsłon stron, liczba unikalnych użytkowników na stronie i takich, do których udało się dotrzeć z przekazem) oraz zaangażowanie (np. liczba komentarzy, udostępnień, kliknięć „Lubię to!”, wysłania zaproszeń, wzięcia udziału w konkursie, oddanych głosów, liczba instalacji aplikacji). Oferując odbiorcom własne treści w postaci bloga z poradami czy serwisu społecznościowego, jesteśmy w stanie łatwo dowiedzieć się, które tematy są dla nich najbardziej interesujące. Analizując zachowanie użytkowników na stronie czy słowa kluczowe, po których trafili na nią z wyszukiwarki, możemy zyskać bezcenne dane na temat popularności danych tematów czy kategorii (filmy, grafiki, przewodniki, tekst) informacji. Branded content daje możliwość eksperymentowania z różnymi kanałami oraz wybór tych, które są najbardziej efektywne dla firmy oraz najbardziej pożądane dla klientów.

Luksusowo w social media

Luksusowo w social media

Profile marek biżuteryjnych pokazują, że Facebook może być nie tylko pełen zabawnego contentu, ale też klasy i elegancji. Regularna komunikacja, połączona z ekskluzywnymi materiałami sprawia, że luksusowe profile otwierają drzwi do wyjątkowego świata, pozwalając fanom stać się jego częścią.

Jak to się robi na świecie?

Portal socialbakers.com stworzył ranking marek z branży Biżuteria/Zegarki. W top ten rankingu znalazły się takie firmy, jak Tiffany & Co., Swarovski, Cartier czy Pandora. Trzy marki, które znalazły się na szczycie rankingu, są oceniane przez fanów na piątkę   (za pomoca aplikacji Socialbakers.com). Liczba fanów tych profili waha się od +3 000 000 do + 2 000 000. Tiffany & Co. ma najwyższy wskaźnik Engagemnet Rate , z kolei że najwięcej osób mówi o marce Swatch (wskaźnik PTA ). Te wyniki powinny być odzwierciedleniem silnego zaangażowania marek – czy tak jest w rzeczywistości? Prześledźmy pierwszą trójkę.

Zwycięzcą rankingu jest marka Tiffany & Co., obchodząca w tym roku 175-lecie swojej działalności. Czy z tej okazji firma przygotowała dla fanów niespodzianki, których zapowiedzią jest cover photo? Rzeczywiście, oprócz standardowych zakładek jak lokalizacja czy wideo, na profilu Tiffany & Co. znajdziemy… prawdziwą miłość. Zakładka „True love” to panel zawierający funkcjonalności takie, jak miłosne historie, galeria uczuciowych zdjęć, ekskluzywne wywiady czy miłosne wskazówki. Zakładka jest połączona z dedykowanym landing page’em.

Czym byłoby to wszystko, gdyby nie możliwość zaangażowania się w całą akcję? Fani mają możliwość podzielenia się swoją miłością, poprzez otagowanie serduszek na specjalnej mapie. Zakładka, landing page i cały profil podane są w atrakcyjnej oprawie graficznej – pastelowe barwy i wysmakowane  zdjęcia korespondują ze sobą, tworząc jednolitą całość, a cała szata graficzna dedykowana jest kobietom.

Firma przygotowała również coś dla tych, którzy są ciekawi jej historii. Zamiast jednak podawać suche fakty, postawiła na kamienie milowe wraz z dedykowanymi grafikami. Dodatkowo, wśród komunikatów na fan page’u znajdują się nie tylko te o biżuterii, ale również takie o dodatkowej linii produktów projektowanych przez firmę. Marka pokazuje swoją działalność umieszczając ekskluzywną zawartość, np. zdjęcia z warsztatu jubilerskiego. Komunikaty są przy tym krótkie i bezosobowe, tworząc wrażenie elegancji.

Drugie miejsce w rankingu zajmuje firma Swarovski, która znacznie odważniej podchodzi do swojego wizerunku, próbując połączyć wysmakowany styl i nowoczesność (vide cover photo, które jest swoistą wizytówką marki dla każdego nowo przybyłego fana). Timeline Swarovskiego sporządzony jest bardzo szczegółowo, a firma zdecydowanie ma powody do dumy – jej biżuterię i stroje wysadzane kryształkami nosiły m.in. Marlena Dietrich, Marilyn Monroe, a współcześnie m.in. Elton John i Rihanna. Taka personalizacja produktów przenosi fanów do niedostępnego świata celebrytów, łącząc w sobie równocześnie działania offline i online).

Swarovski angażuje się także w nietypowe działania, jak projekt Swarovski Entertainment, pod szyldem którego produkuje i finansuje filmy – w ten sposób wyróżnia się spośród luksusowych marek. Dzięki zakładce Atelier Swarovski odkrywa zaś przed fanami serce firmy, dając możliwość dokładnego poznania jej produktów i historii atelier. Na fan page’u widoczne jest również to, że marka dociera do fanów wieloma kanałami – poprzez YouTube, Pinterest czy Instagram. Firma odważnie i pomysłowo łączy działania offline i online, na przykład dając fanom dostęp do ekskluzywnych materiałów dzięki… znalezieniu kryształków, ukrytych w nowojorskich i paryskich butikach. Ciekawe pomysły na wykorzystanie zakładek idą w parze z interesującym contentem – nowości w kolekcji, pokazy mody „od kuchni”, stypendia dla najzdolniejszych – Swarovski nie tylko zwraca się bezpośrednio do fanów na profilu, ale komunikuje się z nimi również offline.

Ostatnie miejsce na podium zajmuje Swatch – firma, której domeną są zegarki i biżuteria, wydaje się jednak być najsilniej kojarzona z tymi pierwszymi. Swatch odróżnia się od pozostałych liderów stosunkowo krótką, bo trzydziestoletnią historią. Na profilu marki można zauważyć szwajcarską precyzję – charakteryzują go prostota i dopracowane grafiki – jest dość surowy, ale równocześnie elegancki. Zaangażowanie fanów zdobywa poprzez ciekawe konkursy np. Video contest  czy Swatch Art Rules Design . Marka jest również widoczna w świecie sportu, wspierając zawodników i imprezy w sportach ekstremalnych oraz w siatkówce plażowej. Takie działania marki fani mogą śledzić w zakładce Swatch PROTEAM.

Swatch stara się przyciągnąć fanów różnorodnym contentem. Na profilu znajdziemy więc zdjęcia ekskluzywnych projektów, ciekawe akcje reklamowe, a także zdjęcia zza kulis i (w przypadku polskiej części fan page’u) materiały o bohaterach popularnego serialu Rodzinka.pl. Jako jedyny z branych pod uwagę profili połączył lokalne strony w jedną globalną , która prezentuje inne treści, w zależności od lokalizacji. Spersonalizowana treść z pewnością ma większą szanse dotarcia do fanów, sprawiając wrażenie bliskości marki. Dlatego Swatch może poszczycić się największym wskaźnikiem liczby osób, które "mówią" o marce.

Jak to się robi w Polsce?

Najstarszą marką jubilerską w Polsce jest W.KRUK – pod względem swojej długiej obecności na rynku może się równać z Tiffany & Co. Czy jest również liderem w dziedzinie ciekawych rozwiązań? Ideą marki jest połączenie klasy i nowoczesności i rzeczywiście – wygląd profilu odpowiada tej misji; można znaleźć na nim gustowne zdjęcia, utrzymane w ryzach elegancji i nawiązujące do aktualnej tematyki.

Oprócz tego W.KRUK oferuje swoim fanom Katalog Ślubny Online, który przenosi poszukiwania z salonu do Internetu, ułatwiając je. Dzięki uczestnictwie w quizie Wygraj brylanty można zdobyć cenne nagrody. Ponadto – z okazji zbliżających się Świąt marka daje fanom możliwość wysłania życzeń do najbliższych, ale też idzie o krok dalej – do niektórych życzeń dołączy prezenty ze świątecznej kolekcji. W.KRUK pokazuje w ten sposób zrozumienie dla połączenia działań offline i online. Firma wykorzystuje także znane twarze i aktualne wydarzenia ze świata kultury – w przypadku promocji zegarków Omega był to wizerunek Daniela Craiga i film Skyfall.

Na profilu marki pojawiają się głównie informacje o nowych kolekcjach, aktualnych promocjach czy nowo otwartych salonach, a także sesjach zdjęciowych z użyciem biżuterii W.KRUK – pod tym względem firma plasuje się więc na średnim poziomie, zgrabnie wpisując się w normę. Komunikacja jest regularna, jednak fani nie otrzymują wyjątkowo ekskluzywnej zawartości, która mogłaby iść w parze z wizerunkiem marki.

Kolejną polską marką, którą wzięliśmy pod uwagę jest Apart. Firma dopiero raczkuje jeśli chodzi o obecność na rynku, jednak jest niekwestionowanym liderem w dziedzinie wyników finansowych czy liczby salonów. Czy te dane i misja firmy: Z miłości do piękna znajdują odzwierciedlenie na profilu?

Na swoim profilu Apart umieścił najważniejsze momenty w swojej historii od założenia, przez świętowanie 25-lecia, do inauguracji kolekcji Diamant Mon Amour. Szkoda jednak, że marka nie dba o to, by dane były aktualizowane. Wizerunek starają się ocieplić ambasadorzy marki – Anja Rubik i Sasha Knežević. Modelka i model, prywatnie będący małżeństwem, z pewnością swoim wizerunkiem wpisują się w idee marki.

Ponadto firma uczestniczy w różnych eventach – przeznaczyła biżuterię na charytatywna aukcje, a także zasponsorowała główna nagrodę w programie Mam talent. Na tych ocieplających wizerunek akcentach właściwie kończy się miłość do piękna na fan page’u Apart, z pewnością nie można tu również mówić o zbytniej innowacyjności; brakuje ciekawych zakładek czy aplikacji konkursowych. Ten fakt z pewnością rozczarowuje i pokazuje brak zaangażowania firmy w social media.

YES na swoim fan page’u obiecuje fanom: możemy zdradzić kilka sekretów, dzięki którym powstaje wyjątkowa biżuteria. Na początek możemy oczekiwać poznania tajemnicy historii marki – zmian w jej logotypie, współpracujących z nią projektantów i modelek. Firma czyni to jednak ze znacznie mniejszym rozmachem, niż jej konkurenci i pod tym względem wypada poniżej przeciętnej, oferując lakoniczne komunikaty i nieatrakcyjne grafiki. Dużo lepiej prezentuje się wygląd samego fan page’a, który wykorzystuje wizerunek ambasadorki marki – Magdy Frąckowiak, a także zimowe motywy, bazując na atrakcyjności i aktualności komunikatu.

YES oferuje fanom wiele atrakcji, uporządkowanych w estetycznych zakładkach. Zdjęcia i newsletter to pewnego rodzaju standard (choć – jak wspomniałam – po przejrzeniu profilu Apart można odnieść inne wrażenie). Do tego pojawia się aktualny motyw Zaprojektuj kartkę, który oferuje wiele funkcjonalności. To jednak dopiero początek. Zakładka YESIsMyBless przeniesie nas do bloga pełnego inspiracji, w aplikacji Rings można wygrać pierścionki YES Ring Collection, a zwyciężczyni konkursu Twój ideał otrzyma Diament Idealny YES, warty 40 000 złotych. Oprócz tego marka udziela się aktywnie na innych portalach. Wyróżnia ją to, że na Facebooku posiada jeszcze jedną podstronę: YES galeria sztuki. To ciekawe nawiązanie do idei firmy, a także szykowne połączenie z tematyką świata sztuki, którym marka komunikuje swoją wszechstronność.

Oprócz rodzimych firm, spośród których najwięcej oferuje fanom YES, na uwagę zasługują również dwie ekskluzywne marki, które zdobywają uwagę polskich fanów. Mowa o Pandorze (Dania) i TOUS (Hiszpania).

Pierwsza z nich – Pandora, to marka która zgromadziła na swoim polskim profilu ponad 30 000 fanów. Idea marki to zatrzymanie wyjątkowych chwil:

„Każda kobieta ma w swoim życiu chwile, które, chciałaby, aby trwały wiecznie. PANDORA znalazła sposób by zatrzymać je na zawsze…”

Pandorze nie udało się niestety do tej pory zatrzymać wyjątkowych chwil na Facebooku – jej timeline zdecydowanie potrzebuje dopracowania, aby klasa firmy znalazła odzwierciedlenie także w tym miejscu. Z pewnością pomogłyby tutaj dedykowane grafiki. Ten brak rekompensują inne atrakcje – Pandora postawiła na aktualny temat – Święta. Dzięki nowej aplikacji nie tylko można stworzyć swój wymarzony zestaw luksusowej biżuterii, ale także wygrać go w konkursie i zapewnić sobie Niezapomniane Święta.

Przy dalszej dbałości o aktualność tematów i ekskluzywne konkursy Pandora może wyprzedzić konkurencję.

Ostatnią ciekawą marką, na którą musi zwrócić uwagę każda miłośniczka luksusu, jest TOUS – firma z charakterystycznym logo w kształcie misia. Niestety na profilu TOUS nie znajdziemy wizualizacji kamieni milowych, a jedynie zapis historii – w tym aspekcie z pewnością należałoby unowocześnić stronę.

Ambasadorką marki jest Małgosia Socha, która uważana jest za ikonę stylu – w lutym 2012 wygrała plebiscyt Viva! Najpiękniejsi w kategorii Najpiękniejsza Polka. Małgosia jest także ciepłą osobą, która chętnie bierze udział w akcjach charytatywnych. To wszystko sprawia, marka jest postrzegana jako luksusowa, a równocześnie pielęgnującą szlachetne idee. Poza tym biżuterię i ekskluzywne akcesoria tej marki chętnie wybierają celebrytki, co znajduje odzwierciedlenie na jej fan page’u. Mimo tego marka nie zapomina o blogerkach modowych, które ustalają trendy w internecie – współpracuje z nimi, a sesje publikowane są na profilu. Intrygująca historia TOUS, marki która podkreśla rodzinne wartości na każdym kroku, jest sporym atutem. Marka ma też świeże pomysły, a jej twarzą na świecie były m.in. Kylie Minogue czy Jeniifer Lopez. Umiejętnie wykorzystane wyróżniki marki, przy dalszej dbałości o ciekawy content, mogą być kartą przetargową, a TOUS – niespodzianką dla fanów i czarnym koniem naszego zestawienia.

Oprócz haseł, kojarzących się z elegancją, odpowiedniego designu i komunikacji na wysokim poziomie trzeba znaleźć coś, co wyróżni markę z natłoku innych, oferujących podobny asortyment. Firmy, które dopiero zdobywają popularność na polskim rynku, posiadają cztęsto niezwykły potencjał. Zdarza się, że nie mają go natomiast giganci tacy, jak Apart, bazujący wyłącznie na rozpoznawalności swojej ambasadorki. Traktując social media po macoszemu z pewnością nie można liczyć na duży oddźwięk ze strony fanów. Jak mówi przysłowie: Nie wszystko złoto co się świeci.

Nowoczesność w służbie kampanii wyborczej (USA 2012)

Kampania prezydencka USA

Kiedy Ameryka wybierała prezydenta, niemal cały świat spoglądał w jej stronę. Robiliśmy to również my. Ze szczególną uwagą obserwowaliśmy to, w jaki sposób używano w trakcie tej politycznej bitwy na najwyższym szczeblu mediów społecznościowych oraz najnowszych technologii. Nadszedł czas na podsumowanie.

Pisaliśmy już o tym, że w 2008 roku Barack Obama wprowadził nową jakość do kampanii wyborczej, prowadząc ją m.in. za pośrednictwem Social Media. Wiele się jednak od tego czasu zmieniło. Dzisiaj wirtualna przestrzeń zajmuje o wiele ważniejsze miejsce w naszej codzienności. Działania za pomocą internetu nie są już ekstra dodatkiem do kampanii wyborczej – ale koniecznością. Nic dziwnego, że obaj kandydaci na prezydenta próbowali dotrzeć do potencjalnych wyborców za pomocą wielu kanałów społecznościowych. Ponadto z pełnym impetem weszli w erę mobile. Czy z sukcesem?

Sztaby wyborcze obu kandydatów zainwestowały miliony dolarów m.in. w systemy, które miały przechylić szalę zwycięstwa na ich stronę. Flagowym okrętem sztabu Mitt’a Romney’a został Project Orca, dzięki któremu doradcy kandydata mieli w dniu wyborów na bieżąco śledzić sytuację w lokalach wyborczych. Założenie było proste: armia tysięcy przeszkolonych wolontariusz uzbrojona w smartfony monitoruje  sytuację w kluczowych stanach i dzięki specjalnej aplikacji, na bieżąco przesyła raport do sztabu Romneya w Bostonie. Tam 800 wyposażonych w telefony i komputery osób koordynuje terenowe siły i w  przypadku gdy w danym regionie frekwencja republikańskich wyborców jest nie wystarczająca, przydziela wsparcie wolontariuszy.

W dniu wyborów okazało się jednak, że „Orka leży na plaży i zdycha”, jak wyrazić się miał jeden z republikańskich sztabowców. Klęska okazała się tym bardziej dotkliwa, że niepowodzenie Orki mogło zaważyć na losie wyborów. Sztab Romney'a niemal do końca był przekonany o przewadze w tej największej z bitew na froncie amerykańskiej polityki. Cóż takiego wydarzyło się, że system, na który tak bardzo liczono poniósł wyjątkowo spektakularną porażkę? Zawiodła technologia – aplikacja okazała się niedostatecznie przetestowana, a cały system koło godziny 16:00 przestał działać całkowicie. Sztabowcy republikańskiego kandydata zostali więc z niczym i opierali się m.in. na danych podawanych przez CNN oraz własnych przypuszczeniach. Zawiódł także czynnik ludzki – wolontariusze nie zostali wystarczająco przeszkoleni, a materiały informacyjne odpowiednio przygotowane. Wielu z nich, na skutek braku odpowiednich dokumentów, nie zostało w ogóle dopuszczonych do lokali wyborczych.

Podobny system przygotowany przez sztab Baracka Obamy działał bez zarzutu. Bezcenne okazało się doświadczenie z 2008 r., kiedy przygotowano jego pierwszą wersję. Również ona wtedy zawiodła i przestała działać w kluczowym momencie. Tym razem było jednak inaczej. Internetowy system koordynacji wolontariuszy Dashboard  jest nową wersją serwisu mybarackObama.com i pozwolił sztabowcom Obamy na śledzenie w czasie rzeczywistym sytuacji w trakcie kampanii oraz wyborów. Został on zintegrowany z odświeżaną na żywo bazą danych wyborców, poza tym przypominał nieco Facebooka – zalogowany użytkownik mógł m.in. dołączyć do grupy wolontariuszy z danej okolicy, stworzyć wydarzenie oraz śledzić stream aktywności znajomych. System posiadał także wersję mobilną ułatwiającą pracę w terenie.

Polska rzeczywistość jest od amerykańskiej diametralnie inna. Inna jest ordynacja, inny styl działania nie wszystkie rozwiązania zza Oceanu będą więc przydatne. Truizmem jest jednak stwierdzenie, że nowoczesność coraz śmielej wkracza w naszą przestrzeń polityczną. Jak myślicie, jak będą w Polsce wyglądały przyszłe kampanie i jakie będzie miejsce agencji interaktywnych w ich trakcie?

#Sport i social media

Sport i social media

W ostatnim czasie, w związku z coraz powszechniejszym dostępem do internetu i urządzeń mobilnych, znaczenia nabiera zjawisko zwane e-kibicowaniem. W wielkim skrócie e-kibic, to osoba, która wykorzystuje nowoczesne technologie do pogłębiania swoich sportowych zainteresowań. Do głównych aspektów tego zjawiska zaliczyć można poszukiwanie informacji wokół widowisk sportowych oraz oglądanie wydarzeń na tzw. „dwa ekrany”.

Poszukiwanie informacji

Kibice już dawno porzucili tradycyjne media w poszukiwaniu newsów na temat swoich ulubionych drużyn, zawodników, czy wydarzeń sportowych. Na znaczeniu tracą też portale, czy serwisy tematyczne. Wolimy śledzić treści agregowane przez najpopularniejsze media społecznościowe, które serwują nam informacje z ulubionych źródeł oraz znajomych w jednym miejscu. Jak pokazują dane GR Marketing, aż 81 procent kibiców w Stanach Zjednoczonych jako główne źródło informacji o sporcie czerpie z Facebooka i Twittera, a 40 procent ze stron internetowych.  Tradycyjne media wskazało znacznie mniej osób – telewizję 13 procent, a radio tylko 4 procent. Jak pokazuje raport Socialbakers.com, to właśnie sport jest też najbardziej popularną kategorią stron na Facebooku pod względem średniej liczby fanów (prawie 1,7 mln), wyprzedzając branże modową, FMCG, czy nawet rozrywkową.

Mecz na dwa ekrany

Zmienia się nasz sposób oglądania widowisk sportowych. Nie chcemy być biernymi odbiorcami obserwowanych wydarzeń. Ludzie mają naturalną skłonność do dzielenia się emocjami i opiniami. Nie wystarcza już rozmowa z kumplami w pubie i wspólne przeżywanie. Social media są doskonałym kanałem pozwalającym na współuczestniczenie w ramach odbywającego się meczu, czy innej sportowej imprezy. Jak wynika z danych KT Tape, aż 83 procent kibiców w USA, śledzi i komentuje sportowe rozgrywki na żywo dzięki serwisom społecznościowym, a 63 procent robi to przy użyciu urządzeń mobilnych, będąc na stadionie, czy w hali.

O sile zjawiska świadczy fakt, że spośród 16 wydarzeń, które były najczęściej komentowane na Twitterze (pod względem liczby przesłanych tweetów), aż 6 dotyczy sportu. Żeby przybliżyć skalę, wystarczy wspomnieć, że finałowy mecz EURO 2012 Hiszpania – Włochy, to aż 15 358 tweetów na sekundę, a ostatnie minuty Super Bowl XVLI – 10 245 tweetów.

Zjawisko jest też widoczne coraz bardziej w Polsce, zwłaszcza przy okazji ważnych sportowych wydarzeń. Wystarczy wziąć pod uwagę, chociażby Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Bardzo ciekawy raport, przygotowany przez Brand24 pokazuje m.in. liczbę, czas, wydźwięk emocjonalny, miejsca i sposób zamieszczania treści związanych z turniejem w mediach społecznościowych.

Kolejny przykład jest sprzed kilku dni. TVN24 wykorzystał Twittera do zbierania opinii internautów na temat wyborów nowego prezesa PZPN. Stacja publikowała najciekawsze tweety, które opatrzone były hashtagiem #PZPNwybiera. Pasek na ekranie telewizora z listą najpopularniejszych wpisów w mediach społecznościowych komentujących dane wydarzenie, czy możliwość przełączenia się do ekranu najciekawszych memów (patrz mecz Polska – Anglia), to pewnie jedne z bardziej podstawowych nowinek jakie czekają nas wkrótce. Wydaje się, że w przyszłości widzowie będą mieli spore możliwości wyboru, odnośnie tego, jak chcą odbierać widowiska sportowe dzięki telewizji internetowej.

Łakomy kąsek dla marek

Jak pokazało badanie TNS Polska i NK.pl oczekiwania oraz aspiracje grupy konsumenckiej skupiającej e-kibiców są nieco wyższe niż przeciętnie. To statystycznie nieco młodsza, bardziej zamożna, lepiej wykształcona, bardziej otwarta i chętna do wymiany opinii i emocji grupa od „zwykłych” kibiców. Sprawia to, że są oni bardziej atrakcyjni dla marek. Jak zatem najlepiej wykorzystać nowe media w dotarciu do tych osób?

Kibice kochają rywalizację

Według ogólnie przyjętej definicji, grywalizacja to wykorzystanie mechaniki znanej z gier do modyfikowania zachowań ludzi w sytuacjach niebędących grami, w celu zwiększenia ich zaangażowania. Technikę tę można skutecznie wykorzystać m.in. w marketingu, a w przypadku organizacji związanych ze sportem jest to tym łatwiejsze, że ciężko chyba znaleźć grupę, która bardziej kocha rywalizację niż kibice.

Przykładami działań, które zachęcają do rywalizacji i angażują odbiorców, są np. konkursy na Facebooku, gdzie należy wytypować wyniki meczów, udzielić odpowiedzi na pytania związane z drużyną, czy zawodnikami. Są to także bardziej zaawansowane gry społecznościowe, czy aplikacje, w których wcielamy się w postać menedżera drużyny sportowej i rywalizujemy z innymi użytkownikami. Poza Facebookiem świetną zabawę gwarantują aplikacje mobilne, takie jak OneUpPrePlayFanCake, czy Football Meister, dzięki którym możemy przewidywać przebieg wydarzeń na boisku i otrzymywać za to punkty i odznaki. Aplikacje są zsynchronizowane z transmisją telewizyjną meczu, więc można typować na bieżąco, co wzmaga tylko emocje. Co ważne, oprócz świetnej zabawy i zdobywania odznak i wirtualnych trofeów, można wygrywać także realne nagrody od partnerów i sponsorów.

[youtube]zUNFWXvrmpA[/youtube]

Sportowcy bliżej fanów

Social media pozwalają skracać dystans między sportowcami, a kibicami. To wielkie gwiazdy przyciągają ludzi na stadiony. Największe osobistości sportu mają w kontrakty wpisaną aktywność na Twitterze, czy Facebooku. Posty Cristiano Ronaldo, Loe Messiego, czy Kaki, śledzi od kilkunastu do kilkudziesięciu milionów osób na całym świecie. Dzięki Google+ i funkcji Hangouts, czyli „Spotkań na żywo”, można zorganizować rozmowy online ze sportowcami, tak jak robił to przed EURO2012, PZPN na stronie Łączy nas piłka. Daje to kibicom możliwość niemal bezpośredniego obcowania ze swoimi ulubieńcami i zadawanie im interesujących ich pytań. Z kolei aplikacje takie jak Tout pozwalają na szybkie umieszczanie krótkich filmów zrobionych smarfonem w wybranych serwisach społecznościowych. Sportowcy, czy osoby obsługujące organizacje sportowe w social media, mogą za pomocą kilku kliknięć udostępniać dzięki nim, np. krótkie fragmenty treningów, przedmeczowych odpraw, czy wyjazdów na zgrupowania.

Geolokalizacja

Dzięki wykorzystaniu geolokalizacji zyskać mogą zarówno marki, jak i klienci. Ci pierwsi dostają cenną informację o położeniu swoich obecnych i potencjalnych klientów, a dzięki takim narzędziom jak foursquare, czy Yelp mogą organizować promocje i zdobywać dzięki temu rekomendacje użytkowników oraz lojalizować klientów. Fani mogą otrzymać w zamian specjalne oferty i zniżki. Bardziej zaawansowanym narzędziem bazującym na geolokalizacji, jest m.in. stadium VIP. Aplikacja mobilna pozwala na zamawianie napojów i jedzenia bezpośrednio na stadionie, bez konieczności ruszania się z miejsca (usługodawca sam dostarczy nam zamówienie na miejsce).

Zbieranie insightów                     

Media społecznościowe są doskonałym narzędziem do zbierania insightów konsumenckich. Serwisy takie jak Facebook, Twitter, Pinterest, czy Google+ generują sporą liczbę danych o użytkownikach.  To właśnie gromadzenie opinii, sugestii, informacji o zainteresowaniach społeczności pozwala skuteczniej modyfikować nasze działania i strategię marketingową, aby czerpać z nich większe zyski. Do zbierania opinii internautów pomocne są specjalne narzędzia, takie jak Wayin, czy ankiety konsumenckie Google. Te drugie dostępne są, póki co dla firm ze Stanów Zjednoczonych.

Najlepsze z najlepszych

Serwis The Next Web wyróżnił w maju organizacje sportowe, które wzorowo wykorzystują poszczególne platformy społecznościowe do własnej promocji. Na liście znaleźli się:

Chicago Bulls – Bulls Connect, to platforma, która łączy w jednym miejscu fanów drużyny z całego świata i pozwala im na wymianę opinii, komentarzy, zdjęć, czy filmów. Można prowadzić własnego bloga oraz dołączać do poszczególnych grup. Rejestracja przebiega w ciągu kilku sekund za pomocą Facebook Connect.

McLaren – Twitter. Profil teamu Formuły 1 na Twitterze jest miejscem, w którym publikowane są informacje zarówno oficjalne, jak i mniej formalne. Dużą zaletą dla fanów są newsy ze stajni Jensona Buttona i Lewisa Hamiltona „z pierwszej” ręki, o których dowiadują się szybciej od pozostałych osób.

FC Barcelona – Facebook. Strona Barcy na Facebooku skupia ponad 36 mln fanów, a wpisy są umieszczane w trzech językach (angielskim, katalońskim i hiszpańskim). Dużą zaletą jest atrakcyjny wizualnie kontent i spora liczba angażujących aplikacji.

Dallas Cowboys – Google+. Jedna z czołowych drużyn NFL (amerykańskiej ligi futbolu amerykańskiego) słynie z wykorzystywania nowych mediów w komunikacji z fanami. Jako jedna pierwszych w ubiegłym roku przeprowadziła na Google+ tzw. Hangout, czyli spotkanie na żywo z 9 fanami drużyny z zawodnikiem DeMarcusem Ware.

Boston Celtics – Instagram. 17 krotni mistrzowie NBA byli pierwszą profesjonalną organizacją sportową, która postanowiła skorzystać z Instagrama i dzięki umieszczaniu ekskluzywnych i efektownych zdjęć z meczów, treningów, czy z szatni, dociera do 280 tysięcy swoich zwolenników na całym świecie, niezależnie od miejsca, gdzie aktualnie się znajdują. 

Pittsburgh Penguins – Pinterest. Aby przyciągnąć większą liczbę przedstawicielek płci pięknej, marketerzy drużyny NHL korzystają z Pinteresta. Oprócz contentu typowo sportowego, na profilu drużyny znaleźć można także obrazki skierowane do głównej grupy docelowej, aktywnej w tym serwisie, a więc kobiet. Nazwy tablic A Great Snack for HockeyWedding on IceBeyond the Rink, czy Penguins Art, mówią same za siebie.

Chelsea Londyn – YouTube. Oficjalny kanał tegorocznego zwycięzcy Ligi Mistrzów jest rozszerzeniem płatnej telewizji Chelsea TV i gromadzi 140 tysięcy widzów. Ekskluzywne materiały wideo, takie jak np. wywiad z Fernando Torresem tuż po podpisaniu przez niego kontraktu z klubem, cieszą się sporym zainteresowaniem fanów.

Na sam koniec zapraszam do obejrzenia case study świetnej kampanii, która zdobyła w tym roku nagrodę Złotego Lwa na Międzynarodowym Festiwalu Reklamy w Cannes w kategorii Branded Content & Entertainment.

[youtube]etmzOOtNCIk[/youtube]

Znacie inne chlubne przykłady wykorzystania social media przez marki sportowe? Zapraszam do komentowania.

Uczelnie wyższe na Facebooku

Uczelnie wyższe na facebooku

Na Facebooku swoje strony posiadają marki, firmy, miejsca, instytucje czy znane osobistości. Nie mogło tam zabraknąć również uczelni wyższych zarówno tych państwowych jak i prywatnych. Obecność uczelni w social media daje jej sporo korzyści, począwszy od  wspierania etapu rekrutacji, poprzez tworzenie kanału komunikacji ze studentami, aż po działania stricte wizerunkowe. Wiadomo przecież, że studenci to jedna za najbardziej aktywnych grup w internecie, a skoro jej członkowie uwielbiają utożsamiać się z klubami, w których imprezują, kawiarniami, w których się spotkają czy swoimi ulubionymi markami, z pewnością będzie to również miało miejsce jeśli chodzi o  miejsce  edukacji. Dlatego właśnie liczba fanów szkół wyższych z roku na rok rośnie: nowo przybyli studenci zaraz po przyjęciu dołączają do swojej uczelni, natomiast absolwenci zostają jej fanami z sentymentu.

Jak wygląda sytuacja polskich uczelni na Facebooku? W zestawieniu stworzonym  niedawno przez portal natablicy.pl,  na temat popularności polskich uczelni na Facebooku, bezapelacyjnie prowadzi Uniwersytet Jagielloński, który w chwili obecnej posiada blisko 16,5 k fanów, natomiast pierwszą dziesiątkę zamyka Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego z liczbą blisko 7,5 k użytkowników.

Aby sprawdzić jak radzą sobie polskie uczelnie na Facebooku, kilku z nich przyjrzeliśmy się dokładniej. Pod uwagę wzięliśmy lidera rankingu czyli Uniwersytet Jagielloński, a także następnie uczelnie, które uplasowały się zaraz po nim czyli Akademię Górniczo- Hutniczą i Uniwersytet Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie. Aby nie skupiać się jedynie na uczelniach państwowych, w celu porównania sprawdziliśmy również Wyższą Szkołę Zarządzania i Bankowości w Krakowie.

Uniwersytet Jagielloński

Fan Page uczelni w chwili obecnej liczy 16,469 fanów. Uniwersytet Jagielloński posiadając wieloletnią tradycję, stara się podkreślać tę wartość zarówno w komunikacji, jak i poprzez oprawę graficzną Fan Page’a. Poza treściami podkreślającymi historię uczelni, opisującymi wydarzenia z jej życia, przedstawiającymi osiągnięcia zarówno studentów jak i profesorów, na stronie znajdują się również publikacje nieco luźniejsze i humorystyczne. Idealnym przykładem połączenia tradycji z nowoczesnością, jest aplikacja o nazwie „Sprawdź swoją przyszłość” stworzona na potrzeby rekrutacji, pozwalająca przyszłym i obecnym studentom sprawdzić co czeka ich po ukończeniu danego kierunku na uczelni i dowiedzieć się, kim zostaną za kilka lat. Student lub kandydat na studia, po wybraniu preferowanego wydziału i kierunku, może zobaczyć artykuł lub notkę w Wikipedii na swój temat. Aplikacja w ciekawy i nowoczesny sposób podkreślała praktyczne kształcenie, jakie swoim studentom oferuje UJ.

Akademia Górniczo-Hutnicza

Tuż za Uniwersytetem Jagiellońskim, z liczbą fanów wynoszącą 15,961 uplasowała się kolejna krakowska uczelnia – Akademia Górniczo-Hutnicza, czyli znany AGH. W porównaniu z poprzedniczką, na Fan Page’u AGH dominują treści o luźnej tematyce, czy informacje o odbywających się w Krakowie imprezach i innych wydarzeniach, co zachęca fanów do interakcji  i objawia się w licznych komentarzach oraz kliknięciach „Lubię to”. Mimo braku jakichkolwiek aplikacji, content na stronie sprawia, że jest ona pozytywnie odbierana przez użytkowników. 

Uniwersytet Marii Curie – Skłodowskiej 

Do dołączenia do strony Uniwersytetu Marii Curie – Skłodowskiej, zachęca przede wszystkim zwracające uwagę, radosne cover photo przedstawiające grupę uśmiechniętych studentów. Taki widok wzbudza sympatię użytkownika i zachęca zarówno do dołączenia do grona fanów, jak i zasilenia grona studentów UMCS. Podobnie jak na wcześniej omawianych stronach, komunikacja na Fan Page’u UMCS skupia się częściowo na publikowaniu aktualności z uczelni, a z drugiej strony nie brak na niej zabawnych publikacji związanych z życiem studenckim, czy zachowaniami charakterystycznymi dla tej grupy. Z pewnością stronę wzbogaciłyby ciekawe zakładki użytkowe zawierające istotne do zakomunikowania studentom informacje, jak i interesujące aplikacje konkursowe i edukacyjne.

Wyższa Szkoła Zarządzania i Bankowości

Patrząc na strony uczelni, które znalazły się w rankingu, możemy stwierdzić, że komunikacja stoi na całkiem zadowalającym poziomie, jednak ciekawe aplikacje i organizowane od czasu do czasu konkursy z pewnością zwiększyłyby zaangażowanie ich użytkowników jak i wpłynęły na atrakcyjność Fan Page’a. Organizowane konkursy i zabawy nie muszą oferować cennych nagród. Czasami wystarczą symboliczne gadżety i dobry pomysł, tak jak w przypadku Wyższej Szkoły Zarządzania i Bankowości w Krakowie, która mimo iż nie znalazła się w naszym rankingu, zasługuje na uwagę.  Uczelnia z okazji zbliżającego się Halloween, zorganizowała na swoim Fan Page’u zabawę polegająca na wychowaniu największej dyni: uczestnicy konkursu po otrzymaniu sadzonki dyni musieli dbać o nią codziennie ją podlewając.

Kolejną ciekawą aplikacją znajdującą się na stronie Wyższej Szkoły Zarządzania i Bankowości, jest Podróż w czasie, która podobnie jak ta oferowana przez UJ, na podstawie zainteresowań użytkownika ukaże mu ścieżkę jego kariery. Poza aplikacjami, strona zawiera wiele pożytecznych zakładek informujących przyszłych studentów o odbywającej się rekrutacji, natomiast absolwentów o możliwości kontynuacji studiów na jednym z kierunków studiów podyplomowych. Fani strony mają również możliwość subskrybowania kanału RSS z aktualnościami oraz poczytania Blogu Rektora WSZIB. Zaangażowanie fanów WSZiB to dowód na to, że liczne i różnorodne zakładki w połączeniu z ciekawą komunikacją, to przepis na sukces nie tylko  uczelnianego Fan Page’a.

Gotowanie ze smartfonem

Gotowanie ze smartfonem

Przyciągają kolorowym interfejsem, pięknymi zdjęciami i oczywiście – ciekawymi przepisami. Innowacyjne i intrygujące, są niezbędne dla każdego nowoczesnego kucharza. Aplikacje mobilne o tematyce kulinarnej, bo o nich mowa, są bardzo popularne zarówno jeśli chodzi o panie domu, zawodowych kucharzy, jak i osoby, które tylko od czasu do czasu lubią przyrządzać potrawy w domowym zaciszu.

Serwis Bloggerspath.com stworzył kilka miesięcy temu ranking, w którym umieszczono 5 aplikacji mobilnych o tematyce kulinarnej, bazując na ich przydatności dla kucharzy. Postanowiliśmy sprawdzić, czy rzeczywiście są aż tak dobre i warte uwagi.

1. In the kitchen (3,9*)

Pierwsze miejsce zajmuje aplikacja  In the kitchen, firmowana przez Food Network. Mimo, że jest płatna (w Polsce 6,29 zł), jej funkcjonalność sprawiła, że pobrano ją ponad 50.000 razy. Zawiera wiele standardowych opcji, jak timer online i offline, strefa zdrowego jedzenia czy udostępnianie przepisów; pod tym względem nie wyróżnia się zbytnio spośród innych aplikacji kulinarnych.

Jej podstawowa funkcja jest jednak dużo bardziej innowacyjna i naprawdę przydatna. In the kitchen jest zbiorem przepisów pochodzących nie od zwykłych użytkowników, ale od ulubionych szefów kuchni Ameryki. Pomysł jest genialny w swojej prostocie. Zanim nastąpiła era powszechnego dostępu do Internetu, bodaj każdy miłośnik programów kulinarnych spędzał czas przed telewizorem, z nieodłączną kartką i długopisem. Te prehistoryczne metody były potrzebne, aby zapisać składniki potrzebne do przygotowania dania oraz całą procedurę jego powstawania. Kiedy twórcy programów kulinarnych zaczęli wychodzić użytkownikom naprzeciw, tworząc dedykowane strony internetowe, sprawa stała się łatwiejsza. Czyżby? Załóżmy, że oglądając program kulinarny zachwycimy się jakimś przepisem. Ewa Wachowicz, czy Pascal oczywiście informują nas, że wszystkie przepisy znajdziemy na stronie. Jestem jednak pewna, że w natłoku codziennych obowiązków… w ogóle zapomnimy, że oglądaliśmy program ze świetnym przepisem. Co to właściwie było? Mufiny z płynnym wnętrzem czy pierś kurczaka pod kołderką z sera brie? Makłowicz, czy Wachowicz? No właśnie. Z In the kitchen sprawy mają się prościej, ponieważ aplikacja pozwala od razu wyszukać pożądany przepis, umożliwia także wybór konkretnego szefa kuchni, jak również dzielenie się ulubionymi przepisami z innymi użytkownikami. Ten pomysł naprawdę załuguje na 5+.

2. Cuts of Beef & Steak (3,4)

Kolejna aplikacja to Cuts of Beef & Steak. Myślę, że na polski grunt mogłaby się z powodzeniem przenieść wtedy, gdyby dotyczyła np. drobiu. W końcu nie każdy z nas potrafi sprawić czy wyluzować kurczaka. Ale ponieważ Amerykanie są stekowymi purystami, tematyka aplikacji przeznaczonej na tamten rynek jest jak najbardziej zrozumiała. Wszak trudno się dziwić, bo przyrządzenie dobrego steka wymaga wprawy – w końcu posiada on sześć podstawowych stopni wysmażenia i nie jest to mięso dla kulinarnych laików.

Aplikacja przeznaczona jest dla ambitnych kucharzy, rzeźników, a także szefów kuchni, którzy chcieliby uzyskać więcej informacji na wspomniany temat. Ot, taka podręczna wołowinowa encyklopedia. Znaleźć tam można amerykańskie normy IMPS, nazwy steków i odmiany, klasy jakości wołowiny, ale również podstawowe informacje, jej dotyczące. Dzięki tej aplikacji przyrządzenie dowolnego przepisu z całego ich spektrum, nie będzie stanowiło problemu. Aplikacja zawiera również filmiki instruktażowe, pokazujące jak wykroić odpowiedni kawałek mięsa na New York Strip czy T-bone. Zdecydowasnie dla ambitnych kucharzy oraz profesjonalistów, chcących poszerzyć swoją wiedzę.

3. Chef helper (4,6*)

Trzecie miejsce w zestawieniu przyznano darmowej aplikacji Chef helper (+10 000 pobrań). Jest to aplikacja o bardzo przejrzystym interfejsie, w moim odczuciu mającym nawiązywać do papierowej torby na zakupy, postawionej na kuchennym blacie. Na panelu mamy do wyboru trzy opcje: Listę zakupów, Książkę kucharską i Wyszukiwarkę przepisów.

Każda z kategorii – po jej wybraniu – daje nam trzy kolejne opcje. Na liście zakupów mamy miejsce na wpisanie produktów, ale też na notatki i przepisy. Myślę, że w tym przypadku niepotrzebnie skomplikowano prostą czynność sporządzania listy. Dużo lepiej wygląda Książka kucharskamożemy posegregować tam przepisy według trzech kategorii. Pierwszą z nich jest Kuchniamożemy odnaleźć przepisy kuchni amerykańskiej, francuskiej, greckiej, włoskiej, meksykańśkiej i tajskiej. Nie jest to zbyt szeroki wybór, pozostaje mieć nadzieję że lista ta zostanie w przyszłości rozbudowana przez twórców, lub umożliwi się to użytkownikom. Podobno Anglicy nie mają swojej prawdziwej narodowej kuchni (fasolka w sosie pomidorowym, jajka na bekonie i herbata to chyba trochę za mało), ale brak kuchni takich, jak hinduska, chińska czy japońska to już spore przewinienie. Druga możliwość to wybór według Kategorii  tj. śniadanie, deser czy przystawka. Trzecia możliwość – wybieramy danego użytkownika i widzimy zamieszczone przez niego przepisy. W Wyszukiwarce przepisów wpisujemy składnik lub nazwę dania, możemy również zaznaczyć, że żądamy wyłącznie wyników ilustrowanych fotografiami. Możemy również zawęzić wybór za pomocą dwóch przewijanych list – z kuchniami świata i kategoriami. Na plus należy zaliczyć fakt, że w tym miejscu wybór jest znacznie większy, niż wspomniane 6 kuchni – holenderska, filipińska, jamajska czy rosyjska to tylko niektóre przykłady (brak niestety kuchni polskiej). Na tej samej liście, zaprzeczając nieco logice, umieszczono również kuchnię fusion, nouvelle cuisine, wegańską czy wegetariańską. Przydatną, acz popularną funkcją są również timery – równocześnie można ustalić kilka czasów gotowania dla niezależnych produktów.

4. epicurious (3,6*)

Czwarte miejsce to darmowa aplikacja epicurious (+500.000 pobrań), której porównaniu do Chef helper, również porzeznaczonej dla amatorów, interfejs wygląda dużo bardziej zachęcająco.

Z przewijanej listy możemy wybrać jedną spośród aż 26 kategorii: Zdrowe śniadania, Weekendowy brunch, Lunche, które pokochają dzieci, Halloweenowe psikusy, Dania niskotłuszczowe, Weekendowe kolacje czy bardzo zabawne – Gotuję jak mistrz i Ledwo gotuję. Każda z kategorii po naciśnięciu rozwija nam osobną listę, z której można wybrać przepis. Można również skorzystać z wyszukiwarki przepisów, dodać danie do ulubionych czy sporządzić listę zakupów – to już bardzo sztampowe opcje. W gruncie rzeczy epicurious jest po prostu książką kucharską z ładnym interfejsem, dostosowaną oczywiście do gustów amerykańskich użytkowników.

5. AllRecipes (4,2*)

Na ostatniej pozycji w rankingu plasuje się AllRecipes z ponad milionem pobrań. Sama strona allrecipes.com rzeczywiście jest bardzo rozbudowana. Jej główną zaletą, jaką dostrzeże każdy nowy użytkownik, jest zakładka dla początkujących, która przeprowadzi nas przez proces zapoznawania się ze stroną. Ale na tym kończy się optymizm, bo ocenie ma przecież podlegać aplikacja.

Darmowa wersja aplikacji (istnieje również wersja rozszerzona Allrecipes DinnerSpinner Pro w cenie 9,46 zł) nie może zachwycać. Ale po kolei. Po włączeniu aplikacji nie mamy żadnego wprowadzenia, poza komunikatem Potrząśnij, żeby zakręcić. Świadczy to oczywiście o ogromnej prostocie samej aplikacji – praktycznie bez żadnej instrukcji jesteśmy w stanie się nią posługiwać. Możemy więc potrząsnąć telefonem aby wybrać losowe połączenie, lub zrobić to ręcznie. Mamy do wyboru trzy kategorie: Rodzaj dania, Składniki, Czas przygotowania. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to niezbyt starannie wybrane podkategorie. Przykładowo, na Rodzaj dania składają się Zupa czy Przystawka, ale też Kanapki (choć jest również Śniadanie), a nawet… Ciasteczka (mimo że istnieje kategoria Deser). Nie inaczej jest w drugiej kategorii (przykładowo wszystkie Owoce zebrane w jedna podkategorię, osobno Wołowina, Wieprzowina czy Czekolada). Tę kategorię ratuje nieco możliwość dodania swojego składnika. Ostatnia kategoria bez zarzutu – prócz określonych czasów przygotowania, możemy również wybrać Dowolny czas. Nie jest zaskoczeniem, że aplikacja nie potrafi podać nam żadnego deseru z użyciem ryby, jednak dlaczego nie działa kombinacja Ciasteczka + Makaron? Ciastka z makaronu ryżowego to przecież azjatycki przysmak… Przysłowiowym gwoździem do trumny (choć tu lepiej pasowałoby określenie włosem w zupie) jest opcja Zakręć, która sama wybiera kategorie. Szkoda tylko, że nie zawsze potrafi znaleźć przepisy z nimi związane… (wylosowała Deser + Owoce morza, a to jak najbardziej prawidłowa kombinacja – przykładem są choćby krewetki z avocado na słodko).

Poza wymienionymi w rankingu aplikacjami, są takie, które zawierają inne interesujące opcje. Dzięki Food Planner możemy zarządzać zawartością naszej spiżarni, OpenTable służy do rezerwowania stolików w restauracjach, Serious eats traktuje jedzenie na żarty, a GrubWithus pozwoli odnaleźć się w nowym miejscu zamieszkania, poprzez spożycie posiłku z nieznanymi nam osobami. Ciekawe? Bardziej interesujące jest, kiedy doczekamy się jednej superaplikacji, zbierającej wszystkie wspaniałe cechy.

* średnia ocena w Google Play

Insta-marketing

Marketing na Instagramie

Od kiedy świat usłyszał o miliardowej transakcji jakiej dokonał Facebook zakupując mobilną aplikację Instagram, stało się jasne, że na horyzoncie marketingu pojawiło się nowe narzędzie, którego nie można ignorować. Zainteresowanie branży social media wynika z tego, że Instagram jest nie tylko aplikacją, za pomocą której w bardzo prosty sposób można zmienić zwykłe, zrobione smartfonem zdjęcie w interesującą fotografię, ale także serwisem społecznościowym, umożliwiającym dzielenie się tymi fotografiami. Jako, że Instagram jest darmowy, a popularność smartfonów rośnie, liczba odbiorców, do których mogą trafić serwowane za pomocą tego serwisu treści, stale się powiększa. Imponujący jest fakt, że Instagram rozpoczynał rok z poziomu 15 mln użytkowników, by w lecie mieć ich już 80 mln. Nic dziwnego, że marketingowcy spoglądają na taką publiczność łakomym okiem.

Kiedy „użyć” Instagramu?

Jednak tak, jak w przypadku każdego serwisu społecznościowego, Instagram nie jest narzędziem uniwersalnym, które pasuje do każdej strategii i każdej marki. Jego przydatność trzeba rozważać w odniesieniu do indywidualnego przypadku. Na pewno musi być to sytuacja, w której ważny jest kontent wizualny, ponieważ to na nim opiera się działanie serwisu. Instagram, świetnie sprawdza się w tematyce lifestyle'owej oraz w przypadku kiedy chce się pokazać markę „od kuchni”. Ponieważ jest to aplikacja mobilna i służy publikowaniu zrobionych przez siebie zdjęć, pozwala na łączenie ze sobą działań offline z online.

Na co zwrócić uwagę?

Warto też wziąć pod uwagę kilka aspektów, które mogą przydać się w planowaniu strategii z wykorzystaniem Instagramu. Po pierwsze nie można opierać się jedynie na tym serwisie. Instagram daje możliwości zintegrowania konta z innymi mediami m.in. Facebookiem, Pinterestem czy Foursquare. Pozwoli to m.in. wyjść poza ramy mobilnych urządzeń i zapewni lepszą wirusowość prezentowanego za pomocą Instagramu contentu. Trzeba także pamiętać o paru zasadach, ważnych także w innych serwisach społecznościowych: animowaniu publiczności (wchodzenie w interakcje, organizacja konkursów itp.) czy szukaniu najlepszej pory na publikacje zdjęć.

Case studies

Choć kampanie prowadzone za pośrednictwem Instagramu są jeszcze, zwłaszcza na rynku polskim, w ramach działań marketingowych raczej niszowe, wiele marek skorzystało już z tej możliwości.

Jednym z bardziej znaczących przykładów wykorzystania Instagramu jest popularna (i zarazem jedna z największych) sieć kawiarni – Starbucks. Marka zaprasza swoich odbiorców „na zaplecze”. Pokazuje „życie codzienne z kubkiem kawy w ręku” – pokazując kawę pitą w różnych miejscach i sytuacjach. Ponadto zabiera swoich obserwatorów na pola gdzie rosną krzewy kawowe czy do palarni kawy. Obecnie ma aż 865 245 obserwujących.

Z Instagramu korzysta również  Audi, bazując na prezentacji fotografii swoich samochodów. Zdjęcia mają wyraziste i lśniące barwy i wyraźnie kojarzę się z elegancją oraz luksusem.

Red Bull prowadzi z kolei profil korespondujący z wizerunkiem marki jako promotora aktywnego życia pełnego pasji, ze szczególnym uwzględnieniem sportów, w tym ekstremalnych.

Przykładem kampanii przeprowadzonej z wykorzystaniem Instagramu jest natomiast Insta-walk in New York City zorganizowana przez Warby Parker – markę designerskich okularów. W ramach kampanii zaprosiła fanów na spacer po Nowym Jorku, w czasie którego robili oni zdjęcia i oznaczając hashtagiem #warbywalk umieszczali w serwisie.

Na koniec można podać przykład wykorzystania Instagramu w marketingu politycznym – znany jako polityczny pionier w social media, Barack Obama, prowadzi kampanię również za pomocą tego narzędzia. On także decydował się na uchylenie rąbka tajemnicy i pokazanie fragmentu swojego zaplecza. Oprócz zdjęć ubiegającego się o reelekcję prezydenta Stanów Zjednoczonych, wyborcy mogą zobaczyć m.in. fotografie wolontariuszy prowadzących kampanię. Baracka Obamę śledzi prawie 1,5 mln obserwatorów.

Branded content w social media

Branded content

“Content is the king!” huczą wszystkie aktualne podręczniki do marketingu. Faktycznie, tworzenie dopasowanej do marki i odbiorcy treści to najbardziej aktualny trend w wizerunku marki – szczególnie w tak specyficznym mediu, jakim są portale społecznościowe. “Branded content” podbija serca marketerów i specjalistów od social media na całym świecie. Czym jest? Jak wygląda? Oto krótki przewodnik po najgorętszym trendzie marketingowym ostatnich kilku miesięcy.

Czym jest branded content?

Branded content, czyli inaczej “treść opatrzona znakiem marki” to nic innego jak grafiki, filmy, zdjecia, wreszcie – teksty, wyprodukowane dla konkretnej firmy lub brandu, ale niebędące bezpośrednio reklamą tegoż. Może to być wszystko – od tekstów poradnikowych od eksperta danej marki po ciekawe i śmieszne grafiki nawiązujące do głównej strategii komunikacji.

Dlaczego warto?

O przydatności content marketingu jako takiego można byłoby w zasadzie napisać osobny artykuł – pozycjonuje markę, przekazuje najważniejsze dla niej wartości, kształtuje wizerunek firmy lub produktu, bawi, uczy, przekonuje. Branded content w mediach społecznościowych – na Facebooku w szczególności – tworzony jest przede wszystkim z dwóch najważniejszych powodów – po pierwsze, dobrze przygotowane, wirusowe treści to zachęta do “lajkowania”, komentowania, udostępniania, czyli – budowania (tak cennego ostatnio) zasięgu. Po drugie, branded content pozwala zainteresować, przyciągnąć uwagę, odróżnić się i zbudować unikalną komunikację z fanem na profilu.

Najprościej wyróżnić branded content pod względem sposobu, w jaki przekazuje się informacje o marce, czyli: treści przenoszone za pomocą tekstu, grafiki i filmu.

Tekst a branded content

Chyba najbardziej wymagający temat związany z obecnością marki w social media. Tworzenie unikalnych, kojarzonych z marką treści wymaga bardzo przemyślanej, dobrze zorganizowanej strategii działań. Branded content w formie tekstu można tworzyć na różne sposoby – od prowadzenia bloga eksperckiego po bardziej wyrafinowane formy promocji, stanowiące swoistą opowieść/narrację marki. Doskonałym przykładem jest tu pamiętny (nieistniejący już) profil w portalu Facebook, promujący piwo Warka Strong – “Strong. Szlachetny gatunek”, na którym barman prowadził rozmowy ze smokiem czy profil parówek Berlinki z genialnymi krótkimi gagami dwóch bohaterów – Le Hot i Le Dog. Na szczególną uwagę zasługuje anglojęzyczny profil Skittles, w większości złożony z krótkich, błyskotliwych treści, nawiązujących do dość specyficznego charakteru marki. Branded content w czystej postaci!

Grafika a branded content

Grafiki / zdjęcia to najczęściej spotykane formy branded content w portalach społecznościowych. Każdy content manager wie, że odbiorcy najlepiej reagują na zdjęcia, stąd ich ilość rośnie na profilach niemal wykładniczo. Marki przyjmują tu różne strategie – niektóre publikują spersonalizowanych, graficznych treści niemal w każdym (lub w każdym!) poście – vide wspomniany przed chwilą fan page Berlinek w portalu Facebook, inne decydują się na przerabianie znanych i popularnych memów w celu budowania jak największego zasięgu – jak to ma miejsce na przykład w przypadku profilu Life Owocowy.

Można również zachęcić fanów do tworzenia i wysyłania własnych wersji grafik nawiązujących do profilu – tworzymy w ten sposób naturalną rzeszę ambasadorów marki, jednocześnie pozwalając na wirusowe rozprzestrzenianie się informacji na jej temat.

Video a branded content

Trudne, choć jednocześnie przynoszące sporo korzyści dla marki, są dedykowane filmy, niebędące jednocześnie reklamą produktu. Dobrych przykładów tego typu rozwiązań jest mnóstwo – od znanego już na całym świecie i przytaczanego miliony razy WillITBlend, przez całą masę tutoriali tworzonych przez marki po ciekawe, niestandardowe akcje. Polecam w tej kwestii szczególnie tekst na blogu Creative Industries.

Jak stworzyć dobry branded content?

Stworzyć dobre, budujące zasięg i umożliwiające wirusowe rozprzestrzenianie się informacji na profilu treści wcale nie jest łatwo. Można to jednak uprościć, stosując się do kilku podstawowych zasad:

  1. Wykorzystaj zasoby firmy. Nie wiesz, jak rozpocząć? Najprościej – wkorzystaj te zasoby, które już masz. Zdjęcia, teksty, filmy, dane historyczne – to wszystko może posłużyć do stworzenia unikalnego branded contentu, umożliwiającego umacnianie wizerunku eksperta czy poznanie historii marki.
  2. Bądź na bieżąco z tym, co jest popularne w sieci. Wykorzystywanie internetowych memów pozwoli w łatwy sposób “podpiąć się” pod popularne internetowe treści, zwiększając w ten sposób ich wirusową dystrybucję. Ważne, by dopasować je do obranej strategii komunikacji, a nie wykorzystywać tylko w celu zwiększania zasięgu. Dobrym pomysłem jest też ich twórcze przetwarzanie (np. filmy wirusowe z Heniem, brand hero hipermarketu Tesco) i dopasowywanie do charakteru odbiorcy.
  3. Chcesz zaistnieć w społecznościach? Pozwól im mówić za ciebie! Jak stworzyć ciekawy dla twojej społeczności content? Zapytaj ją! Członkowie grupy skupionej wokół twojej marki stanowią najlepsze źródło informacji o tym, co tak naprawdę ją interesuje. Nie bój się pytać, jakich treści oczekują i co powinieneś im dostarczać.
  4. Zadbaj o prostotę przekazu! Branded content powinien być prosty – i to w dwóch aspektach. Po pierwsze, najlepsze treści (szczególnie treści na portalach społecznościowych) to ubogie w treść, a bogate w obrazy przekazy, mocno odwołujące się do emocji. Stosowanie się do tych zasad, w połączeniu z dobrą strategią działań, da naprawdę zadowalające efekty. Po drugie, zadbaj by twój przekaz był prosty do przekazania (i by zachęcał do tego). Jeśli piszesz tekst, zamieść zachętę do podzielenia się dalej (w formie tekstu lub np. przycisków do portali społecznościowych), jeśli planujesz grafikę – zadbaj by była estetyczna, zgodna z powszechnie przyjętymi standardami w danym portalu (nie za duża, nie za mała) i zachęć użytkownika do podzielenia się nią dalej.

CSR na Facebooku. My Blood Group – case study

CSR w Social Media

Niedawno pisaliśmy o tym, że media społecznościowe mogą stać się przydatnym narzędziem dla polityków. Nie trudno zauważyć, że sprawdzają się także w kampaniach społecznych, przedsięwzięciach charytatywnych oraz w działaniach CSR. 

Dziś przyjrzymy się konkretnemu przykładowi, pochodzącemu wprost zza naszej południowej granicy. Kampania została zrealizowana pod patronatem towarzystwa ubezpieczeń zdrowotnych Dovera, które zostało partnerem słowackiego krwiodawstwa.  Założeniem przedsięwzięcia było stworzenie specjalnego narzędzia na potrzeby potencjalnych dawców krwi oraz promocja idei krwiodawstwa.

W ten sposób powstała strona mojakrvnaskupina.sk (my blod group – moja grupa krwi) – miejsce gdzie można odnaleźć osoby o tej samej grupie krwi, a także za pomocą specjalnej aplikacji dołączyć do jednej z facebookowych społeczności.  Na każdym z profili podawane są informacje o zapotrzebowaniu na dany rodzaj krwi.  Aby zapewnić akcji zasięg, postarano się, aby w komunikatach, oprócz ważnych informacji, umieszczanych na poszczególnych fan page’ach były treści chętnie udostępniane znajomym, np. opisy cech, jakie posiadają ludzie o określone grupie krwi. Postawiono na powiedzenie, że „Mieć tą samą grupę krwi” znaczy tyle, co „Być bratnią duszą”.

Postarano się także o wyjątkowe symbole dla każdej z grup, które znalazły się m.in. na koszulkach. Akcja miała wsparcie w tradycyjnych mediach oraz ze strony celebrytów. Na stronie mojakrvnskaskupina, znajduje się wiele przydatnych dla krwiodawców informacji, m.in. gdzie potrzebna jest krew danej grupy, w jaki sposób można ją oddać, jakie są zasady. Znaleźć można także najważniejsze informacje o tym niezwykle ważnym płynie ustrojowym.

Jak informują twórcy kampanii, dzięki wirusowemu potencjałowi Facebooka, w zaledwie 7 dni do akcji dołączyło 10 000 potencjalnych dawców krwi (warto przypomnieć, że Słowacja jest krajem o wielokrotnie mniejszej liczbie ludności niż Polska). W społeczeństwie wzrosła zaś świadomość tego ważkiego problemu. Do kampanii dołączył się słowacki Czerwony Krzyż. Profil na facebooku oraz powiązana z nim strona funkcjonują nadal i są narzędziem wykorzystywanym na potrzeby krwiodawstwa.

Kampania była szczególnie nowatorska, jeśli chodzi o wykorzystanie najbardziej rozwiniętych technologii. Jest jednak dowodem, że prosta idea, połączona, z ważnym i nośnym hasłem potrafi przynieść pożądane skutki, a zastosowanie mediów społecznościowych jest o wiele szersze niż promocja określonych produktów.

Akcja została doceniona przez jury Facebook Studio, którzy przyznali jej nagrodę 2012 Silver Award.

[youtube]AndQ2CSDPXU[/youtube]