40% to za mało? Innowacyjna aplikacja dla marki BOLS zrobiła robotę! Freeze the Bottle – case study

Jak z przytupem wprowadzić na rynek nowy produkt bez wydawania fortuny na dodatkową promocję? Zazwyczaj jest to dość ciężki zabieg, jednak przy pomocy odpowiedniej strategii i z wykorzystaniem innowacyjnych rozwiązań wcale nie musi taki być.

Bols angażuje fanów

Dla marki Bols, w związku z wprowadzeniem na rynek limitowanej edycji produktów, zorganizowaliśmy na Facebooku konkurs „Freeze the Bottle”. Marka Bols znacznie wyróżnia się na polskim Facebooku na tle innych marek alkoholowych, której strategia komunikacji opiera się na angażowaniu fanów poprzez atrakcyjne Ambasadorki, znane między innymi z kalendarzy Bols i eventów organizowanych przez markę.

Klucz do sukcesu? Kreacja i innowacja

Pozostając na tych samych torach, w organizowanym przez nas konkursie “Freeze the Bottle” zbudowaliśmy ciekawą wizualnie kreację z wykorzystaniem innowacyjnego mechanizmu przechwytywania poziomu dźwięku z komputerowego mikrofonu. Fanów marki z Facebooka postanowiliśmy zaangażować w dość nietypowy sposób – uczestnicy konkursu mieli zamrozić wirtualną butelkę Bols poprzez dmuchanie do mikrofonu.
Do rywalizacji mogli przystąpić wszyscy fani facebookowego profilu Ambasadorek. Codziennie, wśród osób, którym udało się zamrozić butelkę najbliżej pełnej godziny, wyłanialiśmy 3 zwycięzców, którzy otrzymywali gadżety marki. Ponadto, dodatkowe nagrody zdobyło 8 osób, które zamroziły najwięcej butelek w czasie trwania całego konkursu.
W ciągu jednego dnia każdy uczestnik mógł zagrać tylko 2 razy. Kolejne 5 szans otrzymywał, gdy zaprosił do aplikacji 3 swoich znajomych.

Efekty naszej kampanii

Przez okres dwóch tygodni, bez dodatkowego wsparcia reklamą na Facebooku, czy w innych mediach wykreowana przez nas kampania wygenerowała liczbę 216 068 odsłon przez konkursową aplikację, a profil marki na Facebooku wzbogacił się o 1383 fanów.

Konkurs “Freeze the Bottle” cieszył się ogromną popularnością:

  • Liczba uczestników konkursu – 3 266
  • Liczba zamrożonych butelek – 6 542

A aplikacja konkursowa zebrała bardzo dobre recenzje – w skali 1-5 średnia ocena wyniosła 4.1.

Mobile Trends for Marketers

Miło nam poinformować że, OX Media zostało dumnym patronem specjalnej edycji konferencji Mobile Trends Conference! Konferencja Mobile Trends for Marketers odbędzie się w dniach 23 – 24 maja 2013 w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie. 

Konferencja Mobile Trends jest przeznaczona dla osób czynnie działających w marketingu i promocji, które chciałyby zacząć promować swoje usługi z wykorzystaniem marketingu mobilnego, ale do tej pory nie miały wystarczającej wiedzy by to zrobić.

Podczas dwudziestu wystąpień, trwających po 30 minut, zostaną przedstawione najważniejsze zagadnienia dotyczące promocji w mobile. Prelegenci, będący wyłącznie ekspertami i praktykami z danej dziedziny, zadbają by materiał został omówiony od podstaw. Szczególny nacisk zostanie położony na zaprezentowanie najświeższych trendów oraz praktycznych zastosowań narzędzi mobile marketingowych.

Zagadnienia jakie poruszane będą podczas prelekcji to między innymi strony i aplikacje mobilne, kody QR, NFC, rozszerzona rzeczywistość, Social Media w mobile, m-commerce, geolokalizacja, oraz konkretne wykorzystanie marketingu mobilnego w branżach: turystycznej, hotelarskiej, restauratorskiej, rozrywkowej i wielu innych.

Konferencja w szczególności przeznaczona jest dla marketerów reprezentujących branże: HoReCa, turystyczną, handlu detalicznego, rozrywkową, bankową oraz wszystkie te, gdzie marketing mobilny może mieć zastosowanie.

Po pierwszym dniu, przewidziana jest również impreza integracyjno-networkingowa dla widzów oraz prelegentów konferencji. Będzie to świetna okazja do odpoczynku po dniu pełnym nowych informacji, jak również możliwość do nawiązania wielu ciekawych znajomości. Dodatkową atrakcją będzie rozlosowanie wśród uczestników cennych nagród jakimi będą m.in. bezpłatne stworzenie strony mobilnej, kampania banerowa mobile, itp.
Więcej szczegółów i informacji o wydarzeniu możecie znaleźć pod adresem: www.mobiletrends.pl

Home sweet Home?

Branża social z niecierpliwością czekała na tę chwilę. Jeszcze kilka dni temu spekulowano na temat tego, co przygotuje dla nas najpopularniejszy serwis społecznościowy. Mówiono o nowej, odświeżonej aplikacji na Androida, własnym systemie operacyjnym, a nawet o odrębnym urządzeniu – smartfonie Facebooka, który rzekomo zawierać miał przyciski „Lubię to” czy „Udostępnij”. Jednak już na początku konferencji, Mark Zuckerberg rozwiał wątpliwości – aż takiej rewolucji nie będzie. Celem Facebooka jest bowiem sprawienie, aby nasze urządzenia mobilne stały się jeszcze bardziej social. 

Jak wynika z badań, to właśnie Facebook jest najczęściej używaną aplikacją mobile. Poniższy wykres przedstawia stosunek czasu spędzonego na Facebooku, do korzystania z innych aplikacji mobilnych. Różnica jest kolosalna. Skoro to właśnie tutaj spędzamy najwięcej czasu, Facebook postanowił ułatwić nam poruszanie się po serwisie i sprawić, że kontakty ze znajomymi staną się prostsze i przyjemniejsze.

1

Odpowiedzią na potrzeby ludzi jest nowy interfejs o nazwie Facebook Home, który wbrew podejrzeniom nie jest odrębnym systemem operacyjnym i jak twierdzi jego twórca „jest to coś więcej niż zwykła aplikacja”. Home można określić mianem społecznościowej nakładki na Androida. Do tej pory, aby skorzystać z danej aplikacji musieliśmy przeszukiwać nasz telefon i specjalnie ją uruchamiać. Dzięki Facebook Home, nasz smartfon zmieni się w „social phone” ułatwiając dzielenie się contentem oraz komunikację z bliskimi. Posiadając Home, bez potrzeby przeszukiwania aplikacji będziemy mogli sprawdzić co słychać u naszych znajomych oraz skontaktować się z nimi w każdej chwili. Jakie nowe funkcje będzie posiadał Facebook Home, prezentujemy poniżej.

Cover Feed
Innymi słowy są to aktualności w tle w postaci atrakcyjnych zdjęć. Zmiana dość rewolucyjna, ponieważ zrezygnowano w tym miejscu z tradycyjnego androidowego pulpitu oraz ekranu blokady telefonu. Dzięki tej funkcji nie będziemy musieli specjalnie uruchamiać aplikacji, czy sprawdzać newsfeeda – wszystko odbywać się będzie na głównym pulpicie naszego smartfona, a nie jak do tej pory działać w tle. Najnowsze treści udostępniane przez naszych znajomych pojawią się na całej szerokości ekranu telefonu. Prosto z pulpitu będziemy mogli łatwo skomentować lub polubić daną aktywność. Aktualizacje odbywać się będzie w czasie rzeczywistym, bez potrzeby ingerencji użytkownika.

2
Powiadomienia
Kolejna wygodna funkcja. Wszelkie powiadomienia o połączeniach, zdarzeniach , zmianach statusów naszych znajomych pojawiać się będą na ekranie głównym naszego telefonu. Dużym ułatwieniem są zdjęcia profilowe oraz ikony aplikacji pojawiające się wraz z powiadomieniami. Dzięki nim, szybciej zorientujemy się czego dotyczą, zareagujemy lub usuniemy niepotrzebne zdarzenie. To od nas zależy jak długo powiadomienia będą wyświetlane na ekranie głównym.

3

Chat Heads
Nieraz korzystając z danej aplikacji otrzymujemy wiadomość czy powiadomienie z Facebooka. Będąc w trakcie ulubionej gry, czytania artykułu, oglądania filmu lub pisania maila, niekoniecznie chcemy tę czynność przerywać. Dzięki Chat Heads, nasze konwersacje ze znajomymi nie będą kolidować z innymi aplikacjami. Otrzymując sms lub wiadomość z Facebooka, na ekranie smartfona wyświetli się miniaturka zdjęcia profilowego znajomego wraz przekazywaną treścią. Widząc taką zajawkę komunikatu oraz osobę, która go wysłała możemy stwierdzić, czy warto przerwać aktualnie wykonywaną czynność. Podobnie jak wyglądało to do tej pory na Facebooku, dzięki Chat Heads możemy prowadzić zarówno rozmowy prywatne jak i czaty grupowe.

4

Program uruchamiający aplikacje
Dzięki niemu uzyskamy dostęp bezpośrednio do kilku najbardziej interesujących nas aplikacji. Wystarczy określić, co i w którym miejscu ma się znajdować. Przeciągając ulubione i najczęściej używane aplikacje do modułu uruchamiania, zyskamy szybszy dostęp do tego, czego potrzebujemy. Rozpocząć możemy od kilku ekranów i z czasem dodawać kolejne. Jedynym słowem, daje nam to możliwość tworzenia skrótów do wybranych aplikacji, których tłem będą zawsze aktualne wiadomości z Facebooka.

5

Również nawigacja została znacznie uproszczona – wystarczy przesunąćzdjęcie profilowe po to, aby dotrzeć do ważnej zawartości w telefonie. Przeciągajączdjęcia w danym kierunku, możemy odczytać wiadomość, rozpocząć czat ze znajomym, otworzyć moduł uruchamiania aplikacji lub dodać post na Facebooku.

Facebook Home dla telefonów z systemem Android będzie można pobrać w sklepie Google Play już 12 kwietnia. Niestety na razie tylko na określone modele telefonów takie jak: HTC One X, HTC One X+, Samsung Galaxy S III i Samsung Galaxy Note II. Najlepsze wrażenia z korzystania z interfejsu Facebook Home daje zaprezentowany na konferencji smartfon HTC first, niewymagający żadnej konfiguracji i właściwie zaraz po włączeniu i zalogowaniu do Facebooka gotowy do działania.

Czy Facebook Home będzie nam przydatny, okaże się w praktyce. Jedno jest pewne – obecnie telefony towarzyszą nam wszędzie gdzie się udajemy. Sięgamy po nie w wolnej chwili, sprawdzamy newsy, czy zabijamy czas bawiąc się aplikacją. Jednak najważniejsza ich funkcja to komunikowanie się z bliskimi. Facebook Home chce nam to ułatwić – sprawić, by nasi przyjaciele i rodzina byli jeszcze bliżej, by poczuć się jak w domu.

Jak biura podróży radzą sobie w sieci? – infografika

Biura podróży próbują ściągnąć uwagę klientów egzotycznymi podróżami i kuszącymi ofertami last-minute. Najbardziej atrakcyjna propozycja nie zastąpi jednak rekomendacji użytkownika, który skorzystał wcześniej z usług danego pośrednika. W jaki sposób z reputacją w sieci radzą sobie biura podróży w Polsce, sprawdziła agencja kreatywna OX Media przedstawiając dane w infografice.

Spośród analizowanych pośredników najwięcej osób poszukuje opinii dotyczących biura ITAKA, połowę mniej wyszukań opiniotwórczych można znaleźć dla Alfa Star i TUI. Zainteresowanie reputacją biur podróży zaczyna rosnąć już w marcu, aby w lipcu osiągnąć najwyższą wartość. W miesiącach zimowych wyjeżdżający na urlop wyszukują opinii najbardziej intensywnie w styczniu.

Analizując ogólne wrażenie i zgeneralizowane opinie internautów najlepiej wychodzi Rainbow Tours oraz Grecos Holiday. Nadal jednak dla pięciu spośród siedmiu największych biur podróży w Polsce odsetek negatywnych wypowiedzi przekracza 33%. Zagłębiając się w opinie szczegółowe można zauważyć, że nie ma pośrednika, u którego przeważałyby pozytywne wypowiedzi odnoszące się do zgodności oferty z opisem. Internauci mają najmniej pochlebne zdanie dotyczące konkretnych punktów oferty ITAKA i Alfa Star, a zarzuty związane są przede wszystkim z wyżywieniem oraz ceną. Mimo krytycznego stosunku do opieki rezydentów biura TUI, większość rekomendujących w sieci osób zdecydowałaby się skorzystać z usług pośrednika następnym razem. Wybierając Neckermanna, internauci doceniają zakwaterowanie oraz jedzenie, niestety swoje niezadowolenie mocno podkreślają dla każdej innej propozycji z oferty.

Z analizy można wyciągnąć wniosek, że większość biur podróży nie zdaje sobie sprawy, jak potężną siłą jest opinia. Zarówno ta wymieniana między ludźmi podczas rozmów, jak również ta, którą potencjalny konsument publikuje i znajduje w sieci. Rekomendacje znalezione w mediach społecznościowych wpływają przecież na wyniki sprzedażowe w modelu tradycyjnym, jak i w dystrybucji produktu lub usługi w internecie.

263018_oryg

Inbound Marketing – daj się znaleźć klientowi

Inbound marketing

Artykuł ukazał się w Marketingu w Praktyce (02/2013 – luty)

Jak złota mantra w marketingu powtarzana jest idea „wyróżnij się albo zgiń”, co udowadnia, że w  reklamie i marketingu od budżetu ważniejsza jest wiedza i kreatywność. Jeszcze bardziej widoczne jest to w przypadku Inbound Marketingu – techniki marketingowej łączącej w sobie 3 kluczowe elementy, które są ze sobą bardzo powiązane i które przyczyniają się do bycia znalezionym w sieci przez tych odbiorców, na których nam zależy. Na kluczowe trio składają się: atrakcyjna treść, SEO i media społecznościowe.

Termin Inbound Marketing został wprowadzony po raz pierwszy przez Briana Halligana z firmy HubSpot i oznacza zbiór technik, które są odpowiedzią na obecną sytuację i położenie firm i klientów w internecie. Jej osią są takie działania, które spowodować mają, że nasza firma, jej produkty i usługi, same zostaną znalezione przez klientów. Inbound Marketing stoi w opozycji do outbound marketingu, czyli jednostronnego przekazu, na przykład reklam w radiu czy telewizji, a w przypadku internetu np. Facebook Ads, reklam graficznych, wideo, czy stron sponsorowanych.

Marketing przychodzący jest blisko związany z koncepcją „permission marketingu”, która zakłada, że odbiorcy konkretnych przekazów marketingowych sami wyrażają na nie zgodę, np. poprzez subskrypcję mailową, śledzenie marki w mediach społecznościowych, czy wyszukując dane produkty, usługi lub informacje za pomocą wyszukiwarek. Sprawia to, że nasze komunikaty celniej trafiają do osób, które są nimi rzeczywiście zainteresowani.

Zamiast przytłaczać odbiorców niechcianymi reklamami, lepiej wyjść naprzeciw ich potrzebom. Jak pokazały badania HubSpot „The 2012 State of Inbound Marketing”, koszt pozyskania leada w wyniku działań inbound marketingu w amerykańskich przedsiębiorstwach, był ok. 2,5 krotnie niższy niż w przypadku tradycyjnych działań. Najtańszymi kanałami pozyskiwania leadów według badania były blogi, media społecznościowe i SEO. Warto również zwrócić uwagę na trend: 47 procent badanych firm zwiększyło w ostatnim roku swoje wydatki na marketing przychodzący.

Zanim rozpoczniemy tworzenie odpowiedniej treści wokół naszej marki, ważne jest przeprowadzenie audytu strony internetowej, czyli sprawdzenie wąskich gardeł, stopnia zoptymalizowana serwisu pod wyszukiwarki oraz samej użyteczności serwisu. Pozwoli nam to wyeliminować błędy, które mogłyby zaprzepaścić szansę na sukces w wyniku bardziej zaawansowanych działań. Aby to zrobić można skorzystać z takich narzędzi, jak Google Webmaster Tools.

Dobra treść = dobra reputacja

Kolejnym krokiem jest tworzenie atrakcyjnych, ciekawych i przydatnych treści. Strona, na której znajduje się sporo przydatnych informacji to najpewniejszy sposób na budowanie zaufania i wiarygodności dla swoich produktów i usług. Największym wyzwaniem szczególnie dla małych firm jest czas jaki muszą poświęcić na przygotowanie dobrego kontentu, który pozwoli być znalezionym w internecie. W inbound marketingu duże znaczenie ma wychodzenie naprzeciw problemom odbiorców, co pozwala budować zaufanie i lojalność wobec marki. Typ treści udostępniany na blogu lub stronie powinien być różny, a szczególną uwagę warto poświęcić na artykuły, infografiki, materiały wideo, prezentacje, raporty, webinary, podcasty czy ebooki. Pamiętajmy, że w przypadku inbound marketingu nasze działania nie są nastawione na szybką sprzedaż  w wyniku łatwych sztuczek. Tutaj istotne są długofalowe działania.

Jaką treść tworzyć?

Aby określić to dokładnie, należy dowiedzieć się możliwie jak najwięcej o tym, kim są nasi klienci i zidentyfikować ich potrzeby. Pytania na które powinniśmy znaleźć odpowiedź, to: jak nasi odbiorcy konsumują media, ile godzin spędzają wyszukując informacji i czytając blogi, oraz czy przeglądają aktualności w serwisach społecznościowych? Aby wiedzieć, które treści mogą być najbardziej popularne i realizować nasze cele użyć można kilku narzędzi, takich jak Google Keyword Tool (dzięki propozycji słów kluczowych możemy dowiedzieć się, które frazy są szukane częściej, a które rzadziej). Warto także zapytać o potrzeby samych czytelników naszego bloga. Istnieją 2 główne rodzaje treści: treść dedykowana konwersji, to tematy które wpływają na decyzje zakupowe i skierowane są do potencjalnych klientów oraz treść budująca świadomość marki (infografiki, poradniki, tutoriale). Nie można nie wspomnieć w tym miejscu o treściach szczególnie podatnych na rozprzestrzenianie wirusowe, czyli np. rozrywkowych filmach, w które wpleść można wartości, czy produkty marki (np. FunPack HD Serca i Rozumu), a także wykorzystaniu popularnych memów (patrz Natanek Batmanek).

Atrakcyjną treścią w przypadku niektórych firm może być też np. tekst opisujący często zadawane pytania i odpowiedzi. Korzyścią w takim przypadku jest fakt, że klient zaoszczędza dzięki temu swój czas i pieniądze – nie musi bowiem dzwonić, czy pisać maila w celu rozwiązania swojego problemu. Jego doświadczenie z marką z pewnością pozostanie pozytywne. Dla właścicieli małych firm z pewnością wartościową treścią jest prowadzony przez Marka Jankowskiego i Pawła Tkaczyka podcast „Mała Wielka Firma”, z którego dowiedzieć się można wielu interesujących informacji na temat prowadzenia biznesu, czy pozyskiwania klientów.

Można także zaangażować we współtworzenie treści o marce użytkowników organizując ciekawe konkursy i akcje polegające na przykład na przesyłaniu przepisów kulinarnych (przepisy.pl), rysunków (Kasia Moje Ciasto) lub prezentowaniu swoich marzeń w nagranym przez siebie filmie (Bank Millennium). Dzięki niewielkim stosunkowo kosztom, zyskujemy treści cenne wizerunkowo i łatwo rozprzestrzeniające się w sieci.

Dystrybucja treści

Proces tworzenia dobrej treści to najbardziej czasochłonny element kampanii. Warto więc zadbać o to, aby wyprodukowany już kontent trafił tam gdzie chcemy. W tym celu z pomocą przychodzą nam media społecznościowe, które mogą pomóc nam w dystrybucji treści na 2 sposoby. Po pierwsze sami możemy udostępniać kontent w kanałach w których jesteśmy obecni my i nasi klienci (np. Facebook, YouTube, NK.pl, Pinterest, Google+, slideshare). Wygłaszasz prezentację na branżowej konferencji? Udostępnij jej zapis wideo i całą prezentację w YouTube lub Vimeo oraz na slideshare.net. Zwiększysz tym samym zasięg swojej komunikacji.

Po drugie – możemy zaprojektować naszą stronę w ten sposób, aby to sami użytkownicy w łatwy sposób mogli dzielić się treścią ze swoimi znajomymi.

Media społecznościowe to także nieocenione pole do zdobywania ciekawych informacji o klientach, o tym co oni, a także konkurenci i liderzy opinii sądzą o twojej firmie i jej usługach oraz jak radzi sobie cała branża. Obecność w tych serwisach to nie tylko możliwość dialogu z konsumentami, promocja marki i jej produktów, czy budowanie świadomości marki, ale też wysokie pozycje w wyszukiwarkach. Ważne, aby działania w tych kanałach były stałe i skorelowane z całą strategią marketingową. Dzięki temu strona staje się w oczach Google wiarygodna. Linki z zaplecza pozycjonerskiego coraz bardziej tracą na znaczeniu na rzecz linków z mediów społecznościowych.

Zbieraj insighty

Jeśli dobra treść jaką wytworzyliśmy oraz odpowiednia jej optymalizacja i dystrybucja sprawiły, że mamy coraz większy ruch na stronie, cel pośredni został osiągnięty. Co jednak w przypadku, gdy nie poprawiliśmy wskaźników sprzedaży? Same wejścia na stronę są bezwartościowe jeśli nie uzyskujemy w ten sposób cennych informacji o naszych użytkownikach, lub nie konwertujemy ich od razu na klientów. Aby zdobyć tak cenne dla nas dane, jak adres e-mail, czy numer telefonu można oferować dodatkową ekskluzywną treść tylko tym osobom, które wypełnią specjalny formularz (a tym samym zgodzą się na otrzymywanie od nas np. newslettera). Znowu powracamy do odpowiedniego zaprojektowania strony, tak aby spełniała nasze cele. Warto zadbać więc o skuteczne „call to action” – użytkownik który wchodzi na stronę musi wiedzieć jakie działanie ma na niej wykonać. Odpowiednia strona docelowa musi być prosta i w jasny sposób pokazywać wartość odbiorcy, a dobry newsletter, to taki, który sam chciałbyś otrzymywać (również tutaj ważne jest CTA), pamiętać należy także, że coraz więcej osób odbiera maile wykorzystując do tego celu urządzenia mobilne. Nie zapominajmy, że w marketingu przychodzącym kluczowe jest zbudowanie trwałej relacji z odbiorcami (tzw. strategia dojrzewania leadów), co w dłuższej perspektywie spowoduje zwiększenie sprzedaży.

Analizuj i optymalizuj

Testuj i mierz, rezygnuj z działań, które przynoszą najmniejszy zwrot z inwestycji i skup się na tych najbardziej dochodowych. Warto mierzyć najbardziej kluczowe wskaźniki takie jak liczba użytkowników strony, bloga lub strony docelowej, liczba pozyskanych leadów oraz liczba rzeczywistych klientów.

Jednak im więcej aspektów naszej kampanii mierzymy, tym więcej zmian możemy wprowadzać i tym samym polepszyć nasze działania w szybszym czasie. Kilka najważniejszych narzędzi, które pomogą Ci analizować i optymalizować działania w obszarze inbound marketingu, to Google Analytics, PostRank, SurveyMonkey, MailChimp, Facebook Insights, bit.ly, FollowerWonk, czy Google Alerts. Google Blog Reader z kolei pozwoli sprawdzić gdzie i kto pisze o twojej marce i udostępnia treści z twojego bloga.

Ważne jest także stałe obserwowanie konkurencji, tego co ona udostępnia i co cieszy się największą popularnością.

Siła hashtagów

Hashtagi w social media

Wydawałoby się, że w porównaniu z gigantem jakim jest Facebook, nowo powstające serwisy nie mają szans. Wyglądało na to, że serwis taki jak Twitter, w którym mamy ograniczenie wpisywanej wiadomości do 140 znaków nie stanowi dla niego zagrożenia. Podobnie w przypadku Pinterest skupiającego się głównie na zdjęciach lub obrazkach. Kiedy pojawił się Instagram również wydawało się, że będzie on służył głównie temu, by pochwalić się wśród znajomych tym co zjedliśmy na obiad, gdzie byliśmy na kawie czy jakie ciasto dzisiaj upiekliśmy. Tymczasem wymienione serwisy rosną w siłę, zwiększają zasięg i pokazują nam, że mogą być wykorzystane marketingowo równie dobrze jak Facebook. Wszystko za pomocą jednego znaczka: #hashtagu.

Co to jest hashtag?

Hashtagi możemy nazwać fenomenem social media. To nic innego jak proste słowa kluczowe poprzedzone symbolem („#”). Zapoczątkowane na Twitterze pomagają użytkownikom pogrupować posty o wspólnej tematyce, co tym samym pozwoli odnaleźć nam wszystkie wpisy z danym znacznikiem. Hashtag stał się znakiem rozpoznawalnym Twittera, a z czasem zaczął być używany przez inne serwisy i wykorzystywany podczas budowania strategii marketingowych. Jest to rozwiązanie znacznie wygodniejsze gdyż zamiast linku zawierającego stronę, firmy czy marki mogą umieszczać ten właśnie krótki zwrot podczas swoich działań promocyjnych w internecie. Inteligentnie wykorzystane skupiają użytkowników wokół danej marki, produktu czy kampanii. Istnieje wiele przypadków używania hashtagów podczas akcji konkursowych. Co nam to daje? Po pierwsze wzmacnia przekaz, synchronizuje dyskusje, umożliwia natychmiastowy dostęp do zdefiniowanej tematyki. Jako przykład podać możemy zwykłe publikowanie zdjęć na Instagramie – hashtag dodany do naszej fotografii sprawi, że zostanie ona udostępniona milionom użytkowników tego serwisu. W przypadku, kiedy zdjęcia nie zostaną oznaczone będą dostępne tylko i wyłącznie dla naszych followersów.

 

2

Jak poprawnie stosować hashtagi?
Po pierwsze powinniśmy się starać, aby nasz hashtag nie był dla odbiorcy zbyt skomplikowany i w miarę możliwości prosty do zapamiętania. Ważne, żeby skupić się na najważniejszych informacjach lub cechach, które chcemy przekazać i umieścić je najlepiej w jednym zwrocie. Wystarczy spojrzeć, że zwrot #najnowszapromocjawnaszymsklepiezapraszamy nie jest przyjazny dla oka i niełatwo go zapamiętać. Z kolei rozbicie go na kilka zwrotów #najlepsza #promocja #w #naszym #sklepie traci sens, ponieważ pod każdą z tym fraz znajdować się mogą informacje i wątki niezwiązane z naszą marką ani informacją, którą chcemy przekazać. Czyż nie prościej napisać po prostu #PromocjaDlaFanow. Istotne również jest to, aby hashtagowane zwroty były zrozumiałe przez odbiorów – czasami oczywiste dla nas skróty mogą zostać źle odebrane przez innych.
Aby zapobiec wpadkom niezbędna jest dogłębna analiza w celu sprawdzenia czy dany zwrot nie jest już wykorzystany. W innym wypadku nasz przekaz może „zmieszać się” z komunikatem kogoś innego. Kiedy już przejdziemy do działań promocyjnych zadbajmy o to, aby hashtag pojawił się wszędzie – w materiałach reklamowych, mailach, a nawet wizytówkach. Zasada jest prosta – jeśli pojawią się one w większej liczbie miejsc, odbiorcy lepiej je zapamiętają. Oczywiście nie mam tu na myśli umieszczania na wizytówkach czy stopce mailowej hashtagów wykorzystywanych okazjonalnie – w celu przeprowadzenia akcji lub konkursu. W tym wypadku obecność hashtagu powinna obowiązkowo znaleźć się w informacjach promujących daną akcję. Gdy będziemy posiadać już własny i oryginalny hash pozostaje nam tylko zachęcenie naszych klientów do korzystania z niego.
Co jeszcze dają nam hashtagi?
Ułatwiają monitoring dyskusji w interesującej nas grupie – dzięki nim na bieżąco możemy śledzić przebieg konwersacji wyłapując istotne dla nas informacje. Szukając poparcia w danej sprawie, akcji czy przedsięwzięciu, za pomocą hashtagów łatwo możemy skupić wokół niej grupę osób zainteresowanych. Dzięki zwykłemu wydawałoby się krzyżykowi, możemy stworzyć „kącik” informacyjny, pomocny w odpowiedziach na zapytania klientów.
Mimo, że większość z nas kojarzy hashtagi głównie z Twitterem, znacznik ten stał się popularny w innych serwisach – Google+, Facebook, Instagram, Pinterest czy YouTube, dlatego planując kampanię z wykorzystaniem hashtagów warto pomyśleć o zintegrowaniu jej z wszystkimi kanałami. Cóż, nie pozostaje nam więc nic innego jak #działanie.

Czas na piwko… na Facebooku

Dobrze wiemy jak ważną rolę na Facebooku odgrywa oryginalny content. Niesztampowe treści, zwracające uwagę grafiki, ciekawe copy to właśnie to, co najbardziej zwraca uwagę i przyciąga fanów. Niestety nie wszystkie branże mogą sobie pozwolić na taką swobodę. Publikacja infantylnych grafik, memów i posługiwanie się kolokwialnym językiem na pan fage’u banku czy innej poważnej instytucji mogłoby podważyć wizerunek i reputację marki. Bardziej odważne treści mogą wykorzystać za to branże rozrywkowe, do których z pewnością możemy zaliczyć kluby, strony muzyczne, niektóre marki odzieżowe oraz oczywiście alkohole, w tym branżę browarniczą. To właśnie tej ostatniej kategorii mam zamiar się przyjrzeć i poświęcić ten wpis. Dla branży piwnej internet jest najlepszym medium do promocji. Potencjał, jaki niosą media społecznościowe to idealne rozwiązanie. To właśnie tam, znane nam marki piwne działają najmocniej, skupiając swoje działania na zainteresowaniach grup docelowych oraz czynnościach, którym najczęściej towarzyszy ich produkt. Sprawdźmy więc, jak wyglądają takie działania na Facebooku i jak marki radzą sobie w poszczególnych dziedzinach.

Sport

Jak wyglądają przygotowania do oglądania meczu? Najczęściej umawiamy się ze znajomymi i albo wychodzimy do pubu, albo szykujemy przekąski niezbędne do oglądania danych rozgrywek w TV. W takiej sytuacji na liście zakupów obowiązkowo musi znaleźć się piwo. Nie jest więc przypadkiem, iż marki piwne angażują się w liczne imprezy sportowe będąc sponsorem ważnych wydarzeń. Daje to pole do popisu również w mediach społecznościowych.
Idealny przykład zaangażowania w sport ukazuje piwo Warka. Marka była sponsorem polskiej reprezentacji podczas Euro 2012, co bardzo mocno podkreślała również na swojej stronie na Facebooku. Pomimo, iż Euro zostało tylko wspomnieniem, Warka nadal angażuje się w sport publikując na fan page’u specjalne, dedykowane grafiki i organizując akcje konkursowe. Obecnie fani mogą wziąć udział w zabawie „Rozgrzewka na zgrupowanie” polegającej na stworzeniu własnego zespołu i nadaniu mu ciekawej nazwy związanej z marką. Za swoją kreatywność, uczestnicy konkursu nagradzani są zestawami gadżetów od firmy Puma oraz oczywiście czteropakami Warki.

1

Sport na swoim fan page’u popularyzuje również „dziecko” Warki, czyli jej submarka Radler. Poza ciekawą komunikacją produktową opartą na atrakcyjnych grafikach i prowadzonych zabawach, Radler skupia się też na sportach zimowych. Temat ten jest mocno podkreślany w komunikacji i dodatkowych działaniach. Miłośnicy zimowego szaleństwa mogą spotkać strefy Radler, znajdujące się przy wybranych 26 stokach narciarskich w Polsce. W ich znalezieniu pomocna jest zakładka znajdująca się na fan page’u, gdzie znaleźć możemy mapę miast i województw, w których znajdują się strefy orzeźwienia Radlera. Zimowa akcja trwa przez cały luty.

2

Imprezy

Kolejną okazją do spędzania czasu przy piwie są imprezy. Jak można się domyślić, tematyka ta wykorzystywana jest przez branżę piwną bardzo często. Zacznę od marki, która motyw imprezy podkreśla już w nazwie swojego fan page’a. Mowa o „Party like a lord”. Strona wspomaga piwo Somersby. Wystarczy przejrzeć Timeline fan page’a, a od razu zauważymy, że tematyka zdjęć, postów oraz przeprowadzanych ankiet skupia się głównie na dobrej zabawie. Jak wspominałam na początku artykułu, branże rozrywkowe (w tym marki piwne) w swoich działaniach i komunikacji mogą pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa. Somersby poszedł więc po całości – oprawa graficzna angażuje nie tylko swoim atrakcyjnym wyglądem, ale również ciekawym hasłami zaczerpniętymi z popularnych memów, piosenek. W tym przypadku nikogo nie dziwi grafika odwrócona do góry nogami czy zupełnie absurdalne motywy jak jednorożec czy kot w lordowskim kapeluszu. Dzięki angażującym postom i zabawnym grafikom społeczność zgromadzona na fan page’u aktywnie angażuje się w publikowane treści. Tematyka zabaw i konkursów to również jedna wielka impreza w lordowskim stylu – za jej opisanie użytkownicy wygrać mogli wycieczkę z paczką przyjaciół na Tropical Island pod Berlinem.

 3 4

Imprezowy klimat to również wizytówka piwa Lech. Zarówno komunikacja jak i dodatkowe akcje podkreślają, że piwo Lech jest nieodłącznym elementem każdej dobrej zabawy. W organizowanych akcjach marka wykazała się sporą kreatywnością. Warta przedstawienia jest organizowana niedawno zabawa Beerboard, polegającą na stworzeniu w aplikacji toastu dla naszych znajomych. Nasz indywidualny toast mógł zawisnąć na bilboardzie w wybranych miastach. Konkurs na Facebooku był spójny z całą kampanią marki. Również do zakładek na fan page’u wkradł się imprezowy klimat – w zakładce „Domówka, sorry” mamy możliwość wygenerowania ogłoszenia, które poinformuje naszych sąsiadów o odbywającej się u nas imprezie.

5

Kobiety

Piwo to nie tylko sport. To również spotkania z przyjaciółkami na plotkach, babskie wieczory, dlatego w komunikacji nie można pominąć kobiet. To w szczególności dla nich powstają nowe, fantazyjne smaki tego napoju o obniżonej zawartości alkoholu. Marką najbardziej kojarzoną z kobietami jest piwo Redd’s, co doskonale obrazują ich działania prowadzone na Facebooku. Zaważyć to można w charakterystycznej komunikacji skupiającej się nie tylko na kobiecych imprezach i spotkaniach z przyjaciółkami, ale również na modzie, zakupach, sprawach damsko-męskich i designie. To właśnie kobieta, jej zainteresowania i potrzeby najczęściej pojawiają się na publikowanych grafikach. Marka w przedstawianych sytuacjach stara się nawiązywać do produktu, jednak dokonuje tego w sposób bardzo delikatny, działając na emocje. Kobiety i ich zainteresowanie pojawiają się nawet w aplikacjach konkursowych. Przykładem jest zakończony już konkurs „Imprezowa paczka” polegający na stworzeniu kolażu powstałego z połączenia zdjęć znajdujących stylizacji oraz zdjęć użytkowniczek i ich znajomych. Panie mogły dopasować swój wizerunek do zdjęć ukazujących modę z danej dekady XX wieku, a najciekawsze prace zostały nagrodzone.

 6

Mężczyźni

Rozpoczęliśmy od sportu, czyli tego, co mężczyźni kochają najbardziej, dlatego na nich zakończymy nasz przegląd. Skoro kobiety mogą mieć swój fan page, dlaczego nie mogą mieć go faceci? Na ratunek przychodzi marka Żywiec. Na stronie Żywiec Męskim Zdaniem daje się zauważyć komunikację stricte skierowaną do mężczyzn i ich zainteresowań oraz pasji, czego dowodem są choćby zdjęcia pojawiające się na tablicy marki. Brak na niej infantylnych treści, a główny nacisk kładziony jest na hobby, sport i muzykę. Prawdziwie męskiej muzyce poświęcona została zintegrowana kampania „Męskie granie”, której część miała miejsce również na Facebooku. To właśnie tam w specjalnej zakładce odbywało się głosowanie na koncerty. Inną ciekawą zabawą, był odbywający się w ubiegłym roku konkurs na „Lepieje żywca”. Na potrzeby obu akcji zostały stworzone dedykowane strony, a wszystkie działania relacjonowane były na Facebooku.

 7

 

Jak widzimy, możliwości działań jest wiele. Branża browarnicza angażować się może również w innych dziedzinach takich jak kultura, moda, a nawet sztuka. Gdyby spojrzeć dalej i prześledzić działania zagranicznych marek z omawianej branży, znalazłoby się jeszcze sporo ciekawych przypadków do dyskusji. Jedno jest pewne – branża piwna należy do tych, które w swoich działaniach mogą pozwolić sobie na więcej. Grzechem więc byłoby nie wykorzystanie tej szansy. Początek roku, to dopiero przedsmak tego, co mogą nam pokazać marki piwne w kolejnych miesiącach. Jak można się domyślić, ich aktywność wzrasta w miesiącach letnich, w czasie kiedy organizowanych jest najwięcej imprez, zarówno tych sportowych jak i czysto rozrywkowych. Markom piwnym daje to większe pole do organizowania kreatywnych i zintegrowanych kampanii. Czekam więc z niecierpliwością na lato, a z nim kolejne ciekawe case’y.

Siła Facebooka, czyli jak media społecznościowe zmieniają otaczającą nas rzeczywistość.

Social Media a zmiana rzeczywistości

Zdawać by się mogło, że rzeczywistość wirtualna to alternatywa dla świata realnego – przestrzeń, w której można się zanurzyć, a w dowolnym momencie łatwo się z niej wyrwać. Kiedy poczujemy się zagrożeni lub zaniepokojeni, jednym przyciskiem możemy wyłączyć komputer i znaleźć się z powrotem za biurkiem w bezpiecznym domu. Tymczasem internet to medium, za pomocą którego można wpływać na rzeczywistość. Nie chodzi tu tylko o oddziaływanie światopoglądowe czy kreowanie postaw konsumenckich. Internet, a tym samym media społecznościowe, mogą zostać wykorzystane w o wiele bardziej zauważalny sposób. 

Urodziny z rozmachem

Nieroztropne korzystanie z Facebooka może skończyć się poważnymi kłopotami. O sile tego serwisu przekonała się w czerwcu 2011 r. nastolatka z Hamburga, która chciała za jego pośrednictwem zaprosić znajomych na przyjęcie urodzinowe. Ponieważ nie zadbała o odpowiednie ustawienia prywatności, chęć wzięcia udziału w wydarzeniu wyraziło aż 15 tysięcy użytkowników Facebooka. Choć impreza została oficjalne odwołana, w okolicach domu niefortunnej jubilatki zjawiło się ok. 1600 (nie)proszonych gości. Wielu z nich było odpowiednio przygotowanych na ten moment – pojawiło się w koszulkach ze zdjęciem dziewczyny. Na szczęście obeszło się bez większych zamieszek – kilku imprezowiczów zostało aresztowanych, jeden z policjantów odniósł lekkie obrażenia.

Bardziej gwałtowny przebieg miały urodziny 16-latki z Holandii, która podobnie jak dziewczyna z Hamburga chciała zaprosić znajomych na przyjęcie ignorując ustawienia prywatności. W wyniku tego błędu wiadomość o urodzinach dotarła do 30 tys. osób. Wieść o imprezie rozeszła się błyskawicznie, także w innych serwisach społecznościowych. Ogromna rzesza osób zadeklarowała udział w wydarzeniu. W celu zapobieżenia potencjalnym rozruchom w mieście powołano sztab kryzysowy, rodzina nastolatki na czas planowanego przyjęcia wyjechała poza miasto, a ulica przy której znajduje się jej dom zamknięta. Lokalne władze oficjalnie informowały, że żadna impreza się nie odbędzie. Mimo to, 21 września 2012 r. w liczącym 18 000 mieszkańców spokojnym miasteczku Haren zjawiło się ok. 3 tys. osób. Wiele z nich miało alkohol. Pomimo przedsięwziętych środków  bezpieczeństwa, sytuacja wymknęła się spod kontroli. Ulice stały się plenerową dyskoteką, a zgromadzenie w końcu przerodziło się w zamieszki. Doszło do bójek, splądrowano miejscowy supermarket, niszczono samochody i rowery. Kilkadziesiąt osób zostało rannych.

Melanż u Sandry

Podobne wydarzenie miało miejsce na naszym polskim podwórku. Na rzekomych 18 urodzinach 14-latki z Tomaszowa Lubelskiego zjawiło się kilkuset gości. O imprezie, nazwanej „Melanżem u Sandry”, dowiedzieli się, także w tym przypadku, za pośrednictwem konta nastolatki na Facebooku. Mimo, że sama dziewczyna wycofała się z zaproszenia, internauci podchwycili temat. Powstał m.in. fan page „Wielki melanż u Sandry” za pomocą którego wiadomość rozchodziła się w dalszym ciągu.

Melanż u Sandry

O planowanym zgromadzeniu dowiedziała się mama dziewczyny, która poinformowała policję. Wg relacji Jerzego Rusina, rzecznika tomaszowskie policji, zarządzono pełną mobilizację. Do akcji skierowano wszystkie sekcje: prewencji, drogówki, dochodzeniówki, a nawet przestęp gospodarczych, psy oraz 20 radiowozów. Osiedlowa ulica, przy której znajduje się dom Sandry, została zablokowana dla ruchu kołowego. Wg szacunków policji, w piątek 23 listopada 2012 r. przed domem nastolatki zgromadziło się jednorazowo pół tysiąca osób. Burmistrz Tomaszowa Wojciech Żukowski uważa, że przez cały wieczór przewinęło się nawet 2000 osób. Zgromadzeni zaczęli pić na ulicy alkohol i wulgarnie się zachowywać. Tłum wywoływał z domu Sandrę i skandował „Sto lat”.  Choć obyło się bez większych zamieszek, mandatami ukaranych zostało ok. 60 osób.

Facebook obala rządy

Jako najbardziej spektakularne wydarzenie, w którym znaczącą rolę odegrał Facebook i inne portale społecznościowe, można przywołać Arabską Wiosnę czyli szereg gwałtownych protestów społecznych, które wstrząsnęły krajami Północnej Afryki oraz Bliskiego Wschodu. Seria niepokojów rozpoczęła się 17 grudnia 2012 r. i miała swoje źródło w niezadowoleniu płynącym z pogarszających się warunków życiowych: bezrobocia, rosnących cen żywności, korupcji, nepotyzmu. W niektórych krajach konflikt przerodził się w prawdziwą wojnę domową, m.in. w Libii, gdzie obalono długoletniego dyktatora Muammar al-Kaddafiego. Swoje stanowisko stracił także egipski prezydent Hosni Mubarak oraz prezydent Tunezji Zin Al-Abidin Ben Ali. W Syrii do dziś trwa wojna domowa, która pochłonęła już dziesiątki tysięcy istnień ludzkich. Komentatorzy podkreślają, że wydarzenia miały miejsce m.in. dzięki coraz bardziej powszechnemu dostępowi do Internetu oraz urządzeń mobilnych. To za ich pośrednictwem młodzi ludzie (którzy w dużej mierze byli inicjatorami rozruchów) mogli konfrontować sytuację w swoim kraju z tym, co dzieje się w rozwiniętej części świata, wymieniać się opiniami, wreszcie przekazywać sobie informacje o planowanych protestach. To także niejednokrotnie tą drogą informacje z centrum wydarzeń płynęły na cały świat.

Wpłynąć na rzeczywistość

Próby wpłynięcia na politykę (na mniejszą skalę, tym razem pokojowe i organizowane w granicach prawa) możemy obserwować również w Polsce. Przykładem jest inicjatywa Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców, której celem jest zebranie 500 000 podpisów pod wnioskiem o zwołanie ogólnopolskiego referendum edukacyjnego, a w rezultacie ostateczne odwołanie przez rząd reformy obniżenia wieku szkolnego. Chodzi także udzielenie społeczeństwu możliwości wyrażenia opinii w innych ważnych tematach edukacyjnych. Osią działań jest fan page Stowarzyszenia, na którym na bieżąco prowadzony jest dialog z rodzicami (bo oni są współorganizatorami akcji) na temat przebiegu zbiórki: publikowane są na bieżąco informacje o liczbie zebranych podpisów oraz działaniach, które zostały podjęte w celu uzyskania wymaganej liczby.

rzecznik praw

Również za pośrednictwem tego fan page’a została ogłoszona zbiórka pieniędzy na społeczny spot będący odpowiedzią na oficjalny spot ministerstwa zachęcający do posyłania sześciolatków do szkół. Organizatorzy apelowali o zebranie 10 tys. zł, otrzymali ponad 19 tys. Warto śledzić wydarzenia, żeby przekonać się czy klip powstanie i czy uda się zebrać wymagane pół mln podpisów.

Skąd ta siła?

Co sprawiło, że Facebook i inne media internetowe mają tak dużą siłę w oddziaływaniu na rzeczywistość? Po pierwsze popularność i łatwość komunikacji za ich pośrednictwem, także z osobami spoza grona realnych znajomych. Poza tym aspektem oczywistym już od  dawna, media społecznościowe pozwalają na łączenie się w grupy z wyjątkową łatwością. Nie trudno znaleźć osoby o podobnych zainteresowaniach lub przekonaniach, a narzędzia jakie dostarcza np. Facebook pozwalają na zgromadzenie ich w krótkim czasie w jednym miejscu. Ponadto specyfika sieci polega na tym, że w sieci widzimy tylko tyle, ile inna osoba ujawni nam o sobie, łatwiej jest ją zaakceptować i uznać „za swoją”, co pozwala na jeszcze poczucie jeszcze większej więzi. W przypadku młodzieży, która charakteryzuje się dużą spontanicznością, nie trzeba wiele, żeby poczuć, że w siła i przejść do działania. Jak widać, często w sposób nieprzemyślany. We współczesnym świecie nie można już więc ignorować siły internetu. Rękę na pulsie muszą trzymać nie tylko marketingowcy i specjaliści od PR, ale także rządy państw, opozycjoniści tychże, służby porządkowe oraz, oczywiście, rodzice. Nie można oddzielać od siebie rzeczywistości wirtualnej i realnej, ponieważ obie są ze sobą coraz bardziej złączone.

Kreowanie własnego wizerunku w Social Media, czyli jak się piszesz, tak Cię widzą

Kreowanie wizerunku w Social Media

Opinie nie są wyssane z palca. Coraz więcej HR-owców korzysta z możliwości jakie otwiera przed nimi świat mediów społecznościowych. Specjaliści przeszukują całą sieć, w poszukiwaniu wiadomości na temat obecnych, jak i potencjalnych pracowników. Oznacza to, że wszystkie treści, jakie zamieścimy na naszych osobistych profilach, blogach czy forach mogą zostać użyte przeciwko nam lub na naszą korzyść.

oko

Facebook nie wybiera:

Dyrektor szkoły podstawowej, ksiądz, makler czy fryzjerka. Co ich łączy? Wszyscy posiadają swoje profile na Facebooku, wszyscy świadomie lub mniej kreują swój wizerunek i wysyłają sygnał światu: taki jestem! Każde z nich na swoim profilu publikuje zabawne treści, kawały, dzieli się obawami, radościami, a także zdjęciami z rozmaitych etapów swojego życia. Tu powinno pojawić się pytanie: czy to czym dzielimy się na łamach naszych prywatnych profili powinno w ogóle uchodzić za informacje poufne, zarezerwowane dla naszych bliskich, czy też powinno być starannie wyselekcjonowanym zbiorem informacji- wizytówką, „maską”, którą zakładamy podczas nawiązywania kontaktów zawodowych?

Podstawowe zasady więzi w portalach społecznościowych

Podstawy wydają się być dość oczywiste – na własnym profilu wolno nam robić wszystko, ponieważ jest on prywatny. Jak zatem nie dopuścić do tego, by przełożony nie zobaczył kompromitujących fotografii z suto zakrapianej imprezy? Jak nie afiszować się ze swoimi preferencjami seksualnymi? Zarówno Facebook jak i Google+ oferują swoim użytkownikom szeroko rozbudowane ustawienia prywatności, personalizację i selekcję treści. Istotnym wydaje się być fakt by umiejętnie zarządzać treścią – w ten sposób sami decydujemy o podaniu do wiadomości takich informacji jak nasz status związku, preferencji politycznych czy religijnych. O ile selekcja informacji w ramach Facebooka czy Google+ jest możliwa, o tyle należy pamiętać, że każdy nasz krok w sieci pozostaje,  każda nasza aktywność na forach, grupach dyskusyjnych czy blogach pozostawia po sobie ślad i może kiedyś zostać użyta przeciwko nam.

Kreując swój profesjonalny obraz

Każdy z użytkowników social media chcąc wykreować swój oficjalny wizerunek powinien świadomie dzielić sieć swoich kontaktów, dbać o spójność pojawiających się na portalach (również tych zawodowych jak GoldenLine) informacji oraz aktualność zdjęć profilowych. Uczestnicząc w dyskusjach w sieci, zawsze należy pamiętać o zasadzie zachowania ostrożności. Wybierając się na rozmowę rekrutacyjną należy liczyć się z tym, że nasz rozmówca zapyta nas o informacje, które znalazł w sieci oraz wyciągnie nieścisłości wynikające z treści pojawiających się na różnych portalach. Nie chodzi jednak o to by kreować obraz siebie samego jako chłodnego profesjonalisty “bez życia prywatnego”. Nie od dziś wiadomo, że często hobby, które być może dzielimy z rekruterem, którego spotykamy na swej drodze może zaważyć na tym czy otrzymamy pracę. Kluczem do sukcesu wydaje się być odpowiednie dobieranie słów, tworzenie treści dla nikogo nie obraźliwych, nie wdawanie się w społecznościowe kłótnie oraz nieudostępnianie zdjęć, które dotykają sfery prywatnej.

bedŹródło wszystkich problemów

Wraz ze wzrostem popularności portali społecznościowych coraz głośniej zaczęto mówić o zjawisku nazwanym FOMO (Fear Of Missing Out- z ang. strach przed wykluczeniem). Obecnie, sporo naszych więzi ogranicza się do tych podtrzymywanych przez takie strony jak Facebook. Ludzie nie mając czasu na to by zadzwonić lub spotkać się ze znajomymi tworzą coraz większą ilość treści opowiadających o każdym kroku zawodowym lub prywatnym. Ponieważ narasta w nas strach przed byciem wykluczonym wysyłamy światu i bliskim wiadomości o tym, co aktualnie dzieje się w naszym życiu. Ale to nie wszystko, ponieważ pragniemy kreować swój wizerunek na obraz człowieka niezwykle aktywnego, ambitnego i towarzyskiego, często skłaniamy się do tego by publikować treści prywatne.

Najbardziej podatni na syndrom FOMO wydają się być użytkownicy stosunkowo młodzi, opierający swoją komunikację ze znajomymi właśnie na serwisach społecznościowych, czujący nierozerwalną więź z wirtualnym światem .

statŹródło

Facebook = początek końca?

W Polsce jeszcze niewiele się pisze  o łączeniu zjawiska udostępniania wiadomości w ramach portali społecznościowych, z tymi jaki wpływ wywierają one na nasz zewnętrzny, zawodowy obraz. W Stanach wszyscy “szczęśliwcy”, którzy połączyli  fakt bycia zwolnionym z informacjami jakie udostępnili na Facebooku mogą dołączać do popularnej grupy o wdzięcznie brzmiącej nazwie “Fired by Facebook” założonej oczywiście na tym samym portalu. Większość jej członków straciła pracę z  powodu umieszczania na swojej tablicy niepochlebnych opinii o firmie oraz szefie i dziś pomstuje na byłych przełożonych, przekonując, że przeglądanie ich profili było pogwałceniem prywatności.

wtf

Dbaj o to jak widzą Cię inni, bądź kreatywny!

Myśląc o wizerunku jaki sami tworzymy swoją działalnością w obszarze social media, powinniśmy pamiętać o tym by być sobą, jednocześnie myśląc o poszanowaniu dla innych użytkowników. Nie twórzmy treści, które mogłyby godzić w innych. Dbajmy o to, by informacje o naszej osobie były spójne, niezależnie od platformy komunikacji. Co ważne, możemy kreować się również na osoby fachowe i rzetelne – pokażmy światu swoje zainteresowania i wiedzę. Jeżeli jesteśmy poważnym pracownikiem wyższego szczebla, a w wolnym czasie kochamy kite surfing czemu nie komunikować tego faktu nie tylko na popularnych społecznościówkach, ale i swoim własnym, niszowym blogu? Wychodźmy poza schematy!

HR w social media

HR w social media

Poszukiwanie pracy w obecnych czasach nie należy do prostych, zarówno przez rosnące bezrobocie, jak i ogromną konkurencję na rynku pracy. W związku z tym, że również w tej dziedzinie rządzi internet, to właśnie tam przeglądamy oferty w specjalnie do tego przeznaczonych serwisach, tworzymy swoje wirtualne CV, sprawdzamy statusy naszych aplikacji. Czy to wystarcza? Kiedy dobrze się rozejrzymy zauważymy, że zgłoszeń podobnych do naszych są setki. Jak w takim razie sprawić, aby pracodawca wybrał właśnie nas?

Wyróżnić się i być obecnym!

Od czego zacząć? Wydawałoby się, że najlepszym rozwiązaniem będą portale specjalistyczne, jednak zanim się na nich pojawimy, warto „zrobić porządki” na stronach używanych przez nas na co dzień, takich jak choćby Facebook. Wiele osób posiada na nim profil głównie dla rozrywki, czy utrzymywania kontaktów ze znajomymi. Należy pamiętać, że jest to jeden z wielu kanałów, którymi może dotrzeć do nas przyszły pracodawca. Jeśli tylko będzie miał taką okazję, z pewnością zajrzy na nasz profil.  Jak w takim razie poprzez profil społecznościowy pokazać, że jesteśmy osobą zasługującą na wybrane stanowisko? Bardzo przydatne może być w tym wypadku udostępnianie oraz tworzenie treści związanych z interesującą nas branżą, komentowanie wartościowych artykułów oraz wpisów, co dodatkowo wpłynie pozytywnie na nasz wizerunek. Nasza aktywność może zostać zauważona przez osoby z branży, dzięki czemu zyskamy interesujące kontakty, które w przyszłości zaowocować mogą współpracą. Być może niewiele osób jest tego świadomych, ale przez zmiany wprowadzone na Facebooku (choćby nawet pojawienie się Timeline’a), profil użytkownika stał się jego CV. Uzupełniony o istotne informacje, takie jak wykształcenie, dotychczasowe doświadczenie czy zainteresowania jest bardzo wartościowym źródłem informacji dla rekrutujących. Oczywiście jeśli nie mamy ochoty na to, aby doprowadzać nasz profil do porządku, lepiej pomyśleć o zablokowaniu i uniemożliwieniu jego oglądania.

Kolejny krok? Serwis specjalistyczny!

Tego typu serwisów jest coraz więcej. To właśnie tam użytkownik ma możliwość stworzenia swojego profilu zawodowego, który będzie wyświetlany potencjalnemu pracodawcy. W obecnych czasach, obecność na nich to obowiązek, bo nieważne czy to Facebook, czy też portal dla profesjonalistów, przebywanie na nich jest dowodem naszego istnienia w sieci. Pracuj.pl, Profeo, GoldenLine, Biznes.net i Ogniwo.net, czy zagraniczny LinkedIn – jeśli nie ma Cię na żadnym z nich, to ostatni moment, aby coś z tym zrobić.

Najbardziej cieszący się popularnością w naszym kraju jest GoldenLine, liczący ponad milion polskich użytkowników. To idealne miejsce nie tylko na przebieranie w zamieszczanych tam ofertach pracy. GoldenLine daje nam możliwość do zaprezentowania swojej osoby oraz nawiązanie relacji niezwykle ważnych w naszej przyszłej karierze. Dodatkowo dzięki przynależności do grup dyskusyjnych i częstemu wypowiadaniu się na dane tematy, mamy szansę zostać zauważonym przez pracodawcę. Kolejnym plusem serwisu, są cenne referencje, wystawiane przez byłych i obecnych współpracowników, stanowiące świetne źródło informacji dla osób rekrutujących. Nie zapominajmy również o tym, że w bazie serwisu znajduje się liczne grono headhunterów oraz pracowników działów HR, którzy zapraszając do nas do kontaktu budują bazę potencjalnych kandydatów. Należy pamiętać, że już od dłuższego czasu na serwisie poza użytkownikami obecne są tez profile firm, co służy ich promocji, a nam daje możliwość kontaktu z firmą.

Tymczasem za granicą…

Zagranicznym odpowiednikiem GoldenLine oraz świetnym miejscem na odnalezienie pracownika lub partnera biznesowego jest LindedIn, który od początku ubiegłego roku dostępny także w wersji polskiej. Serwis niedawno przekroczył 200 milionów użytkowników, natomiast jak wynika z danych Socialbakers, w naszym kraju korzysta z niego 600 tysięcy internautów. Mimo znacznej przewagi naszego rodzimego serwisu, LinkedIn daje więcej możliwości dzięki obecnym na nim firmom zagranicznym i bardziej rozbudowanym funkcjom. Dla osób szukających pracy w międzynarodowych korporacjach lub planujących kontynuację kariery za granicą, wybór tego serwisu daje znacznie szersze perspektywy. Również ten serwis zawiera wiele użytecznych opcji, takich jak udzielanie rekomendacji, grupy tematyczne czy też wprowadzoną niedawno ocenę kompetencji. Szersze spectrum możliwości dają nam dostępne w serwisie płatne pakiety, posiadające szereg różnych ciekawych funkcji zarówno dla rekrutujących jak i poszukujących pracy. Pomogą nam one między innymi rozszerzyć listę wyświetlanych profili, zapisać wyniki wyszukiwania, zachować i posegregować ważne kontakty, a nawet dodać szczegółowe notatki do każdego z nich. Miejsca takie jak GoldenLine czy LinkedIn są również świetnym sposobem na utrzymanie kontaktów, które nawiązaliśmy na ważnych spotkaniach, szkoleniach czy imprezach branżowych. Pielęgnowanie takich kontaktów może być przydatne w przyszłości, kiedy będziemy poszukiwać pracy lub współpracownika.

Co jeszcze?

Jeśli branża, z którą wiążemy swoją przyszłość wyjątkowo nas interesuje i możemy mówić o niej jako naszym hobby, mamy kolejną okazję do stworzenia świetnej bazy pod CV – własnego bloga.  Jest to idealny sposób nie tylko na podzielenie się swoją wiedzą z innymi, ale również ukazania siebie jako specjalisty w danej dziedzinie. Nie trzeba dodawać, że dzięki temu możemy zyskać dodatkowe punkty u naszego potencjalnego pracodawcy, a regularnie i sumiennie prowadzony może w przyszłości przynieść dodatkowe profity.

Podobnie jak zwykłe CV, nasze wirtualne profile nie powinny być zaniedbane i powinniśmy pamiętać o ich aktualizowaniu, mając na uwadze fakt, że im więcej szczegółów w nich zamieścimy, tym lepiej będziemy postrzegani w oczach pracodawcy. We wszystkich przypadkach musimy pamiętać, że mamy do czynienia z serwisami społecznościowymi, które z założenia opierają się na nawiązywaniu znajomości i podtrzymywaniu tych relacji. W związku z tym, największa wartość, którą niosą za sobą wszelkie tego typu serwisy to sieci kontaktów niezwykle przydatnych zarówno podczas poszukiwania pracy jak i w naszej przyszłej karierze. Korzyści jednak są obopólne – zarówno dla kandydatów jak i pracodawców, którzy decydując się na rekrutację w sieci mogą zredukować jej koszty, a zasięg tych portali daje im większe szanse dotarcia do osób posiadających wymagane przez nich doświadczenie. Jeśli więc jesteś na etapie poszukiwania pracy, w pierwszej kolejności koniecznie zaktualizuj swoje CV.