40% to za mało? Innowacyjna aplikacja dla marki BOLS zrobiła robotę! Freeze the Bottle – case study

Jak z przytupem wprowadzić na rynek nowy produkt bez wydawania fortuny na dodatkową promocję? Zazwyczaj jest to dość ciężki zabieg, jednak przy pomocy odpowiedniej strategii i z wykorzystaniem innowacyjnych rozwiązań wcale nie musi taki być.

Bols angażuje fanów

Dla marki Bols, w związku z wprowadzeniem na rynek limitowanej edycji produktów, zorganizowaliśmy na Facebooku konkurs „Freeze the Bottle”. Marka Bols znacznie wyróżnia się na polskim Facebooku na tle innych marek alkoholowych, której strategia komunikacji opiera się na angażowaniu fanów poprzez atrakcyjne Ambasadorki, znane między innymi z kalendarzy Bols i eventów organizowanych przez markę.

Klucz do sukcesu? Kreacja i innowacja

Pozostając na tych samych torach, w organizowanym przez nas konkursie “Freeze the Bottle” zbudowaliśmy ciekawą wizualnie kreację z wykorzystaniem innowacyjnego mechanizmu przechwytywania poziomu dźwięku z komputerowego mikrofonu. Fanów marki z Facebooka postanowiliśmy zaangażować w dość nietypowy sposób – uczestnicy konkursu mieli zamrozić wirtualną butelkę Bols poprzez dmuchanie do mikrofonu.
Do rywalizacji mogli przystąpić wszyscy fani facebookowego profilu Ambasadorek. Codziennie, wśród osób, którym udało się zamrozić butelkę najbliżej pełnej godziny, wyłanialiśmy 3 zwycięzców, którzy otrzymywali gadżety marki. Ponadto, dodatkowe nagrody zdobyło 8 osób, które zamroziły najwięcej butelek w czasie trwania całego konkursu.
W ciągu jednego dnia każdy uczestnik mógł zagrać tylko 2 razy. Kolejne 5 szans otrzymywał, gdy zaprosił do aplikacji 3 swoich znajomych.

Efekty naszej kampanii

Przez okres dwóch tygodni, bez dodatkowego wsparcia reklamą na Facebooku, czy w innych mediach wykreowana przez nas kampania wygenerowała liczbę 216 068 odsłon przez konkursową aplikację, a profil marki na Facebooku wzbogacił się o 1383 fanów.

Konkurs “Freeze the Bottle” cieszył się ogromną popularnością:

  • Liczba uczestników konkursu – 3 266
  • Liczba zamrożonych butelek – 6 542

A aplikacja konkursowa zebrała bardzo dobre recenzje – w skali 1-5 średnia ocena wyniosła 4.1.

7 porad marketingu branży wnętrzarskiej

Według raportu „E-commerce w Polsce 2015. Gemius dla e-Commerce Polska” wartość rynku e-commerce w Polsce to 27 miliardy złotych, a 37% osób deklarowało, że robiło już zakupy w kategorii „meble i wystrój wnętrz”. Jak widać, rynek ten jest całkiem spory. Warto pamiętać również o tym, że działania prowadzone w Internecie mają mnóstwo zalet, których nie posiada reklama tradycyjna. A że święta są za pasem i wszyscy wkrótce ruszymy do sklepów w poszukiwaniu idealnych prezentów, przyjrzyjmy się dziś, jak się reklamować i jakie działania marketingowe możemy prowadzić dla branży wnętrzarskiej w Internecie:

  1. Zbadaj swoją grupę docelową

Informacja o tym, kim jest Twój klient, to podstawa. Możesz się tego dowiedzieć korzystając z takich narzędzi analitycznych jak Brand24, SentiOne, Google Trends, Google Market Finder, zbierając informacje z for internetowych czy nawet analizując konkurencję.

  1. Rozmawiaj z klientami

Wiesz, że Twoi klienci znajdują się również na portalach społecznościowych, takich jak np. Facebook czy Twitter. Możesz także z nimi rozmawiać „na żywo” na swojej stronie za pomocą czata. Jest to dobry sposób by odpowiedzieć na ich pytania i reagować na to, co piszą. Twoja marka też może skorzystać z takiego naturalnego dziś sposobu kontaktowania się klientami.

  1. Zaskocz klientów pomysłami

 Lubimy, kiedy coś nas zaskakuje. A jak możesz zaskoczyć swojego klienta? Sposobów jest wiele. Jednym z ciekawszych a zarazem skutecznych jest umożliwienie użytkownikom wpływania na nasze treści. Na stronie www.oknoplast.com.pl to klient decyduje o tym jak dalej potoczy się historia opowiedziana w interaktywnym filmie.

  1. Pokazuj zdjęcia

 Mówi się, że zdjęcie może wyrazić więcej niż 1000 słów. Zbliżenia detali produktów, aranżacje wnętrz, pomysły na dekoracje… Okazji do zaprezentowania produktów wyposażenia wnętrz jest mnóstwo, i takie portale jak Instagram czy Pinterest świetnie się nadają do dzielenia się zdjęciami.

  1. Prowadź bloga

Możesz wykorzystać bloga do dostarczenia wartościowych informacji i porad o swoich produktach, które zachęcą klientów do zakupu. Jeśli sprzedajesz np. zastawy stołowe, możesz przygotować artykuł na temat sposób dekorowania stołu na Święta. Pamiętaj o tym, że klienci często potrzebują różnych informacji by utwierdzić się w decyzji o zakupie.

  1. Skorzystaj z kampanii reklamowych

Tak jak w telewizji czy w radio, w Internecie też możesz zareklamować swój produkt, i możesz dokładniej niż w mediach tradycyjnych dotrzeć do osób zainteresowanych zakupem.

  1. Testuj i analizuj

To jest właśnie ogromna zaleta działań marketingowych prowadzonych w Internecie, że wszystko możemy zmierzyć i poprawiać: ilu odwiedzających ma nasza strona miesięcznie? Z jakiego źródła weszli na naszą stronę? O jakich porach najlepiej publikować na Facebooku? Gdzie o nas mówią? Narzędzi jest wiele, a najpopularniejsze to narzędzie Google Analytics.

 

Reasumując, nie trzeba od razu rzucać się na głęboką wodę z działaniami marketingowymi. Można spróbować od 1, 2 rzeczy, i potem włączać kolejne. Tu pytanie nie jest czy powinnyśmy działać, tylko jak, i kiedy. A jeśli masz pytania, napisz do nas na brief@oxmedia.pl, chętnie podpowiemy, od czego możesz zacząć.

Postaw na automatyzację! Czyli jak skutecznie prowadzić marketing automation w internecie.

marketing automation

Wiele osób uważa, że marketing automation, czyli automatyzacja pewnych zachowań powoduje zacieranie dobrych relacji z naszym otoczeniem. To prawda. Jednak w marketingu internetowym ten czynnik jest potrzebny, a nawet konieczny!

Tradycyjny marketing nauczył nas przede wszystkim mozonlego zdobywania klienta i podtrzymywania jego zainteresowania. Dobry marketer zna sztuczki i narzędzia, dzięki którym może zdobyć odbiorcę i utrzymać jego uwagę zgodnie z klasycznym modelem AIDA. Współczesny marketing w interenecie powoduje jednak, że zaciera się granica między wyszkolonymi handlowcami i przedsiębiorcami a młodymi startupowcami czy pasjonatami marki. Dziś już każdy ma możliwość testować wiele różnorodnych metod i postawić na pełną, efektywną marketing automation (automatyzację sprzedaży i całego marketingu).

Marka, która stawia na automatyzację w marketingu, może generować efektywną sprzedaż. Idąc dalej, przechodzimy do zwiększenia przychodów firmy poprzez odpowiednio spersonalizowaną, automatyczną komunikację z wybranymi, określonymi grupami docelowymi.

Idea automatyzacji marketingu zakłada, że kluczem do efektywnej sprzedaży jest właściwa personalizacja przekazu oraz dobranie wartościowych insightów. Systemy automatyzujące dokonują selekcji i wybierają użytkowników pod kątem ich zaawansowania w kwestii decyzji zakupowej.

Lista najważniejszych rzeczy, które musisz znać, kiedy skupiasz się na automatyzacji marketingu internetowego:

  1. Wszystkie działania w marketing automation mają na celu kontrolę ruchu na stronie, tak, aby pozostał po nich trwały i konkretny ślad.
  2. Odpowiednio zarządzaj polityką cenową: rabaty i promocje kieruj do stałych klientów. Stosowanie automatyzacji marketingu daje możliwość porządkowania danych i usystematyzowania informacji w firmie. Sprawdzisz w ten sposób jakość przeprowadzonych kampanii oraz ich efekty.
  3. Personalizuj wiadomości wychodzące do określonych odbiorców, które będą podlegały późniejszej automatyzacji – takie jak m.in. treści maili/
  4. Określone moduły narzędzi służących do automatyzacji pomagają prześledzić skuteczność naszych reklam. Dzięki temu następne kampanie możesz skorygować, poprawić, ulepszyć. A wszystko dla klienta.

Agencja interaktywna OX Media już wcześniej zaprezentowała jedno z nowoczesnych rozwiązań marketing automation którym jest Social Hub, dzięki któremu w jednym miejscu możemy odnaleźć grupę odbiorców naszej marki, reagującą na content z nią związany. Social hub to strona, która zbiera inisghty w jednym miejscu i jednocześnie stanowi statyczną wizytówkę marki. Ale to nie wszystko – użytkownicy od mają stałą styczność z naszymi kanałami, które prowadzimy w ramach marketingu i sprzedaży. Skupiając w jednym miejscu swoich przyszłych klientów doskonale wiesz, czym się interesują, czego poszukują oraz na jakie ich potrzeby warto zareagować. Co wtedy robisz? Tworzysz unikatowy, dedykowany przekaz informacji, który dociera do tych właśnie odbiorców. Z Social Hub nie tylko sprzedajesz, ale podobnie jak w mediach społecznościowych, nawiązujesz długotrwały, wartościowy dialog z użytkownikami.

Efektywne zaangażowanie klienta w działania marketingowe to niełatwe zadanie. Ich celem jest przede wszystkim doprowadzenie do decyzji zakupowej odbiorcy. Poniższy lejek marketingowy pokazuje schematyczny przebieg poszczególnych elementów. Na samej górze (prospects) może się znaleźć wszystko związane z komunikacją: webinary, social media, display, real-time marketing, strona www etc. Nasz klient jest ściśle powiązany z takim właśnie lejkiem. Potencjalny odbiorca „wpada” do niego, a następnie porusza się w dół, aż do momentu zakupu proponowanego przez nas towaru. Ważne – na każdym etapie drogi sprzedaży spotykamy się z coraz mniejszym zasięgiem odbiorców (nie każdy potencjalny lead jest zainteresowany zakupem). Na samym końcu zostaną tylko te osoby, które faktycznie są najbardziej zainteresowane naszym produktem (cegiełka „Sales” lejka jest najbardziej wąska). Dlatego tak ważne jest poznanie potrzeb odbiorców (m.in. poprzez statystyki wejść na poszczególne frazy/zapytania czy chęci przeczytania newslettera), do których dopasujemy odpowiedni przekaz.

lejek marketing automation

Źródło: Slipstrea

Trend związany z Lead Ads (reklama nastawiona na pozyskanie leadów, więcej przeczytacie o tym w naszym ostatnim artykule), podobnie, jak z e-mail marketingiem, nie ustępuje. Ten pierwszy jest już w takiej fazie rozwoju, która zapewnia kontakt z klientem krótszy niż w ciągu minuty po zainteresowaniu go ofertą. Co ciekawe, klient, odpowiadając na pytania na temat swoich preferencji zakupowych, nie musi ręcznie uzupełniać informacji – jego odpowiedzi są także w pełni zautomatyzowane  i pokazują się jako wybór podpowiedzi!

Z kolei rozwój całego systemu e-mail marketingu wiąże się przede wszystkim ze sposobem i jakością nawiązywania nowych relacji. Różnorodne zmiany w zachowaniach użytkowników w internecie powodują, że „skaczą” oni z jednej marki na drugą. Dlatego istotne jest wprowadzanie nowych rozwiązań i modyfikacji w działaniach nie tylko e-mailowych, ale także SEO, SEM, kampanii (content, display, afiliacja, remarketing).

Na szczęście, jako agencja marketingowa doskonale znamy sposoby na na zawarcie kontaktu z nowym subskrybentem (leadem). Oto kilka z nich:

  1. Pan Nowak otrzymuje powitalną wiadomość oraz podziękowanie za zapisanie się do naszego newslettera. W kolejnych wiadomościach dowiaduje się więcej o danej marce (atutach, prowadzonej polityce, asortymencie) i dostaje interesujące go newslettery ifoldery. Proponowane treści są powiązane z przeglądanymi przez niego ofertami oraz z jego zainteresowaniami.
  2. Subskrybent otrzymuje propozycje uczestnictwa w szkoleniu firmy (tradycyjnym lub internetowym) lub informacje o konkursie. W ten sposób nawiązujemy z nim jeszcze trwalszą relację.
  3. Pan Nowak, jako stały klient, jest na bieżąco informowany nie tylko o nowościach i promocjach, ale także o przyszłych kampaniach i oferowanych produktach.
  4. Nasz klient otrzymuje dedykowane kody rabatowe i zaproszenia do konkursów. Ponadto stale stosujemy remarketing: dzięki temu marka buduje poczucie przynależności do siebie, a pan Nowak czuje, że ktoś się o niego troszczy.
  5. Ważne są także ankiety wysyłane do stałych klientów. Możemy dzięki nim sprawdzić, czy zainteresowania klienta uległy zmianie (np. poszerzyły się). Dla nas jest to niezbędne badanie odbiorcy, a z kolei dla naszego pana Nowaka takie działania to ważna informacja o tym, że o niego dbamy (sprawdza się tutaj reguła wzajemności Cialdiniego). Takie poczucie wzajemności wpływa bardzo pozytywnie na transakcje sprzedażowe.

 

Automatyzacja marketingu zmienia sposób prowadzenia biznesu w sieci. Marka staje się realnie odpowiedzialna za rozwój swojego produktu jak i za kondycję lejka sprzedażowego. Dostępne możliwości narzędzi reklamy w social media, takie jak Lead Ads, Local Awareness, Custom Location itd. umożliwiają lepsze dotarcie do klienta, ale przede wszystkim poznanie jego zainteresowań, potrzeb i pragnień (np. formularze pytań w Lead Ads). Wizerunek marki to pierwszy element, z którym spotyka się nasz potencjalny odbiorca. Warto więc zadbać o komunikację na swojej internetowe wizytówce i postawić na nowe rozwiązania (Social Hub). Tylko gruntowna wiedza o kliencie może być kluczem do sukcesu w biznesie.

Lead is king, content is queen. Where is prince?

Content marketing a lead generation

W celu pozyskania oraz utrzymania wartościowego leada, wszystkie dobre sposoby są dozwolone, a wręcz – pożądane. Przyjrzymy się dziś, jakie sposoby pozyskiwania leadów  – zarówno przez content marketing jak i nowy format reklam na facebooku, lead ads – oferują nam social media oraz jak mogą je wykorzystywać nowoczesne marki i agencje interaktywne.

We współczesnym e-marketingu jest wiele nowoczesnych metod wspierających pozyskanie klientów firmy. Jednak w podsumowaniu roku 2014, które przygotował Hubspot, jasno przedstawia się statystyki – aż 42% badanych firm jednomyślnie postawiło na inbound marketing (czym jest inbound marketing przeczytacie tutaj) jako główne źródło gromadzenia leada. Wynika z tego, że marketing treści był głównym sposobem dotarcia do odbiorców w przeciwieństwie do outbound marketingu (marketingu bardziej „tradycyjnego”), który skupia się przede wszystkim na komunikatach wychodzących (różnicę pomiędzy jednym i drugim pokazujemy na poniższym schemacie).

inbound

Źródło: wordstream.com

Najnowsze badanie zrealizowane na zlecenie IAB Polska pokazuje wzrost wartości reklamy cyfrowej (+ 15,7% w roku 2015), z której najpopularniejsza jest zdecydowanie reklama graficzna z wideo online (33% udziału w torcie reklamowym). Największe inwestycje w ramach tego przekazu informacyjnego należą do branży motoryzacyjnej, a najmniejsze do marek związanych z chemią gospodarczą. Zmienia się dziś rola królowej (contentu), która wychodzi poza obszar marketingu treści w zdobywaniu króla (leada), korzystając z innych, angażujących metod.

Czy to znaczy, że content jest już nieistotny? Oczywiście, że nie. Jest ważny, ale zmienia się jego przeznaczenie. Marketerzy wiedzą doskonale, że e-booki czy poradniki, do których sięgają czytelnicy, to przykładowe źródła lead nurturingu (dojrzewania leadów), prowadzące do wyodrębnienia określonej, skupionej wokół przekazu, społeczności przyszłych klientów. Taki użytkownik, zanim zainteresuje się marką, musi najpierw oswoić się z produktem czy usługą i sprawdzić ich potencjał. Podobnie facebook oferuje nowy format reklamowy, którego celem nie jest website clicks czy też zaangażowanie pod postem, ale właśnie sprzedaż. Idea opiera się na Lead Generation (generowaniu leadów), a sam format Lead Ads ma pomóc markom w gromadzeniu adresów e-mail i numerów telefonów osób zainteresowanych produktem lub usługą komunikacji – wysyłką wiadomości czy dedykowanym mailingiem na szeroką skalę.

Odpowiednio zaplanowana strategia, pokonanie niezliczonego tłumu poddanych i dotarcie odpowiedniego leada, czyli naszego króla, to prawdziwe wyzwanie. Jednak nawet to nie gwarantuje pełnego sukcesu. Sztuką jest, aby Twój „lead” czyli subskrybent został wiernym klientem. Dlatego warto przemyśleć zaproponowany przez agencję OX Media dekalog działań, które będą eksplorowane w praktyce:

  1. Nie rozdrabniaj się na kilka kanałów – wybierz te, które są najbliższe Twojej grupie docelowej.
  2. Wyznacz jasny cel i odpowiednie do jego osiągnięcia narzędzia.
  3. Nie powielaj treści na Facebooku, G+ i Twitterze – Twoi odbiorcy oczekują unikatowości.
  4. Monitoruj i sprawdzaj leady. Używaj narzędzi analitycznych – wbudowanych w dane medium społecznościowe lub zewnętrze, takie jak HootSuite czy Sprout Social.
  5. Social media to nie bagno i nie są celem samym w sobie – nie wrzucaj tu wszystkiego, wybierz najbardziej wartościowe treści.
  6. Nie usuwaj negatywnych opinii – odpowiadaj na nie rzeczowo.
  7. Nie wstydź się prosić o opinię, polubienie czy retweeta. Każdy ruch buduje społeczność wokół Twojej marki, pozwala lepiej ją wyszukać i pozycjonować.
  8. Bądź cierpliwy – zaangażowanie wymaga poświęcenia, a efekty czasu.
  9. Aktywizuj odbiorcę w każdy przekaz, który tworzysz. Zadając pytania, wymagaj odpowiedzi.
  10. Bądź otwarty. Mów o tym, czego się uczysz, co/kto jest dla Ciebie inspiracją w działaniu. Szczerość buduje wiarygodność przekazu (szczególnie na LinkedIn).

Mimo różnego przeznaczenia kanałów medialnych, mają one cechę wspólną: budują określoną społeczność, wokół której poruszają się potencjalni klienci.

Agencja interaktywna OX Media prezentuje nowoczesny system dotarcia do odbiorcy, który dostaje spersonalizowany i wyselekcjonowany przekaz. Social Hub to miejsce skupiające w sobie kanały komunikacji społecznej marki oraz ich uczestników. Co najważniejsze – platformy te nie przeszkadzają sobie wzajemnie (jak to często bywa w sieci), ale uzupełniają bazę informacji o produkcie czy usłudze. Social Hub w nowoczesny sposób zbiera insighty, które następnie są kierowane na stronę Twojej marki. Stanowi bardziej uniwersalną formę przekazu informacji, która, dzięki praktycznemu zastosowaniu połączenia strony sprzedaży i treści, umożliwia Ci nieustanny monitoring swoich odbiorców! Dla nas istotne jest nawiązanie długotrwałej, efektywnej relacji z klientem, dlatego Social Hub agreguje różnorodne treści także z platform ściśle wizerunkowych, jak vlogi czy youtube. Ważne jest przede wszystkim, aby zrozumieć różnicę między platformą treści, jaką jest Social Hub, a stałą stroną firmową. Połączenie tych dwóch rozwiązań przynosi oczekiwane rezultaty nie tylko wizerunkowe marki, ale przede wszystkim sprzedażowe, zwiększając aktywność i zaangażowanie użytkowników oraz konwersję. Odwołując się do idei artykułu – Social Hub jest jak spotkanie towarzyskie królowych (contentów), których celem jest wzajemna integracja.

 

socialhub

Źródło: OX Media

Czas na odpowiedź – where is prince? Księciem w tej historii jest nic innego, jak nawiązana relacja z odbiorcą. Właściwa i efektywna. To owoc dobrego przekazu (królowej/contentu) w stronę wartościowego klienta (króla/leada).

W tworzeniu odpowiedniej strategii pozyskania odbiorcy pamiętamy, że ciekawy temat to nie wszystko. Musi być podany we właściwy sposób. Sposób, który zapewni trwały, obustronny dialog. Komunikacja b2b czy b2c to przede wszystkim rozmowa z klientem, który pierwszy kontakt z marką nawiązuje poprzez ciekawe, angażujące i wartościowe treści Twojej marki. A jeśli spotka je wszystkie w jednym miejscu, jakim jest Social Hub, to jesteś zwycięzcą!

ROI w marketingu mobilnym

Według raportu Nielsena w 2012 r. na reklamę mobilną wydano 22 miliardy dolarów. W porównaniu do 3 miliardów w roku 2010 suma jest znacząca. Wszystko wskazuje również na to, że rok 2013 przyniesie jeszcze większe wydatki. Patrząc na 9 miliardów zysku wygenerowanego przez ten kanał w 2012 r. (Gartner) kierunek obrany przez marketerów zdaje się być słuszny. Urządzenia mobilne stają się jednym z najbardziej popularnych sposobów na dotarcie do klienta.

Mimo że coraz więcej firm stara się wykorzystywać potencjał jaki leży w marketingu mobilnym, niewiele z nich śledzi choćby zwrot z inwestycji. Biorąc pod uwagę wydawane kwoty mogłoby się wydawać, że mierzenie tak ważnego dla biznesu wskaźnika powinno być integralną częścią całego procesu.

Głównym powodem takiego stanu rzeczy nie jest jednak lenistwo czy opieszałość firm, lecz trudności jakie przysparza obliczenie ROI kampanii mobilnej. Według raportu agencji badawczej Forrester 42% marketerów uważa mierzenie ROI w marketingu mobilnym za jedno z największych wyzwań roku 2013. Wydaje się to jednak o tyle ważne, gdyż specjaliści ds. marketingu wciąż walczą o udowodnienie zasadności działań w zakresie mobile.

Barierą podczas mierzenia ROI jest brak zrozumienia procesu w jaki można uzyskać najbardziej wartościowe dane oraz jak je wykorzystać. Sposób pomiaru zwrotu z inwestycji kampanii mobilnej często różni się od metod używanych w innych obszarach marketingu. Problemem jest również mieszanie się świata mobile z rzeczywistym. Jeśli klient znajdzie sklep na swoim smartfonie, odwiedzi go i zrobi szybkie porównanie cen poprzez dowolną aplikację, a następnie dokona zakupu w  placówce, tradycyjny model obliczania ROI nie zadziała. W tym wypadku następuje zbyt duża utrata cennych danych, niezbędnych do otrzymania prawidłowego zwrotu z inwestycji. Aby to zrobić potrzebny byłby model oparty na wiedzy na temat zachowań konsumentów oraz urządzeń mobilnych i stacjonarnych.

Problem zmniejsza się jeśli aktywność klienta ogranicza się do jednego obszaru, np. konkretnej aplikacji. Wtedy obliczenie wskaźnika rentowności staje się łatwiejsze.
Osoby i firmy, które podejmują się wyliczenia ROI kampanii mobilnej opierają się na innych wskaźnikach. Za przykład mogą posłużyć koszt pozyskania użytkownika i wartość życia klienta.
Na przeszkodzie w śledzeniu zwrotu z inwestycji w kanałach mobilnych stoi również brak odpowiednich narzędzi. Swoją szansę zobaczyło w tym Google, które wprowadziło niedawno pierwszą wersję kalkulatora online o nazwie „The Full Value of Mobile Calculator”. Oferuje on proste równania i punkty odniesienia, które mają pomóc w oszacowaniu wartości pochodzących ze stron mobilnych czy aplikacji. Niezbędne do tego informacje mogą być wprowadzane ręcznie bądź pobierane z istniejącego konta Google AdWords.

Mimo wszystkich problemów część firm potrafi udowodnić i zmierzyć wpływ działań na urządzeniach mobilnych na generowanie zwrotu z inwestycji. Jednym z przykładów może być kampania marki BMW, mająca na celu zwiększenie sprzedaży opon zimowych. Target stanowiły osoby, które zakupiły samochód pomiędzy marcem a sierpniem. W kampanii wykorzystano wiadomości MMS oraz aplikację zawierającą szczegółowe informacje o sprzedawanym produkcie. Spersonalizowana wiadomość zawierała m.in. zdjęcie modelu samochodu klienta oraz proponowane opony wraz z ceną. Podano również listę adresów najbliższych salonów. Informacja została przesłana do 1200 klientów, z pośród których 30,31% zakupiło opony w salonach BMW generując 180 000 dolarów zysku.

Kolejnym przykładem może być firma McDonald’s ze swoją aplikacją umożliwiającą znalezienie ich otwartej restauracji o późnej porze. Posłużono się technologią bazującą na lokalizacji oraz geotargetowaniu, co ustrzegło firmę przed wysyłaniem potencjalnych klientów do zamkniętych drzwi. Po kalkulacji nadwyżki sprzedaży oszacowano,

że ROI wzrosło dwukrotnie.


m3
Inna amerykańska sieć restauracji, Restauracje u Roy’a, użyła kampanii mobilnej płatnego wyszukiwania, która umożliwiła jej budżetowanie, licytowanie, targetowanie i śledzenie ich działań mobilnych w Google AdWords. Skupiono się również na numerze „click-to-call”
w lokalnych reklamach na urządzeniach mobilnych i lokalnej reklamie. Koncentrując się tylko na reklamie mobilnej zwrot z inwestycji wzrósł ośmiokrotnie.

m4

Reasumując, pomimo że udowodnienie i zmierzenie zwrotu z inwestycji kampanii mobilnej nie jest łatwym zadaniem, każda firma powinna starać się do tego dążyć. Ze względu na coraz większe inwestycje w ten kanał komunikacji dokonywanie dokładnych pomiarów staje się coraz bardziej ważne. Według raportu Collective study z 2012 około 20% wydatków na reklamę marnuje się ze względu na mylące systemy mierzące. Należy pamiętać, że dane takie jak zwrot z inwestycji są niezbędne do optymalizacji działań i wygenerowania jak największego zysku.

 

 

 

 

Dowcip dźwignią zaangażowania?

Specyfika Facebooka sprawia, że marki i ich content designerzy nieustannie poszukują sposobów na zaangażowanie użytkowników tego serwisu. Wymaga tego zarówno EdgeRank, jak i realizacja celów stawianych w momencie rozpoczynania działalności na Facebooku – budowa społeczności wokół marki, wyłapywanie liderów opinii itp. Jednym, ze zdawałoby się, niezawodnych sposobów na realizację zamierzonych celów jest sięgnięcie po treści rozrywkowe.

Potwierdzają to statystyki. Wystarczy przeanalizować ostatni raport Sotrendera. Jeśli spojrzymy na wskaźniki zaangażowania użytkowników, przewaga stron z tzw. LOL contentem jest miażdżąca. Obok powszechnie znanych fan page’y takich jak Kwejk czy Demotywatory, najwięcej osób angażował Hej mamo, mogę? „Nie” Ale mamo proszę. „Nie” Hej tatooo (w przypadku tej strony stosuje się również nagminnie mechanizm znany powszechnie pod nazwą „żebrolajki”). Ten ostatni był także liderem pod względem procenta zaangażowanych fanów . W przypadku Interactivity Index na czoło wysunęły się Demotywatory, Szafa Niezwykłych Zdjęć W Necie (Szafa Niezwyklych Zdjęc W Necie) oraz Kwejk. Takie statystyki można by mnożyć. Podobnie sprawa wygląda jeśli weźmiemy pod lupę pojedyncze posty. Obok wpisów oddziałujących na emocje (wzruszających, czy dotyczących np. poszukiwania zaginionych osób), nie brakuje tych, które mają rozśmieszać.
W jaki sposób marki wykorzystują ten trend? Przykładem jest choćby Serce i Rozum – fan page popularnych brand hero, których Orange odziedziczył po Telekomunikacji Polskiej. Sympatyczni i zabawni bohaterowie, których na dodatek wspiera potęga branży telekomunikacyjnej i szeroko zakrojona akcja reklamowa w mediach tradycyjnych, zebrali już prawie 2 miliony fanów i są posiadaczami największego fan page’a polskiego Facebooka. Użytkowników śmieszą swoimi dialogami i przygodami często nawiązującymi do aktualnych wydarzeń czy znanych filmów.

serce i rozum

Innym przykładem strony „z przymrużeniem oka” są Eksperci Tesco (ponad 492 k fanów) w zabawny sposób promujący sieć marketów. Popularni Henio, Halinka i ich towarzysze są bohaterami znanymi ze spotów emitowanych w telewizji. Podobnie jak w poprzednim przypadku prowadzą dialogi ze sobą oraz z fanami profilu, promując przy tym aktualny asortyment sklepów.

tesco

 

Przykładem z nieco innej „bajki” jest również operujący humorem Zacny kabanos Milordzie (ponad 6 k fanów) producenta wędlin – firmy Tarczyński. Jego bohaterem jest Milord, ambasador „najzacniejszych kabanosów na świecie”. Zapewne twórcy fan page’a doszli do wniosku, że takie podejście do sprawy będzie bardziej skuteczne niż „suche” komunikowanie na temat produktów mięsnych, dość nietypowych do promowania na Facebooku.

konkurs2

W tym samym kierunku poszedł znany producent parówek zakładając fan page Berlinki Kręcą (ponad 171 k fanów). Tym razem do głosu dopuszczono sam produkt w postaci dwóch gadających parówek Le Hot i Le Doga, które początkowo zajmowały się głównie dyskusją na temat filmów. Obecnie brand herosi nie są już pierwszoplanową postacią fan page’u, ale nadal ma on za zadanie bawić m.in. za pomocą prostych grafik i dowcipnych komentarzy.
Po zabawne treści chętnie sięga też branża browarnicza, o której pisaliśmy tutaj: http://oxpress.pl/czas-na-piwko-na-facebooku/. Na pewno warto wspomnieć o marce Żubr, która swoją komunikację prowadzi zgodnie ze strategią przyjętą w ramach reklam ATL. Publikowane są na niej zdjęcia opatrzone hasłem opartym o zabawną, często błyskotliwą grę słów. To właśnie post Żubra znalazł się na podium rankingu najbardziej angażujących postów w marcu, opracowanym przez Socialbakers. Komunikowanie żartem praktykowane jest również m.in. na fan page’ach Redd’s i Somersby.
Na koniec warto wspomnieć o marce Old Spice, która mocno postawiła na satyrę. Jej kreacja, zarówno w mediach tradycyjnych, jak i przeniesiona do Internetu jest tak wyrazista, że trudno przejść obok niej obojętnie. Wśród postów publikowanych na Facebooku przedstawiających słodkie misie i kotki, pojawiają się komunikaty dotyczące męskości, dzikości i siły wszystko to jest potraktowane w sposób prześmiewczy.
To tylko zaledwie kilka przykładów spośród całej masy marek, które postawiły na dowcip. Jak widać w prezentacji treści humorystycznych świetnie sprawdzają się brand hero. Już same postacie (np. gadająca parówka czy mający zapewne swoje korzenie w popularnych memach Milord) pozwalają na tworzenie zabawnych dialogów, wywołując nimi uśmiech na twarzy użytkowników. Pojedyncze humorystyczne posty są publikowane niemal na każdym fan page’u, począwszy od Play, poprzez banki, na stronach lokalnych placówek medycznych skończywszy. Zamieszczane są zarówno memy i demotywatory, jak i dedykowane grafiki. Często wykorzystywane są popularne motywy jak np. „Keep Calm and…” czy słówka z internetowego „lolspeaka”. Wiele stron, traktujących z założenia o tematach poważnych, korzysta też z satyry jakoś środka to popularyzacji swojej idei.

play
Humorystyczne treści są nieodzowną częścią komunikacji na Facebooku, który jest z założenia serwisem mającym za zadanie m.in. dostarczać rozrywki. Z pewnością każdy z nas niejednokrotnie kliknął przycisk „like” widząc zdjęcie, które wywołało uśmiech na naszej warzy. Po LOL content nie można jednak sięgać bezkrytycznie. Jak w każdym przypadku należy dostosowywać komunikat do odbiorców i celów jakie chcemy osiągnąć. Treści i fan page’e, które zyskują największą popularność w statystykach są bardzo często wyjątkowo niskich lotów i mimo, że wywołują duży odzew publiczności, jest on dla większości marek oraz poważnych instytucji jałowy lub nawet szkodliwy. Oczywiście inaczej będzie wyglądała komunikacja na stronie młodzieżowej marki odzieżowej, inaczej na stronie banku czy kliniki. Treści rozrywkowe bardziej pasują do branż, których produkty kojarzone są z zabawą, wolnym czasem, imprezami (dobrym przykładem jest tu branża browarnicza, o której pisaliśmy), jednak nie jest powiedziane, że bank, który chce właśnie promować ofertę skierowaną do młodzieży, nie może sięgnąć po zabawny sposób komunikacji. Oczywiście na odpowiednim poziomie. Wszystko zależy od wyczucia specjalistów od SoMe, których zadaniem jest właściwa ocena sytuacji w doborze treści na dany fan page.

Inbound marketing, czyli wyprawa w nieznane.

Inbound Marketing w Polsce jeszcze pół roku temu był zabawą trochę dla szaleńców. Traktowany jak niechciane dziecko marketingu i wrzucany do jednego worka z takimi wynalazkami jak MLM, nie miał szansy przebić się do szerszej świadomości osób zainteresowanych nowoczesnymi metodami promocji online. Główny powód? Powtarzalność! Rzesze krytyków występujących na forach i w portalach społecznościowych twardo obstawały przy swoim, twierdząc, że jest to nic innego jak nowa nazwa dla znanych od dawna usług zebranych w jeden pakiet. Może i tak, ale w tym szaleństwie chyba jednak jest metoda skoro amerykańscy potentaci w tej dziedzinie jako jedyni odnotowali zysk w kryzysowym roku 2012 .

Głównym kryterium, na podstawie którego klasyfikuje się Inbound marketing, jest jego opozycja do Outbound marketingu. Zamiast setek migających bannerów i irytujących reklam na YouTube dajemy użytkownikowi to, czego naprawdę pragnie. No właśnie, ale czego pragnie użytkownik? Biblia Inboundu, jaką jest Hubspot, twierdzi, że porządna kampania inboundowa powinna być zbudowana w ścisłej współpracy z klientem i jego działem handlowym. Nie może być typowej dla polskich realiów „spychologicznej” sytuacji, w której agencja dostaje brief i słyszy „róbcie”. Inbound nie polega bowiem wyłącznie na ślepym pozyskiwaniu tak zwanych leadów sprzedażowych, ale również na długofalowym budowaniu obecności i wizerunku marki w sieci. A to osiągnąć można tylko i wyłącznie przez pełne zaangażowanie obu stron projektu. Samo planowanie kampanii może okazać się drogą przez mękę. Wiedząc, że średni proces pozyskiwania satysfakcjonującej liczby leadów trwa od pół roku do roku, warto porządnie przysiąść do roboty już w jej początkowym okresie. Głupio by było, gdyby na końcu okazało się, że firma oferująca usługi marketingowe ma w swojej bazie zamiast osób decyzyjnych z dużych korporacji samych studentów, którzy poszukiwali materiałów do kolokwiów czy prac zaliczeniowych.
Podstawowe składniki Inbound marketingu

Content marketing, social media i SEO. Na tych właśnie trzech filarach stawiana jest kompleksowa kampania inboundowa. Każdy z nich ma na celu zrobienie w sieci jak największego zamieszania, które sprawi, że nasz wymarzony klient złapie zastawiony na niego haczyk i trafi w odpowiednie miejsce. Filozofia marketingu przychodzącego zakłada bowiem, że treści publikowane na firmowej stronie internetowej, blogu czy profilu Facebook będą na tyle wartościowe i interesujące, że osoby zainteresowane tematem nie będą miały wyjścia i, chcąc nie chcąc, same włączą się do zabawy. Zapominamy zatem o słodkich koteczkach, poniedziałkowo-piątkowo-weekendowych postach i stronie internetowej nafaszerowanej słowami z listy najpopularniejszych fraz. Zamiast tego żmudnie i konsekwentnie zaczynamy budować wizerunek i promować tak zwane oferty.
Dwa do pięciu blogpostów tygodniowo, codzienne posty na Facebooku i w innych kanałach social media, porządnie nasycona contentem strona to pierwsze kroki. Kolejnymi są wspomniane oferty czyli e-booki, webinary, poradniki lub dema produktów, które niczym w grze RPG będą następnym stopniem wtajemniczenia i portalem konwertującym „zwykłego” odwiedzającego w lead. Tylko kim właściwie jest ten lead?

Kim jest lead sprzedażowy?
Upraszczając: leadem sprzedażowym staje się każda osoba, która zdecyduje się na większą interakcję z naszą firmą niż tylko sporadyczne klikanie „Lubię to” na Fejsie i cotygodniowe przescrollowywanie tekstów na blogu. Lead ulega pokusie posiadania oferty i aby ją zdobyć decyduje się na jakże ryzykowny, ale najważniejszy dla całego procesu krok, którym jest wypełnienie formularza kontaktowego. Formularz taki zamieszczamy na jednym z naszych landing page, do których kierować powinno jak najwięcej przycisków „call to action” (CTA) czyli bannerów, butonów lub klikalnych tekstów. Zasada jest prosta: „call to action” powinny być widoczne na każdej podstronie naszej witryny i bloga tak, by kusiły niczym wąż na biblijnej jabłoni. Kilka klików, wyróżniające się materiały (przypomnijmy sobie jak ostatnio Adobe rozdawało Photoshopa ) i mamy leada!
Tu właśnie zaczyna się miejsce, o które w ostatnich miesiącach stoczono tyle wirtualnych sporów. No bo czym niby różni się Inbound od zwykłego wyciągania danych i następnego nękania klientów telefonami czy mailami? Tym, że Inbound nie strzela na oślep niczym ciapowaty bohater filmu akcji, któremu ktoś wcisnął w rękę M16, tylko uderza z precyzją snajpera SWAT.

Pielęgnowanie leadów sprzedażowych.
Inbound prowadzony z użyciem profesjonalnego oprogramowania pozwala na bardzo dokładne monitorowanie zachowania naszych kontaktów. Opcje takie jak Prospect Tracking, Lead Scoring czy inteligentna analiza behawioralna dają możliwość stopniowego dopasowywania wizerunku leadów do naszego pierwotnego profilu klienta. Wielki Brat nie śpi! Jeden wypełniony formularz i już jesteśmy w stanie zorientować się, kiedy konkretny lead odwiedza naszą stronę, jak wiele czasu spędza na poszczególnych artykułach, czy loguje się z domu czy z pracy. Możemy również dokładnie przeanalizować wartość jego strony branżowej i sprawdzić, które podstrony są najczęściej odwiedzane oraz skąd przychodzi największy ruch. Do tego dostajemy system badży, który ułatwia nam rozeznanie w momencie, w którym nasza baza zaczyna puchnąć w niepokojący sposób.
Jedną z najpiękniejszych, choć na pierwszy rzut oka banalnych, możliwości jakie oferuje Lead Scoring, jest możliwość sprawdzania czy nasze maile zostały w ogóle przeczytane. Dzięki temu wiemy, czy dalsze bombardowanie delikwenta kolejnymi customowymi ofertami ma w ogóle jakikolwiek sens, czy może powinniśmy przestać tracić nasz i jego czas. Tu właśnie docieramy do sławetnego „lejka sprzedażowego”, który jest chyba najpopularniejszym symbolem graficznym całego inboundowego zamieszania. Lejek to nie przelewanie z pustego w próżne, które uskuteczniali Tytus, Romek i A’Tomek tylko raczej wyciskanie cytryny do ostatniej kropli. Wyciskanie w tak skuteczny sposób, że po kilkumiesięcznym okresie kampanii w naszej bazie mamy zgromadzone dane kontaktowe osób, które poddane odpowiedniej edukacji i animacji są najbliżej podjęcia decyzji o zakupie. Oczywiście wszelkie działania sprzedażowe można prowadzić już na wcześniejszym etapie, ale, tak jak mówiłem, jest do tego niezbędna bardzo ścisła współpraca z klientem i jego działem handlowym.
Komu, komu?
Inbound nie jest zabawą dla każdego. Dźwignięcie tej imprezy o własnych siłach wydaje się raczej nierealne. W polskim internecie jest kilka przykładów guerilla lub homemade Inboundu: blog na Blogspocie, oferty w formie „pożyczonych” zza granicy PDF-ów. Brak niestety koniecznej analityki i automatyki.
Zatrudnienie profesjonalnej firmy to z kolei wydatek, na który stać tylko nielicznych. Nie ma mowy, żeby mogła pozwolić sobie na to instytucja nieposiadająca konkretnego zaplecza finansowego i sprecyzowanego planu sprzedażowego. Korpo fanaberia dla najbogatszych? Być może, ale w ostatnich latach coraz więcej firm decyduje się na tego typu rozwiązania. Klasyczne metody marketingowe starzeją się wraz z internetem, a nowe pokolenia odbiorców wychowują się z siecią i nie dają się już nabierać na zgrane sztuczki. Czy zatem Inbound wywróci do góry nogami nasz marketingowy świat? Na razie nic na to nie wskazuje, ale warto trzymać rękę na pulsie bo nigdy nie wiadomo czy e-book, który wczoraj pobraliśmy, nie wciągnął nas przypadkiem w dziwną sieć zależności, z których nie zdajemy sobie nawet sprawy.

Artykuł partnerski z bloga: http://clickray.pl/inbound-marketing
Autor: Michał Kropiński

Facebook: charytatywnie, społecznie i… strategicznie

Artykuł ukazał się w Marketingu w Praktyce (02/2013 – luty)

Można mówić , że Facebook jest znakomitym narzędziem do realizacji przyjętej strategii CSR… ale często pozostaje to tylko w sferze teorii. Niewiele firm w Polsce wykorzystuje ten potencjał komunikowania i rozmowy z interesariuszami. Na profilach dominuje fun-content, bo z psychologicznego punktu widzenia łatwiej rozbawić niż zaangażować w dyskusję na poziomie, a co dopiero poważną i długofalową akcję. Trudne, nie znaczy jednak niemożliwe.

F-CSR ?

Czy istnieje coś takiego jak F-CSR (red. Facebook-CSR)? Z pewnością nie, ponieważ nie można ograniczyć społecznej odpowiedzialności biznesu wyłącznie do social media, a co dopiero do  jednej platformy.  Facebook może być za to dobrym narzędziem wspomagającym przyjętą strategię CSR poprzez dedykowane profile, czy specjalne aplikacje i zakładki.

Nie ‘Co’, ale ‘Dlaczego’

Działania CSR są najczęściej dodatkiem do bazowej komunikacji na Facebooku – czasami posiadają dedykowaną zakładkę, rzadziej rozwiniętą aplikację. Firma realizując politykę odpowiedzialności społecznej powinna prowadzić osobny profil poświęcony realizowanym akcjom, ze względu na  wartościowe treści, które mogą mocniej związać użytkownika z marką niż fun-content. Za przykład można tu postawić markę Danone, która nie posiada oficjalnego profilu dedykowanego bezpośrednio marce, a dwa odrębne dotyczące wartości, jaką jest praca w Danone oraz międzynarodowych mistrzostw dzieci w piłce nożnej (Danone Nations Cup).

a

Pierwszy nie pełni roli wyłącznie HR-owej i PR-owej, ale nawiązuje do najważniejszych wyróżników firmy. Oprócz komunikowania tego, CO pracownik Danone robi na co dzień, wskazuje JAK(szkolenia, pomoc firmy) to robi i najbardziej istotne: DLACZEGO to robi? Przekazanie zrozumiałej misji korporacji jest niełatwym zadaniem na Facebooku, z którym Danone w swojej strategii radzi sobie naprawdę dobrze.

CCI, czyli strategia zaangażowania społecznego

Jeśli nasza firma nie prowadzi konsekwentnej i wyraźnej strategii CSR, możemy pomyśleć o działaniach nakierowanych na udział w rozwiązywaniu wybranych problemów społecznych. W takiej sytuacji od CSR-u będzie strategia zaangażowania społecznego(corporate community involvments – CCI) inaczej nazywana filantropią strategiczną (corporate philantrophy). Jak to wygląda w praktyce? Firma może wybierać i dowolnie zmieniać cele, które wspiera bez długoletniego planu. Główne rodzaje CCI to: działalność charytatywna, inwestycje na rzecz społeczności lokalnej, czy sponsoring. Działania tego typu mogą być przeprowadzane w wybranych przez firmę okresach, dzięki czemu nie angażują na stałe dużych zasobów, a mimo to pozytywnie wpływają na wizerunek firmy. Specyfika Facebooka wymaga od administratora  generowania świeżych komunikatów, treści, która zaskakuje, a aby nie znudzić się i trafić do szerokiej grupy odbiorców musi być różnicowana. Kampanie społeczne przeprowadzone w krótkich okresach pozwalają na maksymalne wykorzystanie elementu ciekawości i skupienia uwagi fanów.  Żywotność większości aplikacji to średnio 1 miesiąc – powinniśmy o tym pamiętać w szczególności jeśli planujemy ograniczyć przeprowadzenie naszej kampanii do Facebooka.

Internauci pomagają dla idei

Przykładem takiej krótkookresowej strategii zaangażowania społecznego(CCI) może być akcja „Bajki dla Nadii”, która korzysta z 3 platform: Facebooka, YouTube oraz micro site’a (www.bajkidlanadii.pl ). Mimo, że celem kampanii było zebranie pieniędzy na leczenie małej dziewczynki chorej na wrodzoną łamliwość kości, przekaz akcji opierał się o wyraźną ideę: „Dlaczego bajki? Bajka sprawia, że budzi się fantazja… […] Każda pomoc finansowa pomoże w kosztownej rehabilitacji, a każdy wers bajki zostanie przeczytany dziewczynce, aby zabrać ją do krainy fantazji, gdzie wszystko jest możliwe.”

b

Fani nie zaangażowaliby się wokół ‘kolejnej strony charytatywnej’ dlatego sercem kampanii była idea tworzenia bajek dla chorej Nadii. W pierwszym etapie każdy mógł napisać własną, krótką bajkę w specjalnie przygotowanej aplikacji na Facebooku, a wybrane bajki zostały wydane w wersji PDF i wysłane do Nadii i jej rodziców. Do drugiego etapu zostały zaangażowane firmy, które opowiadały znane bajki przed kamerą ,a następnie umieszczały je na profilu YouTube.

Fani mogli pomóc nie tylko finansowo, ale też wirtualnie, co z kolei zbudowało odpowiedni zasięg, który przełożył się na darczyńców. W akcję oprócz internautów zaangażował się mi.in Łukasz Jakóbiak, twórca internetowego talk-show 20m2 oraz pracownicy Euro-Tax.pl, DeeZee, Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, ESKK, Sweatdeal czy organizacji Toastmasters Interantional. Jak widać mimo, że celem akcji było zebranie środków na pomoc Nadii to kampania dzięki swojej idei pozwoliła zaangażować się i  dać szansę pomocy wszystkim fanom. Do tej pory dzięki akcji Bajki dla Nadii udało się zebrać ponad 18 tysięcy złotych, co odpowiada rocznemu kosztowi leczenia dziewczynki.

Prywatność za 1zł

Na Facebooku mogliśmy spotkać sporo kampanii opierających się o zasadę charytatywnego klikania, czyli „kliknij Lubię to, a przeznaczymy 1zł na określony cel”. Dla fundacji lub osoby obdarowanej jest to dobra sytuacja, ale czy aby na pewno korzysta na tym marka? Tworzone aplikacje pod tego typu kampanię w pewien sposób wymuszają kliknięcie, co sprawia, że użytkownik musi poświecić swoją prywatność za cenę przysłowiowej złotówki. Co więcej trzeba ”polubić” stronę danej firmy, a nie samej akcji. Dlaczego zatem nie połączyć działań z dedykowanym profilem kampanii charytatywnej, na którym firma może widnieć jako organizator, pomysłodawca lub sponsor?

Sięgać do umysłów

Podczas planowania społecznej obecności na Facebooku należy zatem zacząć od określenia najważniejszej wartości w komunikowaniu na profilu. Może zamiast pogoni za lajkami i sztucznym budowaniem zaangażowania warto otworzyć się na opinie fanów, prowadząc transparentny dialog. Następnym krokiem jest podjęcie decyzji, czy uzupełniamy dotychczasowe działania CSR firmy o social media, czy jednak decydujemy się na strategie angażowania społecznego CCI. W pierwszym wypadku powinniśmy stworzyć osobny profil i rozpocząć równolegle odrębną komunikację, w drugim planem minimum jest stworzenie specjalnego landing page’a oraz zakładki. Bez względu jednak na obraną strategię najważniejsza jest czytelna idea, która nie sięga od razu do portfeli, ale do umysłów i istotnych wartości potencjalnych darczyńców.

Graph Search a marketing na Facebooku

Graph search na facebooku

Was też najbardziej z wszystkich funkcji Facebooka drażni jego wyszukiwarka? Niemal za każdym razem, gdy potrzebujemy szybko wyszukać potrzebną stronę, osobę lub miejsce, wyszukiwarka zwraca nam nie te wyniki, o które nam chodziło.

Ogłoszony niedawno Graph Serach ma to w końcu zmienić. Wyszukiwarka dostępna na razie w wersji beta dla wybranych użytkowników korzystających z serwisu w języku “English US”, umożliwi wyszukiwanie osób, stron, miejsc, aplikacji, czy grup na podstawie aktywności naszych znajomych w tym serwisie oraz informacji zawartych w ich profilach. Oznacza to, że użytkownicy będą mogli wyszukiwać takie informacje, jak np. “znajomi, którzy odwiedzili/polubili, restauracje w danym mieście”, “hotele w Warszawie, które odwiedzili znajomi”, “filmy, które lubią znajomi”, czy “strony związane z motoryzacją, które lubią znajomi”. Dzięki temu strony firmowe będą mogły zostać łatwiej znalezione. Tak jak Google zaindeksował strony internetowe i umożliwił ich łatwe wyszukiwanie, tak Facebook chce umożliwić łatwiejsze znalezienie informacji o swoich użytkownikach. Wydaje się, że obecne możliwości Graph Search, to dopiero początek, który może dać niesamowite możliwości reklamodawcom. Na razie pewnym jest, że oprócz wyników organicznych, pojawią się w tym miejscu także wyniki sponsorowane (format reklamowy znany od września 2012 roku).

[youtube]W3k1USQbq80[/youtube]

Możliwości marketingowe

Nie wiemy jeszcze do końca jak działać będzie Graph Search, więc pisanie o możliwościach marketingowych i reklamowych jest trochę wróżeniem z fusów. Faktem jest, że Facebook uczynił kolejny krok, aby być “internetem w internecie”. Jeśli firma nie zdecydowała się jeszcze na obecność w tym serwisie, najwyższy czas nadrobić zaległości. Możliwe opcje promocyjne zapowiadają się bowiem bardzo interesująco: rekomendacje znajomych odnośnie miejsc, reklama w wynikach wyszukiwania (lepiej targetowana, bo odpowiadająca na potrzeby i pytania użytkowników), w przyszłości być może porównywarka firm/miejsc i nowe możliwości targetowania, a nawet coś na kształt linków sponsorowanych w wyszukiwarce Bing. Jeszcze większe znaczenie nabierze liczba fanów strony (oczywiście tych realnych). Im bowiem jest ich więcej, tym w większej liczbie wyników zapytań strona może być obecna.

Co już teraz możesz zrobić dla swojej strony, aby mogła być łatwiej znaleziona w Graph Search?

  • upewnić się, że wszystkie informacje o firmie są uzupełnione i aktualne (odpowiednia nazwa, krótki adres URL, odpowiednia kategoria)
  • jeśli firma ma określoną lokalizację, należy umieścić prawdziwy adres w informacjach strony (sprawi to, że będzie łatwiej znaleziona). Ma to szczególne znaczenie w przypadku lokalnych firm
  • w dalszym ciągu dodawać interesujące treści, z którymi będą chcieli łączyć się użytkownicy (dodawać komentarze, udostępniać)

Graph Search, a marketing na Facebooku2

Co z prywatnością?

Wszystkie informacje, które użytkownik udostępnia na Facebooku będą także widoczne w wyszukiwarce (w zależności od ustawień prywatności, tj. publicznie, dla znajomych, dla bliskich znajomych). Jak działa prywatność w ramach wyszukiwania w socjogramie Facebooka dowiedzieć się można z linku oraz poniższego filmu:

[youtube]bSji6Y66aKo[/youtube]

Peryferie Facebooka

Czy Graph Search będzie popularny wśród użytkowników? Chociaż jak podaje sam Facebook, codziennie 150 milionów ludzi na świecie odwiedza strony firm i organizacji w tym serwisie, to jego siłą jest centralna część, a więc “Aktualności”. Można to porównać do miasta – aktualności są jego centrum, gdzie dzieje się wszystko co najważniejsze. Pozostałe funkcje i miejsca Facebooka (strony, aplikacje, grupy) są jedynie przedmieściami, które odwiedzamy o wiele rzadziej. Tak zapewne będzie również w przypadku Graph Search. Użytkownicy, przynajmniej na początku korzystać będą z niego raczej sporadycznie.

Nowa funkcja jest natomiast ciekawsza ze względu na fakt połączenia jej z wyszukiwarką Bing. Choć w Polsce mało popularna, w Stanach Zjednoczonych według ComScore miała w grudniu ok. 16,3% udziału w ogóle wyszukiwań. Integracja z Facebookiem może sprawić, że udział ten będzie rósł. Firmy natomiast otrzymają niejako jeszcze jedno miejsce, gdzie mogą być lepiej eksponowane dzięki skutecznym działaniom promocyjnym w social media.

Co sądzicie o nowej wyszukiwarce Facebooka. Czy może stać się realnym konkurentem dla Google w poszukiwaniu informacji? Podzielcie się swoimi opiniami w komentarzach.

Buduj społeczność dzięki Google+

Marketing google plus

„Kogo można spotkać na Google+ oprócz pracowników Google?” – tego typu kpiące pytania często przytaczane są, by zwrócić uwagę na bardzo małą popularność tej platformy społecznościowej. Główną przyczyną tego stanu rzeczy jest oczywiście brak wyróżników i dominacja Facebooka. Podobieństwa do największego serwisu społecznościowego, są aż nad wyraz widoczne, a jeśli mamy już znajomych w tym miejscu i spędzamy w nim sporo czasu, to po co właściwie przenosić się gdzie indziej? Google nie stoi jednak w miejscu i szuka nowych rozwiązań, które mają pomóc mu zabrać trochę tortu Markowi Z. I chociaż oczy branży social media skupione są głównie wokół zmian, jakie ogłaszane są przy okazji kolejnych konferencji f8, to jednak właśnie Google+ wydaje się być najszybciej rozwijającym się serwisem. W ostatnich tygodniach firma z Mountain View znowu zaskoczyła nas ciekawą nowością.

Po uruchomieniu platformy w połowie 2011 roku, przyszedł czas na wprowadzanie kolejnych aktualizacji (w sumie było ich w ubiegłym roku co najmniej kilkadziesiąt). Najważniejsze z nich, to uruchomienie „Search Plus Your World” (styczeń), integracja serwisu z YouTube (kwiecień), wprowadzenie usług Google+ Lokalnie i  Hangouts On Air (maj) oraz dodanie „Wydarzeń” (czerwiec). W ubiegłym miesiącu wprowadzono kolejną ważną aktualizację – „Społeczności”.

Możliwości marketingowe

“Społeczności”, to bardzo ciekawa funkcja zarówno dla użytkowników, jak również organizacji. Przypominają małe fora tematyczne i są odpowiednikiem „Grup” na Facebooku. To jednak, co je wyróżnia to możliwość tworzenia ich przez strony firmowe oraz opcja grupowania postów w poszczególne kategorie (tematy). Zaletą jest także możliwość skorzystania z wyszukiwarki wewnątrz grupy, aby łatwiej znaleźć interesującą nas treść (na Facebooku wyszukiwanie jest znacznie trudniejsze).

W największych kanałach social media budowanie prawdziwych społeczności przez duże „S” jest dosyć trudne. Ma to związek z ich specyficzną budową. Komunikacja pomiędzy marką, a fanami jest dwustronna i rzadko dochodzi tam do interakcji pomiędzy poszczególnymi fanami marki (ma to miejsce sporadycznie jedynie w komentarzach), a dyskusja inicjowana jest jedynie przez moderatorów strony. W przypadku „Społeczności” sytuacja jest odmienna. Tam podobnie jak na forach internetowych, to użytkownicy inicjują dyskusje na interesujące ich tematy, a inni się do nich włączają. Tutaj administratorzy związani z marką mogą moderować oraz włączać się w dyskusje, odpowiadać fanom z pierwszego źródła, a nawet prowadzić biuro obsługi klienta. Dyskusje użytkowników są też doskonałą szansą na poznanie ich preferencji i opinii na temat produktów, czy usług.

[youtube]lpUDWCSRQIU[/youtube]

Kto już korzysta?

Jest już kilka marek, które wykorzystują nową funkcję do budowania swoich społeczności. Dominują producenci gier wideo (Ingress ma prawie 31 tysięcy członków, a Call of Duty ponad 22 tysiące), marki technologiczne (Nexus i Google TV) oraz motoryzacyjne (Audi i Ford, który zachęca użytkowników do udostępniania swoich zdjęć zrobionych samochodom tej marki).

Oczywiście nazwy „Społeczności” nie muszą pokrywać się z nazwą marki. Producenci np. aparatów fotograficznych, z pewnością odnajdą tam sporą liczbę amatorów fotografii (polskich społeczności z tym wyrazem w nazwie jest aż 15), bo to aby podsuwać im np. ciekawe porady, czy zachęcać do dzielenia się zdjęciami z innymi.

Czym jeszcze zaskoczy nas Google+? Czy rok 2013 będzie przełomem dla tego serwisu, tak jak chce tego Bradley Horowitz? Z niecierpliwością czekam na kolejne nowości, które mam nadzieję, spowodują większy napływ użytkowników i ich regularne korzystanie z G+. Podzielcie się swoimi opiniami na temat „Społeczności” w komentarzach poniżej.